Czytasz: Wraca sprawa podpalacza z Jastrzębia -Zdroju

Wraca sprawa podpalacza z Jastrzębia -Zdroju

Na wokandę wróci sprawa podpalenia domu w Jastrzębiu - Zdroju, w którym zginęła pięcioosobowa rodzina. W grudniu ubiegłego roku sąd skazał na dożywocie ojca rodziny.

Obrońca Dariusza P., skazanego na dożywocie za podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci, zaskarżył orzeczenie gliwickiego sądu.

 - Kwestionuję ten wyrok w całości  - powiedział mec. Eugeniusz Krajcer.

Nieprawomocny wyrok zapadł w grudniu ubiegłego roku przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że Dariusz P. zabił swoich najbliższych, chcąc uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Zgodnie z orzeczeniem, o warunkowe przedterminowe zwolnienie P. mógłby się ubiegać najwcześniej po 35 latach.

Do pożaru domu jednorodzinnego doszło w maju 2013 r. Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który ocalał z pożaru.

Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. 

Wyrok sądu I instancji 

Sąd I instancji nie miał żadnych wątpliwości, że to oskarżony jest sprawcą zbrodni. Według prokuratury i sądu, P. podłożył ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, obok przewodu ułożył truchło myszy.

Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć potwierdził, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

Obrona wnosi o apelację 

Zdaniem obrony, ustalenia, które według prokuratury i sądu układają się w nierozerwalny łańcuch poszlak, wcale nie są takie pewne. W trakcie procesu obrona kwestionowała m.in. ustalenia biegłych, według których w domu P. doszło do podpalenia i analizy logowania telefonu komórkowego oskarżonego, a także sam motyw zbrodni.

Adwokat przekonywał, że w sprawie powinien wypowiedzieć się inny biegły z zakresu pożarnictwa, a opinia dotycząca miejsc logowania telefonu jego klienta nie jest jednoznacznym dowodem. Apelował, by sąd wziął pod uwagę wszystkie wątpliwości - zgodnie z zasadą, że jeżeli nie da się ich usunąć, należy rozstrzygać je na korzyść oskarżonego. Sam oskarżony przekonywał z kolei w "ostatnim słowie", że "nic nie jest takim, jakim się wydaje". Przekonywał, że rodzina była, jest i zawsze będzie dla niego najważniejsza.

 

Apelację od wyroku sądu I instancji złożyła także prokuratura, nie dotyczy ona jednak wymiaru kary ani ustaleń poczynionych przez sąd. Stawia w niej sądowi I instancji dwa zarzuty dotyczące mniej istotnych kwestii. Jeden dotyczy sprawy proceduralnej, drugi - niezasądzenia zadośćuczynienia na rzecz syna P. - powiedziała prok. Karina Spruś.

Odwołania od wyroku rozpozna Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Czytaj więcej