News

Wyrok w sprawie śmierci "chłopca z Cieszyna" - 1 czerwca

Dwuletni Szymon zmarł w lutym 2010 r. na skutek obrażeń po uderzeniu w brzuch. Jego ciało rodzice porzucili w stawie w Cieszynie.


1 czerwca Sąd Okręgowy w Katowicach ogłosi wyrok w procesie Beaty Ch. i Jarosława R., oskarżonych o zabicie ich niespełna dwuletniego syna Szymona. W czwartek sąd wysłuchał mów końcowych. Prokuratura żąda dla rodziców dziecka kar po 15 lat więzienia.

Proces w tej sprawie odbywał się po raz drugi, poprzedni wyrok został uchylony. Ponowny proces ruszył przed rokiem.

Szymon z Będzina zmarł w lutym 2010 r. na skutek obrażeń doznanych po uderzeniu w brzuch. Jego ciało rodzice porzucili w stawie w Cieszynie. Przez dwa lata nie było wiadomo, kim jest odnaleziony w stawie chłopczyk. Nie wiadomo też, który z rodziców go uderzył – obarczają się wzajemnie winą.

Prokurator Arkadiusz Jóźwiak zażądał dla oskarżonych kar po 15 lat więzienia. Według oskarżyciela, nie ulega wątpliwości, że rodzice dopuścili się zbrodni zabójstwa z tzw. zamiarem ewentualnym – po spowodowaniu u Szymona ciężkich obrażeń nie udzielili mu pomocy, godząc się na jego śmierć. "To było bezbronne dziecko, skazane na łaskę rodziców. Wykazali się oni całkowitą obojętnością, nie udzielili mu pomocy, doprowadzając w efekcie do jego śmierci" - powiedział oskarżyciel.

 Odnosząc się do sprzecznych wyjaśnień R. i Ch., Jóźwiak przytoczył fragment uzasadnienia wyroku sądu apelacyjnego w tej sprawie, który zaznaczył, że to, który z rodziców pobił Szymona nie ma w tej konkretnej sprawie - w której śmierć nastąpiła po kilku dniach - pierwszorzędnego znaczenia dla oceny ich odpowiedzialności. Na rodzicach spoczywa szczególny obowiązek opieki nad dzieckiem i ochrony przed zagrożeniem, także ze strony drugiego rodzica – podkreślił prokurator.

Poza karą pozbawienia wolności, oskarżenie chce pozbawienia obojga oskarżonych praw publicznych na 10 lat i podania wyroku do publicznej wiadomości.

Argumenty obrony

Obrona przekonywała sąd, że rodzice Szymona z Będzina nie mogli zakładać i nie mieli świadomości, że dziecko może umrzeć. Adwokaci są zdania, że zarzucenie oskarżonym zabójstwa z zamiarem ewentualnym jest sprzeczne z faktami. Domagają się innej, łagodniejszej kwalifikacji prawnej.

Jak przekonywał obrońca Jarosława R. Andrzej Herman, dolegliwości dziecka rodzice łączyli z podaniem mu egzotycznego owocu. Dlatego ojciec miał podać Szymonowi roztwór soli, by sprowokować wymioty. "Nie mieli świadomości, że narażają życie dziecka nie jadąc z nim do lekarza. Nie da się przyjąć, że doszło do zaniechania ze świadomością śmierci dziecka, godzenia się na skutek śmiertelny" - mówił mec. Herman. Uważa, że jego klient powinien zostać skazany za nieudzielenie Szymonowi pomocy i nieumyślne spowodowanie jego śmierci.

Obrońcy Beaty Ch. - Michał Ergietowski i Marek Krupski – wyrażali przekonanie, że sąd okręgowy nie jest związany orzeczeniem sądu apelacyjnego, który uchylając poprzedni wyrok wskazał właśnie na zamiar ewentualny zabójstwa. Według adwokatów, nie jest to zgodne z faktami. Nie zgadzają się też na zrównanie odpowiedzialności obojga oskarżonych – zdaniem ich klientki Szymona pobił R.

"Kluczowy jest zamiar w chwili popełnienia czynu. To że u Szymona doszło do zapalenia otrzewnej wiemy od biegłych. Gdyby rodzice o tym wiedzieli, zachowaliby się inaczej" - przekonywał mec. Krupski. Obrońcy Ch. chcą, by sąd ją uniewinnił, ewentualnie skazał ją za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz nieumyślne spowodowanie śmierci.

Beata Ch. w ostatnim słowie powiedziała jedynie, że popiera wystąpienie swoich obrońców. Jarosław R. oświadczył, że nie uderzył syna. Poprosił o sprawiedliwy wyrok.

Pierwszy proces ruszył we wrześniu 2013 r.

W maju 2015 r. Sąd Okręgowy w Katowicach skazał R. na karę 10 lat więzienia. Przypisał mu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka, czego nieumyślnym skutkiem był zgon Szymona. Matce wymierzył karę 5 lat pozbawienia wolności, uznając ją za winną narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowanie śmierci syna. Wyrok zaskarżyła zarówno prokuratura, jak i obrona.

Rozpoznający te odwołania Sąd Apelacyjny w Katowicach w grudniu 2015 r. uchylił wyrok i nakazał powtórzenie procesu. Choć nie dopatrzył się błędów w ustaleniach faktycznych, jednak przychylił się do argumentów podnoszonych w apelacji prokuratury. Zarzucała ona sądowi okręgowemu, że oceniając dowody doszedł do błędnych wniosków.

Inaczej niż sąd okręgowy w pierwszym procesie, sąd odwoławczy uznał, że rodzice nie udzielając Szymonowi pomocy godzili się na jego śmierć. Musieli zdawać sobie sprawę, że dziecko cierpi - po uderzeniu w brzuch Szymon płakał, nie spał, nie chciał jeść, przyjmował skuloną pozycję - wyliczał sąd. Odnosząc się do wyjaśnień oskarżonych sąd zaznaczył, że w realiach tej sprawy, gdy śmierć nastąpiła po kilku dniach, kwestią drugorzędną jest, kto zadał dziecku cios skutkujący zgonem.

Do tragedii doszło pod koniec lutego 2010 r. Według ustaleń śledztwa to ojciec uderzył dziecko, bo było płaczliwe i nie wykonywało poleceń. Po ciosie stan Szymona sukcesywnie się pogarszał - dziecko doznało pęknięcia jelita cienkiego. Wywiązało się ropne zapalenie otrzewnej.

Przez cztery dni od uderzenia chłopiec płakał, nie chciał jeść i pić, miał biegunkę. Na kilka godzin przez śmiercią oskarżony miał ponownie uderzyć syna w brzuch. Z ustaleń biegłych wynika, że gdyby rodzice po wystąpieniu objawów chorobowych poszli z Szymonem do lekarza, zapobiegliby jego śmierci. Taka szansa istniała jeszcze na kilka godzin przed zgonem.

Jeszcze w dniu śmierci Szymona rodzice przewieźli jego zwłoki samochodem do Cieszyna, gdzie porzucili je w stawie. Do auta zabrali też pozostałą dwójkę wspólnych dzieci - dziewczynki: 4-letnią i niespełna roczną. Szymon został kompletnie ubrany, odpowiednio do pory roku. Został włożony do torby i przewieziony w bagażniku, a następnie położony przez matkę na krawędzi stawu.

Policja długo nie mogła ustalić, kim jest znalezione w stawie dziecko. Prowadzone po znalezieniu ciała śledztwo zostało umorzone w kwietniu 2012 r. z powodu niewykrycia sprawców. Sprawa wyszła na jaw, gdy do ośrodka pomocy społecznej w Będzinie zgłosiła się osoba, twierdząc, że od dawna nie widziała dziecka sąsiadów. Rodziców chłopca zatrzymano dopiero w czerwcu 2012 r. Wzajemnie obarczają się winą.

Poza zabójstwem prowadząca śledztwo bielska prokuratura zarzuciła rodzicom także składanie fałszywych oświadczeń w będzińskim magistracie po śmierci dziecka, dzięki czemu wyłudzili świadczenia socjalne w wysokości łącznie blisko 4 tys. zł. W akcie oskarżenia znalazł się też zarzut nielegalnego posiadania przez Jarosława R. pojedynczych sztuk amunicji z lat 50. i 70. ub. wieku.(PAP)

 

Czytaj więcej

Napisz do autora m.zawala@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Narodowe Czytanie