Czytasz: Wielkie serce i piłka nożna. O podróży Ślązaka do Ugandy

Wielkie serce i piłka nożna. O podróży Ślązaka do Ugandy

Na trzy miesiące porzucił Śląsk dla Ugandy, zarażając innych swoją pasją do futbolu chorzowianin zrealizował projekt Wykop mnie do Ugandy.

Życie można przeżyć odliczając godziny od śniadania do kolacji. Są jednak tacy, którzy potrafią dobrze wykorzystać każdy dzień, a przy tym wyczarować uśmiech na twarzach dzieci. Marcin swój sposób na życie odnalazł w podróżach. Na trzy miesiące porzucił Śląsk dla Ugandy, zarażając innych swoją pasją do futbolu.

Kiedy siła dobrego serca połączy się z pasją do podróżowania i piłki nożnej, niemożliwe staje się możliwe. O Marcinie Kupczaku, autorze bloga pisaliśmy już w lutym. Wówczas chorzowianin przygotowywał się do wyjazdu do Afryki, realizując tym samym swój projekt Wykop mnie do Ugandy. Celem wyprawy była pomoc dzieciom. Zalezało mu na uśmiechu najmłodszych dzięki wspólnej grze w piłkę nożną, nauce, czy obdarowaniu prezentami. Chociaż wcale nie było łatwo, jedno jest pewne – misja została wykonana na szóstkę!

 

24 lutego Marcin zameldował się w Ugandzie. Jego wyprawa jeszcze dobrze się nie rozpoczęła, a już pojawiły się pierwsze kłopoty. Zaginął bagaż, a w nim prezenty dla dzieci, leki przeciw malarii oraz jego prywatne rzeczy. 

- Codziennie wieczorem było pranie i tyle, ale serio było ciężko, bo wszystko co miałem dla dzieci, a było tego sporo, tułało się gdzieś po świecie – mówi bloger. 

Nie każdy miałby wystarczająco dużo odwagi, aby zostawić swoje dotychczasowe życie i wyjechać na drugi koniec świata. Podróżnik nie ukrywa, że wyjazd do Ugandy był dla niego egzaminem z życia.

- Przez trzy miesiące w Ugandzie przeżyłem więcej, niż przez wiele lat w Polsce. Na pewno to, że nie dotarły moje bagaże, zostałem aresztowany pod głupim powodem robienia zdjęć, zabrali dowód i telefon, aby dostać łapówkę, a paszportu akurat wtedy nie miałem przy sobie, także to że, chcieli mnie okraść i to wszystko w pierwszym tygodniu, na długo zapadnie w moją pamięć... ale też radość dzieci na treningach i w szkole. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie również wszystko to, co widziałem w slumsach – opowiada Marcin Kupczak.

Na swojej stronie na Facebooku opisuje większość tego, co przeżył w Ugandzie. Uwagę przyciąga wpis o slumsach i słowa „Afryka zniszczyła mnie psychicznie”, gdzie podróżnik pisze między innymi o mieszkaniu w kontenerach i o tym jak widział dzieci wdychające paliwo lotnicze, aby nie odczuwać głodu. Jak zmieniło się życie Marcina po powrocie z akcji?

- Na pewno Uganda sprawił, że inaczej patrzę na świat, dostrzegam rzeczy, których do tej pory nie dostrzegałem i dopiero teraz doceniam to, co mam. Wiem ile radości może dać zwykły prysznic i herbata wypita na śniadanie – dodaje chorzowianin.

Wizyta Polaka w Ugandzie pozwoliła tym najmłodszym chociaż na chwilę odciąć się od trudów codzienności. Gra w piłkę nożną, obdarowanie klubowymi koszulkami i słodkościami, ale też okazanie zainteresowania sprawiały, że na twarzach dzieci pojawiał się uśmiech.

 

 

- Dzieci jak zawsze pozytywnie zareagowały. Był ktoś, kto się nimi zajmował, kto miał dla nichczas, kogo interesowało to, co robią. Gdy miałem wyjeżdżać płakały i pytały kiedy wrócę. Czy mój pobyt zmienił coś w ich życiu? Nie wiem. Byłem tam tylko trzy miesiące, a wiadomo, że w takim miejscu jest potrzebna systematyczna praca. Wiem natomiast, że ten czas zmienił wiele w moim życiu – wspomina Marcin.

Kiedy podróżnik rozkręcił akcję Wykop mnie do Ugandy, zbierał pieniądze i podarki dla dzieci, być może ktoś mógł pomyśleć, że szykują się niezłe wakacje. Tymczasem Marcin, wcale nie pojechał do Afryki odpoczywać. Tam każdy dzień był wykorzystany w stu procentach z myślą o innych.

- Nie miałem czasu na zwiedzanie. Byłem tylko na jeden dzień nad jeziorem Wiktoria. Do Ugandy jechałem w innym celu - nie zwiedzać, a realizować swój projekt – mówi Kupczak.

A tęsknota za rodziną?

- Miałem możliwość kontaktu z najbliższymi, bo wykupiłem lokalną kartę z dostępem do internetu. Zbyt często nie kontaktowałem się jednak z rodziną, gdyż nie chciałem ich martwić, a przecież i tak o wszystkim mogli przeczytać na blogu – dodaje.

Marcin nie poprzestaje na wyprawie do Ugandy. Znów znajduje się w drodze, odkrywa nowe zakątki świata, a co najciekawsze, planuje wrócić do Afryki i działać ze zdwojoną siłą. Na nasze pytania odpowiada, będąc… w Kambodży.

- W tym momencie przebywam w Kambodży, gdzie kieruję się do Wietnamu autostopem. Chcę wrócić do Afryki i zrobić jeszcze większą akcję. Planuję zebrać koszulki dla dzieciaków od minimum dwunastu polskich klubów sportowych i zrobić dla dzieciaków ligę. Chcę również nagrywać te mecze, a następnie podsyłać znanym polskim komentatorom, aby dorzucili do tego swój komentarz . Pierwsze rozmowy już trwają – kończy autor bloga Hanys on tour.Zdjęcia

 

Zdjęcia: https://www.facebook.com/Hanysontour/

Czytaj więcej