Czytasz: Pomagając potrzebującym, przywracamy im prawa

Pomagając potrzebującym, przywracamy im prawa

W tym roku Gónośląskie Towarzystwo Charytatywne przygotowało już 28. wigilijne spotkanie dla kilkuset bezdomnych i ubogich.

W działalności społecznej, pomocy potrzebującym, nie chodzi o dawanie jałmużny, lecz o przywracanie ludziom praw moralnych – powiedział PAP w wigilię Bożego Narodzenia założyciel Górnośląskiego Towarzystwa Charytatywnego Dietmar Brehmer.

W tym roku organizacja ta przygotowała już 28. wigilijne spotkanie dla kilkuset bezdomnych i ubogich. Wzięło w nim udział kilkaset osób.

Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne (GTCh) istnieje od 1989 r. Było pierwszą pozapaństwową i pozakościelną organizacją tego typu na Śląsku i jedną z pierwszych w Polsce. Przyjęło nazwę "Górnośląskie", nawiązując do regionalnych tradycji dobroczynności. GTCh zatrudnia kilkoro pracowników, pomaga im kilkudziesięciu wolontariuszy - bezdomnych.

Towarzystwo m.in. codziennie wydaje po dwa posiłki osobom bez własnego domu, skrajnie ubogim i samotnym. Od początku działalności organizuje uroczyste posiłki świąteczne – w Boże Narodzenie i Wielkanoc. Przed tegorocznym posiłkiem wigilijnym założyciel GTCH Dietmar Brehmer powiedział PAP, że cieszy go rosnąca świadomość społeczna potrzeby pomocy potrzebującym.

"Chyba więcej osób zaczyna współczuć tym osobom; jakby czuć pewną empatię. Myślę, że jest zmiana spojrzenia na osoby bezdomne, że społeczność tego okręgu przemysłowego nie patrzy już na te osoby, jak na ludzi zdegenerowanych, którzy sami sobie są winni, że znaleźli się w takiej sytuacji, tylko jest jakieś współczucie i wsparcie. Jest dużo więcej niż dawniej takich symptomów sympatii" - ocenił.

Założyciel GTCh wskazał, że widać to po odezwie na apele – np. o ciepłą odzież, po liczbie pomagających na co dzień czy okazjonalnie wolontariuszy, ale też w działaniach samorządu. "Po 28 latach uzyskaliśmy pewną pomoc - urząd miasta pokrył nam ponad 40 tys. zł kosztu wymiany dachu na ośrodku. To jest dobry prognostyk na przyszłość. Coś się zmienia w tym mieście" - uznał Brehmer.

"Nie chodzi jednak o jałmużnę. My pracujemy społecznie. Za pracę społeczną nie można domagać się wdzięczności, bo my nie rozdzielamy jałmużny, tylko my pracujemy w ten sposób, aby przywracać prawa tym ludziom. Oni nie są poza tym prawem nominalnym, oni są poza prawem moralnym" - podkreślił.

Założyciel GTCh przyznał jednocześnie, że nie ubywa osób bezdomnych, potrzebujących, często życiowo bezradnych. Wiele z nich jest młodych, zwiększa się wśród nich udział kobiet. "W tym mocnym pędzie do posiadania, do bycia najlepiej zorganizowanym, często też do wzajemnego okładania się – część osób odpada w przedbiegach" - ocenił.

O utrzymującej się liczbie osób korzystających na co dzień z pomocy organizacji mówiła także kończąca ostatnie przygotowania w kuchni Teresa Kowalik z GTCh.

"Jest wiele osób w średnim wieku, jest coraz więcej kobiet. To nie są tylko osoby bezdomne; wiele z nich ma jakieś pomieszczenie, jakieś mieszkanie. Są osoby potrzebujące, że nie mają z czego zrobić sobie posiłku, czy jak dziś, w Wigilię, kolacji. Ale mamy też wśród nich wolontariuszy: są panowie z noclegowni, pomagają nam teraz dwie panie" - mówiła Kowalik.

Wskazała, że przy okazji świątecznych posiłków wiele osób pojawia się w GTCh w ogóle po raz pierwszy. "To nie są ludzie tylko z Katowic, są też z Sosnowca, Dąbrowy Górniczej, Jaworzna, Rudy Śląskiej. Bardzo dużo osób do nas przyjeżdża; trafiają się także osoby spoza regionu. U nas mogą odczuć, że są święta – śpiewają kolędy i czują się trochę jak w rodzinie. Bo oni chyba trochę się tak tu czują, że jeden drugiego broni we wszystkim" - zaznaczyła Kowalik.

Jeden z wolontariuszy pracujący przy organizacji wigilijnego posiłku w GTCh trafił tam poprzez miejski ośrodek pomocy społecznej. Po wypadku, złamaniu kręgosłupa, urazie głowy, cierpiąc na padaczkę pourazową, znalazł się w noclegowni organizacji. Przy przygotowaniach do Bożego Narodzenia w siedzibie Towarzystwa pracował przez trzy dni. "Warto, bo chodzi o te święta" - uznał.

Ogółem przy organizacji wieczerzy wigilijnej w GTCh pracowało 25 wolontariuszy. Na stołach znalazły się: smażony karp, bigos, ziemniaki, barszcz czerwony, śląski szałot (rodzaj sałatki warzywnej), kotleciki, pieczywo, makówki i ciasta. W programie były wspólne kolędowanie i występ grupy religijnej ze Stanów Zjednoczonych.

Przyjęcie wigilijne w katowickiej siedzibie GTCh to niejedyna w regionie społeczna inicjatywa świąteczna. Wigilijny posiłek dla osób samotnych od kilkunastu lat przygotowuje jeden z działających w Parku Śląskim prywatnych restauratorów. Wieczerza ta, najpierw dla kilku- kilkunastu osób, przy wsparciu m.in. władz samorządowych znacznie się rozrosła. W niedzielne popołudnie organizowane były dwie jej odsłony: w Centrum Kultury Śląskiej w Świętochłowicach i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. (PAP)

autor: Mateusz Babak

Czytaj więcej