Czytasz: W Mikołowie znów dojdzie do tragedii?

W Mikołowie znów dojdzie do tragedii?

W Mikołowie boją się, że tragedia na drodze się powtórzy. Apelują, piszą petycje i… cisza.

Chodzi o należącą do Mikołowa Borową Wieś. Mieszkańcom zależy, by spowolnić ruch drogowy na DK44, w szczególności pomiędzy skrzyżowaniami z drogą nr 925 i ulicą Piaskową. Na tym odcinku, bezpośrednio do drogi przylegają Zespół Szkół nr 2 w Mikołowie, przedszkole, ośrodek dla osób niepełnosprawnych, kościół, sklepy, restauracje i budynki mieszkalne.

Kierowcy dodają gazu

- Wszystkie wymienione nieruchomości posiadają bezpośrednie zjazdy na swój teren z DK44. Niektóre budynki od jezdni dzieli jedynie chodnik (np. przedszkole), a w wielu miejscach brak pobocza – piszą mieszkańcy w petycji do mikołowskiego Starostwa Powiatowego. - Ograniczenie prędkości znakami drogowymi do 50 km/h oraz sporadyczne patrole policji nie sprawdzają się i przegrywają walkę z prostymi, ogólnie dostępnymi aplikacjami systemów GPS czy smartfonów, informującymi kierowców o obecności patroli.

- Największym problemem są ciężarówki skracające sobie dojazd do A4. Kierowcy nie znają specyfiki tego miejsca, telefony podpowiadają im czy stoją patrole więc nie stosują się do przepisów, szczególnie do ograniczenia prędkości. Tak straszny wypadek, jaki miał ostatnio miejsce po drugiej stronie Wiślanki, na odcinku w Borowej Wsi to tylko kwestia czasu – mówi Leszek Suwalski, mieszkaniec.

Przypomnijmy. W miniony poniedziałek w pobliżu skrzyżowania DK 44 z ul. Poleską w Mikołowie kierowca samochodu osobowego wjechał w dwie nastolatki i dwudziestoletniego mężczyznę, którzy przechodzili przez przejście dla pieszych. Trzynastolatka zginęła na miejscu, czternastolatka w czasie reanimacji w karetce.

Boją się wypadku, przeszkadza im hałas

Mieszkańcy Borowej Wsi boją się podobnej sytuacji. Pamiętają rozpędzony samochód ciężarowy, który nie zatrzymał się na światłach przed szkołą. - To, że nie doszło do tragedii jest cudem. Jakiś czujny dorosły przytrzymał za plecak dziecko, które widząc zielone światło wchodziło na jezdnię – mówią mieszkańcy. Narzekają też na hałas, który zakłóca lekcje w szkole i zajęcia w przedszkolu.

Dlatego powstała petycja, którą podpisało około 600 osób z Borowej Wsi. Walczą o zamontowanie barierek ochronnych przy przejściach dla pieszych, montaż barier energochłonnych w miejscach gdzie brak jest pobocza. Zależy im, by zamontowano ekrany dźwiękochłonne w miejscach przekroczenia norm hałasu. Ale przede wszystkim, by wymusić spowolnienie ruchu poprzez odcinkowy pomiar prędkości, radary, zamontowanie fotokamer czy kamer rejestrujących przejeżdżających na czerwonym świetle.

Droga jest niebezpieczna. Tam giną ludzie

Wydaje się, że dla decydentów sprawa jest jak kukułcze jajo.

- Kompletnie nic się w tej sprawie nie dzieje. Jedyna odpowiedź przyszła z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Przewodniczący rady powiatu zainteresował się petycją, pewnie dlatego, że tyle osób ją podpisało. I też nic. Burmistrz też nie pomoże. Jego zdaniem droga jest wojewódzka i nie ma wpływu na decyzje zarządcy. Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który mógłby zainstalować maszty dla fotoradarów, w ogóle się z nami nie skontaktował – tłumaczy Suwalski.

A droga – jak pokazują statystyki – jest bardzo niebezpieczna. Od 2014 do marca 2017 doszło na niej do czterech wypadków, w których zginęły dwie osoby, a dwie zostały ranne. Ile ofiar potrzeba, by sprawą zajęto się na poważnie?

Do sprawy będziemy wracać.

Czytaj więcej