Czytasz: Wzruszająca historia Mariny i jej czeczeńskich dzieci

Wzruszająca historia Mariny i jej czeczeńskich dzieci

Czeczeńskie rodziny szyją zabawki. Mieszkają na dworcu w białoruskim w Brześciu i tak zarabiają na życie. Pomaga im Marina Hulia, która Polakom „daje zabawki do przytulenia”.

- Ta pomoc jest bardzo konkretna, trafia do ludzi, o których Marina pisze pięknie na fejsbuku. Możemy poznawać ich historie, możemy zobaczyć jaką radość sprawiają im przywiezione przez Marinę rzeczy – mówi Anna Dziewit-Meller, która akcję wpiera jako dziennikarka, ale też zaprasza Marinę na różne spotkania, tak by mogła pokazać co robi.

- Życie na dworcu przez kilka miesięcy, w chłodzie, głodzie i brudzie - z małymi dziećmi, często chorymi, kiedy uciekamy przed reżimem, kiedy mamy za sobą doświadczenie przemocy, tortur to kara na jaką nikt z nich nie zasłużył. Marina robi wielką rzecz, małymi środkami i to jest naprawdę wspaniałe – dodaje.

Co robi Marina? 

To nie jest akcja, tylko dłuższa reakcja - tak o szyciu zabawek przez czeczeńskie rodziny mówi Marina. Szyją mamy w szkole w Brześciu. Robią to, by nie mieszkać na dworcu kolejowym, by zapewnić jedzenie swoim dzieciom, by nie wpaść w depresję.

Teraz jedna rodzina koczuje w Brześciu. Mieszkają w szkole i szyją. Szyje mama, tata i ich piątka dzieci. Jedna osoba robi uszy dla zająca, druga wypełnia nogi watą. To działa jak tabletka, która pomaga na smutki. To jak arteterapia, leczenie przez sztukę. Wcześniej takich rodzin było więcej, często mieszkali na dworcu po kilka miesięcy.

Kto mieszka na dworcu w białoruskim Brześciu?

Koczują rodziny czeczeńskie, które w Polsce ubiegają się o status uchodźcy. Jeśli weryfikacja się nie powiedzie, te rodziny wracają na dworzec do Brześcia i mieszkają tam miesiącami. To najczęściej matki z dziećmi, które w dworcowej poczekalni szyją zabawki i uczą się języka polskiego. Marina wozi te rękodzieła i dzięki temu, rodziny nie muszą mieszkać już na dworcu. Mieszkają w rosyjskich miastach, bo do Czeczeni nie mogą wrócić.

Dlaczego Marina pomaga Czeczeńcom?

Marina jest nauczycielką języka polskiego i przywozi Czeczenom ubrania i buty. Nie chce mówić, że sprzedaje ich rękodzieło. Raczej, że „daje ludziom zabawki do przytulenia”. Zabawki dostają wszyscy, którzy wspierają czeczeńskie rodziny. Marina jeździ z rękodziełem do Wrocławia, Szczecina, Krakowa, a akcję wspierają m.in. Aga Zaryan, Mariusz Szczygieł czy Wojciech Pszoniak. - Wspierają nas i dostają zabawki, a potem opowiadają swoim dzieciom i wnukom historie dzieci z dworca Brześć – mówi Marina, która w podróż często zabiera czeczeńskie dzieci mieszkające w Polsce, by same opowiedziały swoje historie. - One niczym nie różnią się od polskich dzieci. Tak samo lubią się bawić, śmieją się i wypadają im mleczaki - mówi Marina.

Hulia nie chce walczyć o każdy grosz i dlatego nie należy do żadnej organizacji pozarządowej. Bo na wiele projektów nie można pozyskać pieniędzy. A Marina ma pomysły, które chce realizować. Dlaczego zaczęła pomagać akurat rodzinom Czeczeńskim mieszkającym na dworcu?

- Urodziłam się na Ukrainie, mama była Białorusinką, a tata Rosjaninem. Znam język czeczeński i nie potrzebuję wizy białoruskiej. Znam też tradycje muzułmańskie, choć sama muzułmanką nie jestem. Mam już dorosłą córkę, która radzi sobie sama. Jestem nauczycielką. Wiem, że szkoła jest tam, gdzie jest nauczyciel i uczeń, nieważne czy jest to więzienna poczekalnia czy polana - mówi Marina.

Pewnego dnia do Brześcia przywiozła nożyczki i czerwoną wstęgę, i otworzyła szkołę demokratyczną. 

Kiedy można "przygarnąć" zabawki?

Marina Hulia nie tylko opiekuje się czeczeńskimi dziećmi i mamami koczującymi miesiącami na dworcu w białoruskim Brześciu. Zbiera też pieniądze i dary rzeczowe dla najbardziej potrzebujących, organizuje spotkania podczas których czeczeńskie i polskie rodziny mogą się poznawać i zaprzyjaźniać, odwiedza szkoły i przedszkola zainteresowane poznaniem czeczeńskiej kultury. Wszystkie działania są prowadzone wyłącznie w oparciu o pracę społeczną zaangażowanych w nie osób.

- Potrzebujemy miejsc, do których można Marinę i jej czeczeńskie dzieciaki zaprosić, by zaśpiewali, pogadali i mogli sprzedać zabawki – mówi Anna Dziewit-Meller.

Najbliższym spotkaniem i możliwością „przygarnięcia” zabawek będzie spotkanie, które odbędzie się 20 grudnia o godz. 17 w warszawskich Marzycielach i Rzemieślnikach (ul. Bracka 25).

***

Na stronie „Dzieci Mariny” poznamy historie dzieci, które od miesięcy koczują na dworcu w białoruskim Brześciu. Co zmusiło ich rodziców do ucieczki z kraju kaukaskich gór i niespotykanej gościnności? Dlaczego zgarnęli dzieci i w letnich ubrankach i sandałkach przywieźli na Białoruś? 

Przyczyny opuszczenia kraju ojczystego są różne, ale w każdym wypadku nie do udźwignięcia. Prześladowania, porwania, czasami tortury. Prawie niemożliwe jest życie w totalitarnym kraju, którym dzisiaj jest Czeczenia. Uchodźcy nie są wpuszczani na teren Polski, chociaż proszą o ochronę międzynarodową. 

Wolontariusze Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej oraz Stowarzyszenia Solidarności Globalnej założyli na dworcu szkołę demokratyczną. Dzień po dniu starają się zwrócić dzieciom skradzione dzieciństwo poprzez zabawę, uśmiech, przytulanie i miłość.

Czytaj więcej