News, Lifestyle, Biznes

Skąd Mikołaj wie o wszystkim? Profesjonalista ma na to metody

W firmie eventowej zamówiono czterech Mikołajów. Mieli czekać na dzieci pod szkołą. Ale właścicielka się nie zgodziła. - Zarobek był duży, no ale jak to? Mikołaj jest jeden – twierdzi.

17 lat temu. Wtedy gliwiczanin pan Andrzej po raz pierwszy został świętym Mikołajem. - Wydawało mi się, że będzie to jednorazowa przygoda. Byłem studentem, chciałem dorobić – przyznaje Rachwalski. I choć na co dzień pracuje w branży nieruchomości, nie spodziewał się, że przez wiele następnych lat, w grudniu, będzie obdarowywać nie tylko cudze dzieci, ale też swoje własne. - Ze swoimi jest najtrudniej, ale dziewczynki nie miały szans mnie poznać – mówi o swoich córkach. - Mam taki strój, że mikołaj z Coca-Coli może mi pozazdrościć – śmieje się pan Andrzej.

Św. Mikołaj, Santa Claus, a może Sankta Nikolao?

Zawód święty Mikołaj: StRój to podstawa

Wcielenie się w rolę nie jest takie proste. Strój świętego Mikołaja z hipermarketu? - Odpada - mówi Rachwalski. Wspomina, że kiedy zaczynał, innych niż takie z cienkiego, tandetnego weluru, po prostu nie było. Pierwszy, naprawdę porządny, zamówił ze Stanów. - Były nawet specjalny brzuch, czyli mocowana na szyi i w pasie poducha. Trzeba było ją jednak poprawiać, podciągała się przy wchodzeniu po schodach – wspomina gliwiczanin.

- Strój to podstawa – mówi właścicielka jednej ze śląskich firm eventowych. Co roku zatrudnia przynajmniej kilku Mikołajów. - Nie ma mowy o byle jakim wdzianku. Wszystko musi być porządne, żeby Mikołaj wyglądał jak prawdziwy – podkreśla. - No i ważna jest też fizjonomia. To dlatego zaproponowano mi zostanie świętym Mikołajem – wspomina katowiczanin, obecnie nasz redakcyjny kolega, Witold Stech. Jest wysoki, ma uśmiech w oczach i ciepłe brzmienie głosu. Pierwszy raz słodycze rozdawał w Anglii, gdzie pracował w rodzinnej firmie cateringowej. - Wtedy byłem grubszy – podkreśla z uśmiechem Witold.

Napisz list do św. Mikołaja (WZORY LISTÓW)

„Tato, a skąd mikołaj wie, że jesteś architektem?”

Ale odpowiedni wygląd to nawet nie połowa sukcesu. Mikołaj jest przecież wszechwiedzący. Co to oznacza? - Trzeba wcześniej dowiedzieć się o maluchu jak najwięcej – mówi Rachwalski. Dodaje, że Mikołaj wie np. że dziecko dostało w szkole dobrą ocenę, albo pokłóciło się z kolegą z ławki. Wie np. co dziecko jadło na śniadanie. - Jeśli grymasiło, Mikołaj może je delikatnie skarcić - mówi gliwiczanin. Wszystko po to, by uwiarygodnić „świętego”.

- Byłem Mikołajem podczas jarmarku na Nikiszowcu – wspomina Witold Stech. Nie ukrywa, że w sytuacji, gdy Mikołaj nie wizytuje w domu, nie ma szans, by dzieci zaskoczyć „tajemną mikołajową wiedzą”. Ale można się postarać. - Pamiętam, że wśród odwiedzających Nikisz był Robert Konieczny z córką. Dałem im cukierki, po czym rzuciłem z uśmiechem: „Niezłe domy pan projektuje”. Mała na to: „Tato, a skąd Mikołaj wie, że jesteś architektem” - uśmiecha się na to wspomnienie Witold.

Podarki w bagażniku. byle nie w domu!

Prezenty też uwiarygadniają „świętego”. - Dlatego nie ma możliwości, by odbierać je bezpośrednio przed wizytą – przekonuje Andrzej Rachwalski. Dodaje, że w przeciwnym razie zostawiony w domu worek dzieci mogą zobaczyć. - I raczej zobaczą, przecież maluchy są ciekawskie i tylko czekają, żeby dostać je jak najprędzej – zaznacza. Jak w takim razie profesjonalny Mikołaj zamawia podarunki? - Ja mam taką metodę, że albo odbieram je wcześniej, albo umawiam się z rodzicami, że zostawiają je w bagażniku auta, które broń Boże nie może być zaparkowane pod oknami. Na sygnał rodzice schodzą, otwierają bagażnik, a ja przekładam wszystko do wora – zdradza Mikołaj z Gliwic.

Co ciekawe, spora część profesjonalnych firm nie zgadza się na zamówienie kilku Mikołajów. - Pamiętam, że mieszkańcy jednego z bloków wpadli na pomysł, by czterech Mikołajów z transparentem witało dzieci, które wyjdą ze szkoły. Zarobek był duży, ale nie zgodziłam się. No jak to, czterech? Przecież Mikołaj jest jeden! - mówi właścicielka śląskiej firmy eventowej.

Z czasem trzeba jednak powiedzieć prawdę

Nie na wszystko da się jednak przygotować. - Dzieci są zwykle bardzo mocno zainteresowane mikołajową brodą. Żeby nie spadła, trzeba ją naprawdę dobrze przymocować. Inaczej prawda wyjdzie na jak – zaznacza Witold Stech.

Andrzej Rachwalski dodaje jednak, ze kiedyś tak być musi. W końcu wszyscy w pewnym momencie przestają być dziećmi wierzącymi we wszystko. - Najtrudniej było mi z własnymi. Zwłaszcza z młodszą córką, bo starsza zawsze była bardziej racjonalna – przyznaje Rachwalski. I wspomina wizytę w szkole u młodszej latorośli.

- Koledzy i koleżanki zaczęli szeptać Oli, że Mikołaj to jej tata. W pewnym momencie, wziąłem córę na stronę, do sali obok. Inne maluchy, nieco przestraszone, zamilkły – wspomina z uśmiechem Rachwalski. Dodaje, że posadził córę na kolanie i powiedział jej na ucho: „To rzeczywiście ja - twój tata, kocham cię mocno i niech to będzie nasz sekret. Inne dzieci nie mogą się dowiedzieć - mówi gliwiczanin. Dodaje, że dzieci, widząc poważną minę Oli po powrocie od Mikołaja uwierzyły, że ten nie mógł być jej tatą.

Wtedy pan Andrzej pożegnał się z maluchami, a gdy te śpiewały jeszcze piosenkę, wyszedł i pobiegł się przebrać. - Potem zszedłem niepostrzeżenie na dół i już jako tato wszedłem do szkoły. Nawet moja Ola przestała na moment wierzyć, że ten Mikołaj to naprawdę był jej tata. - No bo jak zdążyłbyś się tak szybko przebrać – mówiła.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: MODA I URODA