News

W pożarze straciła wszystko. Matka z piątką dzieci z Zabrza prosi o pomoc

Stracili mieszkanie w pożarze w Zabrzu. Nie ma nic.

Pani Sylwia Tomeczek z Zabrza ma piątkę dzieci. Wychowuje je sama.  - Tak się życie ułożyło - przyznaje.  W sobotnią noc po raz kolejny los nie był dla niej łaskawy.

- Poczułam dym, jakby huk, w mig zrozumiałam, że to pożar. Łapałam dzieci i tak jak staliśmy, uciekliśmy z domu. Paliło się mieszkanie na górze - opowiada. 

Ogień pojawił się na poddaszu. Straż pożarną ktoś wezwał o 21.28. 

Sytuacja była na tyle poważa, że strażaków z Zabrza wspierał pluton gaśniczy z Bytomia i Rudy Śląskiej. Osiem zastępów straży  i 23 ratowników usiłowało ocalić, co się da. 

Dom przy Bytomskiej, choć w ruinie, ocalał. Pani Sylwia nie uratowała ze swojego mieszkania na parterze niczego. - Wszystko zalane wodą - płacze. 

- Mieszkam po drugiej stronie ulicy. Gdy wyjrzałam przez okno i zobaczyłam płomienie, krzyknęłam do mojego chłopa, by leciał  ratować Sylwię i dzieci. To moja przyjaciółka, nie mogłam postąpić inaczej - wyjaśnia pani Katarzyna Wielowska.

 To ona dała rodzinie pani Sylwii schronienie. W dwóch małych pokoikach  mieszka teraz 11 osób. Robią co mogą, by nie siedzieć sobie na głowie.

- Nie wiem, jak ja się Kasi odwdzięczę - dziękuje pani Sylwia. - I tym wszystkim ludziom, którzy dali nam ubrania i materace do spania - dodaje.

Odruch serca pani Kasi uruchomił lawinę.

Sąsiedzi skrzyknęli się błyskawicznie. Na apel o pomoc, zamieszczony na Facebooku odpowiedziało wiele osób nie tylko z Zabrza.

- Zobaczyłam apel na Fb, pozbierałam rzeczy syna i pojechałam je zawieźć do Zabrza - przyznaje Anna, właścicielka firmy z Katowic. Nie ona jedna.

 - Dziękuję wszystkim za każdą rzecz, która do nas już trafiła, ale najbardziej chciałabym mieć jakiś dach nad głową  - przyznaje pani Sylwia.

Miasto zaoferowało jej pokój z kuchnią.  - No przecież to niemożliwe, byśmy się pomieścili z całą rodziną - przyznaje pani Sylwia. Boi się skorzystać z oferty miasta w obawie, że urzędnicy uznają, że skoro ma już mieszkanie socjalne, większe nie będzie jej przysługiwać. - Czekam zresztą na mieszkanie od lat, to które zostało zalane przy gaszeniu pożaru nie było moje, tylko ojca dzieci - wyjaśnia.

- Mieszkańcom poszkodowanym w pożarze zaproponowano nocleg w hotelu w Hali Pogoń. Nikt z tej propozycji nie skorzystał. Mieszkańcy wybrali pobyt u rodziny - tłumaczy rzecznik prezydenta Sławomir Gruszka. I kieruje do pani Anny Wyleżoł, naczelnik Wydziału Zarządzania Nieruchomościami.

- Pragnę panią Sylwię uspokoić, to oczywiste, że nie zostawimy jej i dzieci bez pomocy. Teraz jednak mogliśmy jej zaoferować tylko pokój z kuchnią, bo innego lokalu nie mamy.  Jak tylko odzyskamy i wyremontujemy większe mieszkanie, natychmiast damy jej znać. Nasza propozycja, by zamieszkała w pokoju z kuchnią jest tymczasowa i aktualna - tłumaczy Anna Wyleżoł.

Pani Sylwia musi teraz rozważyć propozycję miasta. Jeśli ktoś chce wspomóc ją i dzieci, może to nadal czynić.  Sąsiedzi dostarczyli już pierwsze ubrania i pościel. Ale to kropla w morzu potrzeb.

Oto informacje, które mogą się przydać.

Dzieci:
Julka lat 3 rozmiar buta 24-26
Paulina lat 7: rozmiar buta 33-34
Szymon (wysoki) lat 9: rozmiar buta 39
Remik lat 12: rozmiar buta 39
Magda lat 15 rozmiar buta 38-39
I matka dzieci lat 39 rozmiar buta 39

Pomoc dla pani Sylwii można dostarczyć do sklepu 1001 drobiazgów znajdującego się w Zabrzu Biskupicach.

 

 

Zmiana kategorii na: Stadion Śląski