Czytasz: Wolny Sojusz Europejski – latający potwór spaghetti

Wolny Sojusz Europejski – latający potwór spaghetti

Regionalna karawana jedzie dalej, a nacjonaliści i wszelkiej maści centraliści niegroźnie ujadają – pisze Tomasz Słupik.

30 marca w Katowicach zacznie się zjazd Wolnego Sojuszu Europejskiego. Przyjadą reprezentanci najróżniejszych regionów i państw Europy: od Szkocji, przez Kraj Basków, Katalonię, Fryzję, Sabaudię, po Morawy i Siedmiogród. Już oczyma wyobraźni widzę alarmistyczne komunikaty w prawicowej prasie i na prawicowych portalach o podejrzanym sabacie separatystów z całej Europy, którzy tylko czyhają na odpowiedni moment by zadać śmiertelny cios scentralizowanemu państwu narodowemu.

Jednak z lękami polskiej prawicy, tej usposobionej nacjonalistycznie z PiS-em na czele, jest jak z wyznawcami latającego potwora spaghetti. Wyhodowali w swoich głowach strasznego dybuka, który nie istnieje. Bo patrząc na mapę Europy, a w węższym sensie na kraje Unii Europejskiej czy Europejskiego Obszaru Gospodarczego, większość z nich to federacje: Niemcy, Austria, Szwajcaria, Włochy, Belgia, lub państwa regionalne jak chociażby Hiszpania, czy państwa mocno zdecentralizowane, żeby podać pierwszy lepszy z brzegu przykład Wielkiej Brytanii.

W awangardzie państw zcentralizowanych dumnie kroczy Polska, jej starsza siostra Francja i cały szereg państw Europy Środkowej. Nacjonalistyczni błędni rycerze spod znaku latającego potwora spaghetti po prostu nie znają realiów polityczno-ustrojowych współczesnej Europy, ani jej bliższej i dalszej historii. Ponieważ scentralizowane państwo narodowe w Europie ma bardzo krótką, ledwo 150 letnią historię (jak na kilka tysięcy lat historii Starego Kontynentu to ledwie mgnienie oka). Wreszcie dość kiepsko odrobili lekcję z przednarodowej historii Europy, gdzie podstawowym wyznacznikiem tożsamości były: monarchia, religia i region. A współczesny świat globalny, z jego usieciowieniem, kompletnie nie pasuje do ich XIX-wiecznych wyobrażeń o zaciekle rywalizujących państwach narodowych. Jak ta rywalizacja się skończyła mogliśmy się przekonać podczas europejskiej wojny domowej (termin sformułowany przez amerykańskiego historyka Timothy Snydera) – chodzi oczywiście o I i II wojnę światową.

A co strasznego stanie się nomen omen 1 kwietnia, jak Ci straszni separatyści wyjadą z Katowic? Nic strasznego się nie stanie. Będą jeździć tramwaje, piekarze upieką chleb, a masarze sprzedawać będą kiełbasę. Tylko Katowice będą dumne, że po raz kolejny w swojej historii (warto przypomnieć czytelnikom pewien fakt z historii miasta, otóż 6-11 listopada 1884 roku w Katowicach miała miejsce konferencja ruchu syjonistycznego przed słynnym kongresem w Bazylei, gdzie sformułowano zręby ideologii syjonistycznej) okazały się miastem tolerancyjnym i otwartym. Zatem powtórzę na koniec raz jeszcze: moje miasto może być dumne, że będzie gościć ludzi z całej Europy, którym na sercu leży los ich małych ojczyzn. Cóż, regionalna karawana jedzie dalej, a nacjonaliści i wszelkiej maści centraliści niegroźnie ujadają.

Dr Tomasz Słupik, politolog, historyk idei, publicysta. Pracownik naukowy Uniwersytetu Śląskiego. Komentator życia politycznego w ogólnopolskich i regionalnych mediach.

Czytaj więcej