Czytasz: Z Pragi zniknął mural Marty Frej

Z Pragi zniknął mural Marty Frej

Malowidło upamiętniające „czarny protest” usunięto z warszawskiej kamienicy. Dlaczego?

Marta Frej, artystka z Częstochowy, upamiętniła „czarny protest” muralem. Ten powstał na ścianie jednej z warszawskich kamienic. Rysowniczka i autorka popularnych memów we współpracy z fundacją Akcja Demokracja przygotowała malowidło komentujące październikowe wydarzenia. Był to mural przedstawiający kobiety i mężczyzn schowanych pod parasolami, na które padają paragrafy symbolizujące zaostrzone prawo. Nad nimi hasło: „Martwa dziecka nie urodzę”. Dziś murala już nie ma.

To była praca czasowa

- Bardzo mi przykro i smutno, ale od początku wiedziałam, że jest to praca czasowa. Wspólnota mieszkaniowa udostępniła ścianę na 2-3 miesiące – mówi Marta Frej, artystka, feministka i działaczka społeczna.

Akcja Demokracja zebrała fundusze i opłaciła ścianę na taki okres. I tak wisiał dłużej niż przewidywano. Teraz znalazł się kolejny chętny, żeby zawiesić swoją reklamę na tej ścianie.

Protesty powinny mieć swoje ikony

Frej cieszy się, że mural w ogóle powstał i wisiał, nawet przez ten krótki okres. Na szukanie ściany na dłużej, nie było czasu. Chodziło o to, by oddać emocje panujące podczas „czarnych protestów”. Praca powstała w Warszawie po tym, jak tysiące kobiet sprzeciwiły się zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Wyszły na ulice w spontanicznej akcji i z czarnymi parasolkami. Po tym, jak powstało malowidło, Frej mówiła nam, że „parasolki stały się symbolem protestu, strajku kobiet, a takie protesty powinny mieć swoje ikony”.

Mieszkańcy pytali, co się dzieje

- Jak tylko pojawiły się rusztowania, to dostałam wiadomości od mieszkańców tej kamienicy. Byli zaniepokojeni, pytali co się dzieje, co się stanie z muralem – tłumaczy Frej. - Byli też tacy, którzy go nie lubili – dodaje. Z zamalowania muralu cieszy się zarząd dzielnicy Praga Północ, który uważał, że mural jest niemoralny. Jego członkowie naciskali na wspólnotę mieszkaniową, aby jak najszybciej pozbyła się malowidła. Zaczęło się od telefonów, a skończyło na piśmie z prośbą o usunięcie muralu.

Dziś obrazu już nie ma. Ale wiele jest ścian, na których można malować.

- Ja zawsze jestem chętna do aktywności. Tutaj zrobiłam tylko projekt. Mam marzenie, żeby coś samodzielnie namalować. Już miałam zaproszenia muralowe – mówi Frej.

Czytaj więcej