Czytasz: Żałoba w mikołowskich szkołach. „Za nasze aniołki”

Żałoba w mikołowskich szkołach. „Za nasze aniołki”

Smutek w pokoju nauczycielskim i puste krzesła w sali lekcyjnej. Dwie mikołowskie szkoły obchodzą żałobę po tragicznym wypadku na pasach. Zginęły tu 14-letnia Lena i rok młodsza Wiktoria.

Wszystko stało się w poniedziałek wieczorem, kilkanaście minut po godz. 18.

PILNE: ŚMIERTELNIE POTRĄCENIE. "PODEJRZANY ZOSTAŁ ZWOLNIONY DO DOMU"

31-letni mieszkaniec Tychów śmiertelnie potrącił dwie nastolatki. Na pasach przy ul. Beskidzkiej w Mikołowie. Tragiczna informacja w mig obiegła pół miasta. Trafiła także do szkół obu dziewcząt. - Byliśmy w szoku. Gdy trochę się otrząsnęliśmy, był telefon do psychologa, by rano zjawił się w szkole - mówi Małgorzata Dudkiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 10, gdzie do drugiej klasy gimnazjum chodziła 14-letnia Lena, jedna ze śmiertelnie potrąconych nastolatek.

Zatrzymanie kierowcy z Tychów:

CZYTAJ TAKŻE: Dlaczego doszło do tragedii w Mikołowie?

Kilka minut w całkowitej ciszy

Dudkiewicz wspólnie z psychologiem, pedagogiem i wicedyrektorką we wtorek na pierwszej lekcji poinformowały kolegów i koleżanki Leny o całym zdarzeniu. - Wszyscy już wiedzieli. Chcieliśmy zapewnić jednak uczniów, że nie muszą się wstydzić swoich emocji, mogą powiedzieć, co leży im na sercu - mówi Beata Biel, wicedyrektor SP nr 10. Nie chcieli. Poprosili o kilka minut ciszy.

CZYTAJ TAKŻE: Mikołowianie są wstrząśnięci po wczorajszym wypadku

Ta zresztą do dziś głucho brzmi na szkolnych korytarzach. - Była jak aniołek – mówi o 14-latce pani woźna.

Szkoła odwołuje sprawdziany

Podobny nastrój panuje w oddalonej o niecały kilometr Szkole Podstawowej nr 5. Lena zanim przeszła do gimnazjum, do szkoły chodziła właśnie tu. Niedługo kończyć tę samą podstawówkę miała jej młodsza o rok przyjaciółka – 13-letnia Wiktoria.

Szkoła we wtorek, dzień po zdarzeniu odwołała wszystkie klasówki i sprawdziany. - Nie chcieliśmy potęgować stresu u uczniów – przyznaje jedna z nauczycielek.

Na korytarzu spotykam kilkoro rodziców. - Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czuje rodzina obu dziewczyn – mówi jedna z mam. Przyszła po swoją córkę. - Normalnie sama wraca do domu, ale w takiej sytuacji, wolałam ja odebrać – mówi mikołowianka. Pytam o wypadek inną mamę. Przyznaje, że znała się z rodzicami zmarłych nastolatek. I zaczyna płakać. Nie udaje jej się wydusić ani słowa. Cicho przeprasza i odchodzi.

Nie mogły doczekać się wtorku

Na pobliskim przejściu dla pieszych, trwa głośna rozmowa. Dwie mieszkanki dyskutują z panią zatrudnioną do przeprowadzania dzieci przez jezdnię. Jedna z nich okazuje się mamą przyjaciółki 14-letniej Leny. - Moja Roksana siedziała z Leną w jednej ławce. Jest zdruzgotana – nie kryje Agnieszka Stępień. Dodaje, że zdążyły pożegnać się po poniedziałkowych lekcjach i z niecierpliwością czekały na wtorek. - Były umówione na paznokcie – uśmiecha się przez łzy pani Agnieszka. Dodaje, że córka we wtorek została w domu, dziś wróciła już do szkoły. - Ale widok pustego krzesła będzie dla niej bardzo przykry – zaznacza.

Kierowcy chyba nikt tutaj nie wini

Pogrzeby obu dziewcząt prawdopodobnie odbędą się w piątek. W szpitalu wciąż przebywa także 20-latek - trzecia potrącona przez 31-letniego kierowcę osoba. Co ciekawe, kierującego chyba nikt w mieście nie wini za tragedię. - To felerne przejście dla pieszych. Na trasę szybkiego ruchu wychodzi się prosto, bo nie ma tu chodnika – mówi Anna Zając, mieszkająca niedaleko ul. Beskidzkiej, gdzie doszło do wypadku.

Dziwi się, że nikt nie zadbał o bezpieczeństwo w tym miejscu. - Kierowca pewnie nawet nie spodziewał się tutaj przechodniów. A jeśli obie były ubrane na ciemno, to dziewczyn nawet nie zauważył – domniemywa pani Anna.

- Powinniśmy zmienić prawo, każdy powinien mieć coś odblaskowego wieczorem. Inaczej nadal dochodzić będzie do takich koszmarów – uważa Janina Kopańska, która ze znakiem „Stop” przeprowadza uczniów SP nr 5 przez jezdnię.

Czytaj więcej