News

Uważajcie! Dziwne zwierzę spaceruje niedaleko Pogorii

- Ni to lis, ni to pies – mówią ci, którzy spotkali na swojej drodze dziwnego czworonoga. - Do zwierza lepiej się nie zbliżać – apelują dąbrowskie służby kryzysowe.

„Z pyska niby lis, ale na lisa miało za długie i masywne łapy. Do tego jakby wyleniały, bez kitu - oczy jakby zapuchnięte, w ogóle nie bał się ludzi. Może ktoś wie co to? Chory lis czy jakaś krzyżówka międzygatunkowa?” - zastanawia się pan Łukasz, internauta, któremu udało się sfotografować zwierzę. Niebezpiecznie blisko domostw, co widać zresztą na zdjęciu. - Przy ul. Parkowej – doprecyzowuje dąbrowianin. Czyli trasie, która jest ostatnio oblegana. Prowadzi bowiem do dąbrowskiego jeziora Pogoria III.

Plażowicze są zaniepokojeni

- Obawiamy się – mówi wprost pani Magdalena Wieczorek, która nad Pogorią najczęściej plażuje z dziećmi. - Zwierzę może być chore, a skoro nie jest płochliwe, może próbować podchodzić do ludzi. Pewnie po coś do jedzenia. A co jeśli jest chore? Albo ma wściekliznę? – pyta Wieczorek. Przyznaje, że widziała już zdjęcia zwierza w internecie. - Wygląda jak skrzyżowanie lisa z psem – uważa.

Leśnicy zidentyfikowali zwierzynę

Sprawą, po naszym telefonie, zajął się już dąbrowski magistrat. - Nikt oficjalnie nie zgłaszał nam problemu, ale zdjęcia pokazałem wydziałowi ekologii, a także leśnikom – mówi Bartosz Matylewicz, rzecznik prasowy urzędu miasta w Dąbrowie Górniczej.

Co z tego wynikło? - To stary, wyleniały lis – cytuje za leśnikami Matylewicz. Dodaje, że osobnik może być chory, ale diagnozę trudno postawić jedynie na podstawie niewyraźnych zdjęć. - Apelujemy, by do zwierzęcia – dla własnego bezpieczeństwa – się nie zbliżać. Nie prowokujmy lisa, nie karmy go, a jeśli zwierzę zauważymy, prosimy o telefon do ośrodka dyspozycyjnego prezydenta miasta – mówi rzecznik. I podaje całodobowy numer: 32 261 44 10.

Szczepionka zrzucana z samolotu

Matylewicz wyjaśnia, że w momencie zlokalizowania lisa, uruchamiane są odpowiednie służby. - Zwierzę jest prawdopodobnie chore i być może potrzebuje pomocy. Będziemy musieli go uśpić i przetransportować do lecznicy – zaznacza rzecznik. Uspokaja: - Zagrożenia wścieklizną w mieście nie ma -. Jego słowa potwierdza nam Karol Rauk, zastępca powiatowego lekarza weterynarii. - Dwa razy do roku odbywają się akcje szczepienia zwierząt przeciwko wściekliźnie. Z samolotów zrzucane są żółtawe tabletki z powłoką, która zachęca zwierzęta do ich zjedzenia. Dzięki temu od wielu tak nie stwierdziliśmy ani jednego przypadku wścieklizny – zapewnia Rauk.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Polityka