News

W stolicy blokują dla nich drogę, u nas jeż ma gorzej

Zaryzykował korek i bluzgi, ale jeże uratował. Kierowcy z naszego województwa mają jednak inne podejście. Na drogach pełno rozjechanych kolczastych stworzeń.

Historia jest już dobrze znana. Znana dzięki twórcy komiksów - Robertowi Popieleckiemu. Sytuację z kwietnia, która zdarzyła się na ul. Inflanckiej w Warszawie zrelacjonował na swoim Facebook’u.

„O tej porze wszyscy jeżdżą po mieście na pełnej kur*ie, bo raz, że deszcz, a dwa, że grubo po 22 i pulsacyjne co chwilę. Wtem na Inflanckiej korek. Jak to?! Otóż przez ulicę przechodzą dwa jeże. Przechodzą prawilnie, na pasach. W odległości dwóch metrów, jeden za drugim. Co więcej, mają zielone. Wiadomo - jak to jeże, tempo przesuwu raczej z tych średnich, jeden niucha na boki, drugiego złapała dygresja i zwinął się w kulkę” – opisuje komiksiarz.

„Morda, kur*o, jeże idą!”

Historia się rozwija. Bo – jak relacjonuje Popielecki – z BMW stojącego na poddębickich numerach, stojącego przez samymi pasami wychodzi „potomek Józwy Butryma w koszulce żołnierzy zziębniętych”. I krzyczy: „Morda, kur*o, jeże idą!”. Następnie zaś bierze kurtkę i jeża, który zwinął się na jezdni, bezpiecznie turla na pobocze. „Wraca, wsiada, rusza bez migacza z nonszalanckim piskiem i mam wrażenie, że w kwietniu przyszła Gwiazdka” - pisze Popielecki.

Śladu nie będzie. Przynajmniej na aucie

A teraz historia z naszego podwórka. Niedziela, wiadukt w okolicy dąbrowskiej Pogorii III. Przy wjeździe rozjechany jeż. Drugi przebiega przez drogę kilkadziesiąt metrów dalej. W niebezpiecznie bliskiej odległości czarnego mercedesa. Kierowca jeża widzi. Towarzysząca mu pasażerka ewidentnie wskazuje na zwierzę palcem. Ale zwolnić nie zamierza. Przecież po jeżu śladu na aucie nie będzie. Skutek? Kończy nieboraczek jak jego kolega, kilkadziesiąt metrów dalej.

Bez szacunku do zwierzęcia

- Gdyby było to duże zwierzę, kierowca pewnie wcisnąłby hamulec – w obawie o swój samochód - a drobnych, choć pożytecznych stworzeń już nie szanują – mówi Jacek Wąsiński z Pogotowia Leśnego w Mikołowie. Tłumaczy, że jeże obudziły się jakiś miesiąc temu i część z nich ma już młode. - Wędrujące po drogach osobniki szukają dla siebie i dla osesków pożywienia – zaznacza pan Jacek. I dodaje, że szansa na to, że młode jeże przeżyją bez matki, która zginie na drodze jest niewielka.

„Naturę trzeba szanować”

Tymczasem jeże to bardzo pożyteczne zwierzęta. - Żywią się gryzoniami, owadami i robakami, nierzadko ratując nas przed plagami – zaznacza ekspert z Pogotowia Leśnego. Jeż w ogródku to zatem wielki pomocnik, dlatego widząc go na drodze warto się zastanowić i jeśli nie spowodujemy niebezpieczeństwa – zahamować, a nawet jak śmiałek na poddębickich blachach, przeprowadzić je przez drogę. - Jeże nie gryzą, a zwinięte w kulkę tylko lekko drapią. Można wziąć je przez jakąś szmatkę – podpowiadają specjaliści.

Jeśli zaś odnajdziemy w lesie lub ogródku młode jeże w gnieździe, z którymi nie ma matki (i nie będzie jej przez dobę), jak najszybciej zgłośmy sprawę pogotowiu leśnemu. - Naturę należy szanować. Można żyć ze zwierzętami w harmonii, także dla własnego dobra – apeluje Wąsiński.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kongres