Czytasz: Walka o Kałużę trwała do ostatnich godzin. Mógł zostać marszałkiem

Walka o Kałużę trwała do ostatnich godzin. Mógł zostać marszałkiem

24 godziny przed pierwszą sesją sejmiku pełne były zwrotów akcji.

O tym, kto będzie rządził województwem śląskim nie było wiadomo aż do porannej konferencji Grzegorza Tobiszowskiego. Jednak jak przyznają anonimowo członkowie śląskiego PiS, nawet po niej, do samego końca nie byli pewni czy Kałuża zagłosuje zgodnie z ustaleniami. Dopiero wybór Jana Kawuloka na stanowisko przewodniczącego sejmiku pozwolił im odetchnąć z ulgą. Walka Koalicji Obywatelskiej o Kałużę trwała do samego końca. PiS z kolei robił co mógł, żeby ich nowy „koalicjant” się nie rozmyślił.

- Nikt nie może uwierzyć, że Wojtek serio to zrobił - mówi nam załamany kolega Wojciecha Kałuży z Nowoczesnej. - Może go czymś zaszantażowali, bo żeby tak się zwyczajnie sprzedać?

O tym, że ich klubowy kolega na poważnie ma związać się z PiS wyszło wczoraj po podpisaniu porozumienia między PO, Nowoczesną, SLD i PSL. Kałuża miał nie odbierać telefonów. W domu w Żorach go też nie było. Wydzwaniali do niego śląscy liderzy Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej. Kałuża miał się spotkać się z "ważnym politykiem PiS". Na dworcu w Katowicach.

- Gdzieś się ludzie spotkać muszą - mówi z uśmiechem członek PiS.

Spotkanie z Michałem Dworczykiem, szefem kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego miało być gwarancją, że nikt z Warszawy nie zablokuje układu lokalnych struktur. Telefon Kałuży ponownie został włączony po 21:00.

- Co ty Wojtek wyprawiasz ?! - dzwonili zaskoczeni koledzy.

Dzwoniono nie tylko z pytaniami. Padały konkretne propozycje. Na początek stanowisko wicemarszałka. Kiedy jeden z radnych doniósł, że Kałuża obraził się na Saługę i Budkę, zaproponowano Kałuży budowę koalicji z zupełnie innym marszałkiem.

Od uzgodnienia warunków współpracy z PiS-em, Kałuża nie zostawał sam. Minionej nocy nie spędził w swoim domu. Przed nim mieli na niego czekać jego dawni koledzy. PiS miał zadbać, żeby ich „koalicjant” się nie złamał. Jednak w czasie ostatniej nocnej rozmowy telefonicznej z przedstawicielami Koalicji Obywatelskiej miał obiecać, że przemyśli poważnie warunki, na których miałby pozostać w klubie. Telefon zadzwonił krótko po 6:00 rano.

- Nasz negocjator dostał zgodę do licytowania nawet do stanowiska marszałka. Chodziło o ratowanie koalicji i niedopuszczenie PiS do władzy - mówi jeden z działaczy PO.

Kałuża był już wtedy stanowczy. Miał tłumaczyć, że liderzy Platformy z niego zadrwili i on nie może tego tak zostawić. Odmówił objęcia stanowiska.

- Słyszałem, że Wojtek miał powiedzieć, że po tym nie będzie musiał już więcej w życiu pracować - mówi członek Nowoczesnej.

W kuluarach Sali Sejmu Śląskiego padały różne kwoty. Niektórzy mówili, że Kałuża za „deal z PiS-em” zgarnie 3 mln złotych. Nikt jednak nie wie tego na pewno.

- Pewnie gdyby to zrobił ktoś od nas, też byśmy go nazywali zdrajcą - przyznaje jeden z wysokich rangą działaczy PiS. - Mówienie jednak, że to pierwsza tego typu historia w polityce, to przegięcie. Jakoś nie było tak ostrych wystąpień jak Paweł Kobyliński przechodził od Kukiza do Nowoczesnej. Albo jak posłanka Golbik z Nowoczesnej przeskoczyła do Platformy. Czym różni się koalicja PO z radnym PSL od naszej koalicji z radnym KO? - dodaje z uśmiechem.

Nieoficjalnie mówiono, że Kałuża sam zgłosił się do PiS z propozycją przejścia.

- Na ten dzisiejszy „zwrot akcji” pracowaliśmy ciężko przez ostatnie dwa tygodnie. To niekwestionowany sukces Grzegorza Tobiszowskiego - przyznaje działacz PiS.

O korupcji politycznej głośno dzisiaj mówili z sejmikowej mównicy poseł Borys Budka, posłanka Monika Rosa czy radny Michał Gramatyka. Radni PiS nie odstępowali Kałuży na krok. W czasie sesji siedział tuż obok przyszłego marszałka Jakuba Chełstowskiego. W czasie przerw na stronę brał go osobiście minister Grzegorz Tobiszowski. Stał przy nim także w czasie pierwszej i drugiej konferencji prasowej. To także on zdecydował o przerwaniu briefingu w Sejmiku, kiedy zrobiło się „za gorąco”. Oficjalnie Wojciech Kałuża docenił „program dla Śląska”, który jest częścią planu zrównoważonego rozwoju premiera Mateusza Morawieckiego.

- Liczę, ze wyborcy zrozumieją mój krok. Przyświeca mi chęć realizacji programu dla Śląska. Dzisiaj czuję potrzebę pracy dla dobrego programu - mówił Kałuża już jako wicemarszałek. - Ten dzień był dla mnie pełen emocji. Z różnych powodów.

Czytaj więcej