Czytasz: Wieżowce w Katowicach są bezpieczne
- Możemy spekulować jak doszło do powstania pożaru w Londynie. W przypadku naszych budynków pożar nie ma prawa przedostawać się na kolejne kondygnacje – mówi specjalista w rozmowie z Silesion.pl

 

24-piętrowy wieżowiec w zachodniej części Londynu spłonął niemal całkowicie. Pożar wybuchł w środku nocy. Na miejscu pracuje ponad 200 strażaków. W przekazach medialnych obserwowaliśmy dramatyczne zdjęcia ze stolicy Wielkiej Brytanii. Może to wzbudzać niepokój mieszkańców wysokich budynków w naszym województwie. Czy lokatorzy Gwiazd lub Kukurydz w Katowicach mogą się czuć bezpieczni?

- Takiego płonące wieżowca u nas sobie nie wyobrażam – mówi Janusz Piekoszewski, naczelnik wydziału kontrolno – rozpoznawczego straży pożarnej w Katowicach.

- Z medialnych doniesień wynika, że instalacja elektryczna mogła przyczynić się do powstania pożaru. Jednak co innego wynika z relacji telewizyjnych. W Londynie płonęły mieszkania na różnych piętrach. W naszym budownictwie instalacje elektryczne prowadzi się w szachtach, czyli specjalnych kanałach, a nie w mieszkaniach. Każdy szacht jest wydzielony. Dzięki temu pożar instalacji nie będzie miał dostępu do mieszkań. W związku z tym londyński pożar jest bardzo zagadkowy – ocenia wstępnie Piekoszewski.

Ekspert podkreśla, że według przepisów obowiązujących w naszym kraju, mieszkania są od siebie odpowiednio oddzielone. W związku z tym pożar w jednym mieszkaniu nie może się szybko przedostać do innych części budynku.

- Nie widzę takiej możliwości, żeby przy konwencjonalnym pożarze nagle cały wieżowiec płonął. Ogień może zagrozić mieszkaniu powyżej, a także tym, które są obok. Ale straż pożarna przyjeżdża w ciągu 15 minut. Takie są standardy. Jesteśmy w stanie opanować pożar, zanim zajmie cały budynek - zapewnia nas strażak.

- Na rozwój pożaru wpływa to, co się pali, czyli to co było nagromadzone w budynku oraz sposób podziału mieszkań między sobą. W naszym budownictwie zawsze występują ściany, które mają co najmniej godziną odporność. Nie mieliśmy pożarów w budynkach mieszkalnych, które były gaszone dłużej, niż pół godziny zapewnia Janusz Piekoszewski.

Dodaje, że u nas każda kondygnacja jest niezależną przestrzenią. Jak wyglądały wymagania w Londynie? Tego nie wiadomo. Ale przyznaje, że pożar był bardzo specyficzny i zszokował naszego eksperta.

Nowo wznoszone budynki zawsze muszą być skontrolowane przez straż pożarną. Bez tego nie mogą być oddane do użytkowania. W starszych budynkach też prowadzone są kontrole zarówno straży, jak i administratorów. 

- Są przepisy, musimy się ich trzymać. Łaski nikomu nie robimy - przekonuje pracownik Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej, która administruje m.in. Gwiazdy.

Przegląd elewacji, klatek schodowych, instalacji elektrycznej czy gazowej kontrolowany jest obowiązkowo raz w roku. Jeśli do administracji docierają jakiekolwiek niepokojące sygnały o możliwym niebezpieczeństwa dla lokatorów, specjaliści od razu je sprawdzają.  

Ponadto w każdym budynku znajdują się klatka ewakuacyjna, która powinna być drożna i odpowiednio oznakowana. Tak jak wszystkie wyjścia ewakuacyjne. W nowych budynkach zakłada się czujniki dymowe. - Jeśli w budynku pojawia się pożar, windy zjeżdżają na parter otwierają się drzwi i nie ruszają – informuje Katowicka Spółdzielnia Mieszkaniowa.

- Jeżeli chodzi o ewakuację, korzystamy z klatek schodowych. Windą się nie ewakuujemy. W budynkach wysokich klatki powinny być w odpowiedni sposób wydzielone od kondygnacji, czyli muszą być odpowiednie drzwi oddzielające klatkę od korytarzy. Również musi być system zabezpieczający przed zadymieniem, np. klapa dymowa potwierdza Janusz Piekoszewski, naczelnik wydziału kontrolno – rozpoznawczego straży pożarnej w Katowicach.

 Osiedla coraz częściej posiadają monitoring pożarowy. Tak jest m.in. w Gwiazdach. Na korytarzach zainstalowane są czujniki, które gdy wykryją dym, automatycznie powiadamiają straż pożarną. Strażacy wiedzą szybciej niż lokatorzy.  W Katowicach jest 190 różnych budynków, które posiadaj takie połączenie ze służbami. 

Czytaj więcej