Komentarz

Wspomnienia nauczyciela ze "Słowaka"

"Do Słowaka trafiłem z Szopienic, które określić można jako dzielnice odrzuconych, w związku z moja droga zawodowa rozpoczęła się od rzeczywistości, która można by eufemistycznie określić jako – prozę życia."

Katarzyna Pilawa: W trakcie pisania artykułu o chorzowskim "Słowaku" dostaliśmy poruszający list od jednego z nauczycieli placówki. Tomasz Buszman podzielił się z nami swoimi wspomnieniami oraz doświadczeniami z pracy z chorzowską młodzieżą. Postanowiliśmy w całości opublikować list na łamach naszego portalu w Strefie Użytkownika.

Mój pierwszy kontakt z uczniami miał miejsce w trakcie uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego, to co mnie wówczas zaskoczyło, to brak jakiegokolwiek przymusu uczestniczenia we mszy świętej, która odbywała się tradycyjnie w pobliskim zaprzyjaźnionym kościele.

Jednak zarówno na mszy jak i na uroczystości w auli były tłumy. Pamiętam również, że w trakcie uroczystości w szkole odśpiewano hymn Słowaka – Testament mój, wiersz autorstwa patrona naszego liceum, do którego muzykę jeszcze w czasach PRL skomponowali nasi uczniowie. Pierwszy raz słuchając tego utworu przeszły mnie ciarki i zrozumiałem w pełni jego znaczenie.

Oczywiście rozpoczynając pracę w Słowaku byłem świadom, że trafie do „strasznego”, „zdegenerowanego”, „zblazowanego”, skupiska wszystkich możliwych problemów – gimnazjum. Mając za sobą wspaniałą przygodę, którą była praca z dziećmi i młodzieżą w Szopienicach, nie szczególnie obawiałem się tej Puszki Pandory. Żadna z opinii na temat gimnazjum, które słyszałem od kolegów i koleżanek z rocznika, znajomych czy mediów nie znalazła potwierdzenia w faktach. Fakty wyglądały, a właściwie wyglądają zupełnie inaczej. AZSO to instytucja skupiająca zarówno młodzież I LO im. Juliusza Słowackiego jak i Gimnazjum Dwujęzycznego (bez imienia) jednak młodzież gimnazjalna widząc swoich starszych kolegów chłonie całym sobą tradycję tej szkoły, jej specyficzną atmosferę i czerpie z wiedzy swoich starszych kolegów, nauczycieli, a nawet Mistrzów.

W związku z tym właśnie wszyscy uczniowie mówią, że chodzą do Słowaka, są częścią Rodziny Słowaka. To sformułowanie było dla mnie zaskoczeniem, nawet uznałem je za tani chwyt reklamowy, tym bardziej, że usłyszałem je z ust Pana Dyrektora, który szkołę reklamować powinien. Problem polega jednak na tym, że my jesteśmy rodziną. Oczywiście tak jak każda rodzina mamy swoje problemy, tak jak każda rodzina nie zawsze ze sobą się zgadzamy, ale tak jak w każdej rodzinie celem opiekunów jest dobro dzieci, tak jak w każdej rodzinie jesteśmy dla siebie i sobie pomagamy. To właśnie, dlatego każdy nauczyciel daje z siebie tyle ile potrafi najwięcej; to dlatego staramy się nie tylko przekazywać wiedzę ale i otwierać umysły na świat, poznanie i Innego. To właśnie, dlatego uczniów gimnazjum traktujemy jak partnerów, jak dorosłych – wprowadzając ich powoli w dojrzałe życie, biorąc pod uwagę ich wiek, ułomności i ograniczenia.

Starając się dotrzymać im kroku i nie zabić w nich młodzieńczego ducha. Słowak stał się dla mnie drugim Domem, choć rodzina raczej skłania się ku opinii, że równorzędnym do Domu Rodzinnego. To w tej szkole zobaczyłem, że Nauczyciel jest w stanie spędzić na dyskusjach, zajęciach pozalekcyjnych niezliczoną ilość czasu, właśnie po to, aby Puszki Pandory już więcej nie było. To w tej szkole dowiedziałem się, że moi pierwsi wychowankowie – moje pierwsze Szkolne Dzieci – pomogli swojej koleżance, która znalazła się w trudnej sytuacji. Meblując i remontując jej mieszkanie, znajdując pracę, a wszystko to już po zakończeniu szkoły i, pomimo to, że w czasach licealnych nie do końca i nie zawsze za sobą przepadali.

To tutaj dawni nauczyciele próbują, jeśli tylko mogą, pomagać swoim absolwentom i to tutaj dawni nauczyciele mogą liczyć na pomoc swoich wychowanków. To właśnie nasi absolwenci uczęszczający do Słowaka 6 lat, jak i ci, którym towarzyszymy jedynie lat 3, dostają się na najlepsze polskie i europejskie uczelnie. I to właśnie Oni – co najważniejsze – pomimo upływu lat chcą się ze sobą spotykać, sobie pomagają, bez względu na dzielącą ich różnicę lat. To dzięki nim właściwie nie ma tygodnia aby na korytarzu nie zaczepił nas jakiś absolwent, abyś gdzieś nawet w najodleglejszym zakątku świata nie spotkali znajomej twarzy. To w tej Szkole jak powiedział, mi ostatnio w trakcie rozmowy jeden z Rodziców mojej wychowanki – mojego Szkolnego Dziecka – pozwala się im pozostać Ludźmi. To właśnie o takiego Słowaka walczymy, to właśnie taki Słowak ma zniknąć.

TJ Buszman – absolwent ukochanej katowickiej Koperbudy.

Czytaj więcej

 

Zmiana kategorii na: Historia naszego regionu