News, Komentarz

W schronisku psy cierpiały podczas mrozów?

Właściciel twierdzi, że to absurd i idzie do sądu

Od kilku dni schronisko w Miedarach w powiecie tarnogórskim jest pod stałą kontrolą policji i Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Tarnowskich Górach. W sobotę w interweniowało w nim Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt Animals – inspektorat w Gliwicach.

- Otrzymaliśmy wczoraj informację, że w Miedarach w Schronisku dla Zwierząt, prowadzonym przez osobę prywatną, psy nie zostały w żaden sposób zabezpieczone przed silnymi mrozami, jakich doświadczamy w ostatnich dniach – czytamy na facebooku towarzystwa. - Przez bramę schroniska widzieliśmy kojce, w których była 1 buda na kilka psów. Jak się później okazało w budach nie było słomy. Szczególnie martwiliśmy się dwoma młodziutkimi psami, z których jeden wyglądał na szczeniaka. Miały w kojcu budę, ale z otwartym wielkim otworem, z temperaturą taką samą jak na dworze – czytamy dalej.


Z opisu, jakie towarzystwo umieściło na swoim fanpage'u wynika, że pracownicy Animals nie zastali w schronisku właściciela, obecny był jedynie jego ojciec, który nie wpuścił ich do środka. Ponadto Animalsi zarzucają właścicielowi schroniska, że zamarznięte było ujęcie wody.


W sobotę na miejscu obecna była także policja i lekarz weterynarii. Całe nagranie z interwencji towarzystwo udostępniło na swoim facebooku. Od tego czasu schronisko jest pod stałą kontrolą policji i Inspektoratu Weterynarii.

- Pierwsza kontrola w schronisku przeprowadzona była w poniedziałek. Dwóch inspektorów zastało zabezpieczone budy, w których znajdowały się zwierzęta. Oprócz izolacji styropianem w budach znajdowały się koce i słoma. Woda uzupełniana jest na bieżąco, raz dziennie zwierzęta serwowany mają ciepły posiłek, na bieżąco posiadają też dostęp do suchej karmy – mówi Maria Gryniuk następca Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Tarnowskich Górach.


- Inspektorzy przedstawili mi dokumentacje na temat składowania karmy suchej oraz zapasów karmy do przygotowywania ciepłych posiłków, są one wystarczające. Ponadto sprawdzili księgi upadków i żadnych w okresie mrozów nie stwierdzono – dodaje.

Gryniuk zaznacza również, że w trakcie kontroli najmłodsze psy, jakie znajdowały się w schronisku miały rok.

- Podczas naszej interwencji psy znajdowały się w normalnych warunkach, miały zadaszone kojce i budy. Woda była zamarznięta, ale wiadomo były bardzo niskie temperatury. Warunki w jakich żyją zwierzęta sprawdził również lekarz weterynarii, który zalecił personelowi schroniska docieplenie bud – mówi Damian Ciecierski rzecznik tarnogórskiej policji.


- Chodziło o to, żeby do środka dołożyć więcej słomy, a mniejsze psy przenieść do jakiegoś cieplejszego pomieszczenia – dodaje.

Policja sprawdza obecnie, czy nie doszło do naruszenia przepisów o ochronie zwierząt, schronisko kontroluje też dzielnicowy.

Patryk Hańderek, właściciel schroniska twierdzi, że osoba, która nagłośniła całą sprawę podczas interwencji na jego terenie w ogóle nie była obecna, a robi to dla rozgłosu. Hańderek przyznaje, że w dwóch kojcach brakowało słomy, zaznacza jednak, że w budach psy miały kołdry i koce. Właściciel zaprzecza też, jakoby przebywały w nich szczeniaki. - Najmłodszy piesek ma trzy lata – mówi. To, co się dzieje to absurd – dodaje. Hańderek mówi, że sprawa skończy się w sądzie, bo słyszał już pod swoim adresem groźby karalne.


Schronisko w Miedarach istnieje od 2001 r. Przez sześć lat prowadziła je matka Hańderka, która również była oskarżana o różne nieprawidłowości, jakie miały tam zachodzić. Hańderek zapewnia jednak, że jego mama każdą sprawę wygrywała i zawsze z zarzutów była oczyszczona. Pan Patryk schronisko przejął w 2015 r. po jej śmierci.

Schronisko przystosowane jest dla 350 psów i 60 kotów, obecnie przebywa w nim 169 psów i 10 kotów. Towarzystwo Animals zarzuciło również lokalnym gminom, które umieszczają w tutaj zwierzęta, brak zainteresowania. Hańderek mówi jednak, że gminy stale go sprawdzają, a wszystkie prowadzone przez nich kontrole są niezapowiedziane. Pan Patryk zaznacza, że nie ma nic do ukrycia i zaprasza do zwiedzania schroniska.

W środę budy psów jak zapewnia Gryniuk i Hańderak były jeszcze dodatkowo zabezpieczone przed mrozem. Kurtyny chroniące wejścia do nich, z dywanowych wymieniane były na PCV.

Mimo licznych prób, wczoraj z gliwickim Towarzystwem Ochrony Zwierząt Animals nie udało się nam skontaktować.

Czytaj więcej

Napisz do autora a.smolak@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Historia naszego regionu