Czytasz: Trudno w to uwierzyć, ale Śląsk wysycha. Braknie wody?

Trudno w to uwierzyć, ale Śląsk wysycha. Braknie wody?

Niektóre studnie w naszym województwie wyschły tego lata. Grozi nam susza?

Od kilku dni mocno pada, dlatego w zagrożenie suszą trudno jest uwierzyć. A jednak! Przed klęską ostrzegają hydrolodzy. - W 23 stacjach pomiarowych poziom wody jest najniższy od momentu, kiedy zaczęto go monitorować, czyli od 100 lat - zaznaczają.

Żalą się śląscy rolnicy. - Plony przez brak deszczów nie będą aż tak udane, jak można byłoby sądzić - twierdzą. To jednak nie wszystko. Ci, którzy czerpią wodę z własnych studni, z pewnością zauważyli, że poziom wody drastycznie spadł. Jakby tego było mało, wciąż nie potrafimy nauczyć się oszczędności i życia w duchu eko. Skutek? Musimy liczyć się ze skutkami suszy.

Nie trzeba suszy, wystarczy bakteria

- 24 gminy naszej metropolii nie mają się o co martwić - mówi Piotr Biernat, rzecznik prasowy Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów w Katowicach. Wyjaśnia, że to te miejscowości z naszego województwa, które korzystają z wody dostarczanej przed GPW.

Pozostałe 14 gmin traktuje sieci GPW jako rezerwę, a co za tym idzie, nie ma gwarancji, że wody u nich nie zabraknie. - Czasem nie trzeba suszy. Wystarczy nieduże zanieczyszczenie lub bakteria, by na jakiś czas pozbawić się dostępu do bieżącej wody. Latem jest to wyjątkowo uporczywe - podkreśla rzecznik spółki.

Tysiąc kilometrów rur o przekroju dorosłego człowieka

Jak zabezpieczyć się przed brakiem wody? GPW wie o tym doskonale. - Nasz śląski system zaopatrzenia w wodę to arcydzieło sztuki inżynieryjnej. System stworzony przez Niemców 130 lat temu jest unikatowy na skalę kraju – podkreśla Piotr Biernat.

Dodaje, że sieć liczy niemal 1000 kilometrów rur o przekroju dorosłego człowieka i pierścieniowo oplata nasze województwo. Do tego dochodzi jeszcze 11 punktów uzdatniania wody, w tym najnowocześniejszy zakład w Goczałkowicach. - To wszystko powoduje, że jako jedyni w przypadku awarii czy klęski żywiołowej, np. suszy jesteśmy w stanie dostarczyć wodę na drugi kraniec województwa - podkreśla rzecznik prasowy katowickiego GPW.

Skąd mamy wodę w kranach?

80 procent naszej, zresztą świetnej jakościowo wody, pochodzi z górskiej rzeki Soła w Czańcu. Pozostałe 20 proc. z Jeziora Goczałkowickiego. To zbiornik, który ma także rolę chroniącą przed powodzią i suszą.

Obiekt, jak zapewnia jego szef – Andrzej Siudy, jest monitorowany bez przerwy. Tak by doskonale znać nie tylko poziom wody, ale też tendencje dotyczące sytuacji wodnej w naszym regionie.

Co ciekawe, jezioro jest regularnie zarybiane specjalnymi drapieżnymi gatunkami. - Takimi, które mają zdolność oczyszczania wody - podkreśla kierownik zbiornika w Goczałkowicach. Regularne zarybianie zbiornika to kolejny dowód na dbałość o bezpieczeństwo wodne mieszkańców regionu.

Dowody dała studniowa susza

Wątpliwości co do bezpieczeństwa wodnego gwarantowanego mieszkańcom przez Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów nie mają też władze województwa. Choć od kilku dni w mediach pojawia się wiele ostrzeżeń, ze spokojem na coraz bardziej upalne lata na Śląsku patrzy marszałek województwa Wojciech Saługa.

- Dzięki systemowi GPW, jako jedyni w kraju możemy nie obawiać się nawet największej suszy. Przekonaliśmy się o jego nieocenionej roli trzy lata temu, podczas studniowej suszy. Wówczas, w wielu studniach prywatnych oraz gminnych studnie wysychały i w kilku rejonach Śląska po prostu nie było wody do picia. Za to system zaopatrzenia w wodę GPW zdał ten egzamin celująco i ci, którzy z niego korzystali ani jednego dnia nie musieli martwić się o wodę - mówi marszałek.

Dodaje: - Dlatego wciąż namawiam samorządy, aby zamiast poszukiwać własnych, lokalnych ujęć wody współpracowały z potężnym systemem GPW. Dla dobra i bezpieczeństwa mieszkańców nie warto ryzykować i w imię fałszywej autonomii budować swój własny kosztowny, ale niepewny wodociąg.

Czytaj więcej