Czytasz: WOPR znów bez pieniędzy

WOPR znów bez pieniędzy

Urząd Marszałkowski nie przyznał ratownikom dotacji.

Nad jeziorem Żywieckim i Międzybrodzkim rozpoczął się tegoroczny letni sezon kąpielowy. Nad bezpieczeństwem plażowiczów będzie czuwać policja. Ratownicy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (WOPR) też nie zostawią wypoczywających bez opieki, ale będzie ich zdecydowanie mniej. Urząd Marszałkowski w tym roku znów nie przyznał dotacji dla śląskiego WOPR-u.

Tylko na paliwo potrzebne jest 50 tys. zł

Eryk Gazda, prezes Beskidzkiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego mówi, że sytuacja jest fatalna. WOPR-owcy, żeby wypłynąć na jeziora, na samo paliwo potrzebują 50 tys. zł. Tymczasem, podobnie jak w roku ubiegłym, pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego nie otrzymają, a lokalne samorządy, które są odpowiedzialne za bezpieczeństwo nad wodą, również ucinają dotację dla ratowników. Zrobił tak m.in. bielski magistrat. Jak mówi Gazda - dotacja z 20 tys. została obcięta o połowę. Jeszcze gorzej jest w Żywcu. Tu dotacje wynoszą zaledwie kilka tysięcy złotych, co wystarcza jedynie na szkolne pogadanki z dziećmi i młodzieżą. Nic nie wskazuje też na to, by sytuacja miała się zmienić, bo województwo chce nauczyć samorządy odpowiedzialności.

Za bezpieczeństwo odpowiedzialny jest samorząd

Dofinansowanie ze strony Samorządu Województwa nie jest bowiem obligatoryjne. Marszałek może, ale nie musi przyznawać wsparcia. WOPR był dofinansowywany od wielu lat. Średnia kwota wynosiła ok. 460 tys. zł, w ubiegłym roku ratownicy pierwszy raz nie otrzymali dotacji.

- Niestety, doprowadziło to do sytuacji, że w skali województwa samorządy lokalne odpowiedzialne za zapewnienie bezpieczeństwa nad wodą zaczęły uważać, że wystarczy dotacja z Urzędu Marszałkowskiego, a swój wkład można traktować symbolicznie - mówi Witold Trólka z biura prasowego Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach.

- Rezygnacja z naszej strony z finansowania WOPR wskazuje, że gminy są gospodarzem na swoim terenie i one są odpowiedzialne organizacyjnie i finansowo za zapewnienie bezpieczeństwa nad zbiornikami wodnymi – dodaje.

Sytuacja dotyczy nie tylko beskidzkich WOPR-owców, ale także częstochowskich i katowickich.

Gazda mówi, że ratownicy będą mieć dyżury nad jeziorami, ale mówiąc wprost - jest to mało efektywne, kiedy do topiących się ludzi muszą dopływać samodzielnie, bo nie mają za co zatankować nowoczesnego sprzętu.

W ubiegłym roku nad jeziorem Międzybrodzkim utonął mężczyzna, który ratował swojego syna. Nad jeziorem Żywieckim utonął natomiast młody chłopak.

Czytaj więcej