Czytasz: Tragedia w Bielsku: zasłużony ksiądz zginął w pożarze

Tragedia w Bielsku: zasłużony ksiądz zginął w pożarze

"To była bardzo dobra dusza. Wiem, że działał kiedyś w Solidarności. Szkoda go bardzo".

Na pierwszy rzut oka skutki pożaru są niewielkie. Bielski Dom Księży Emerytów podczas wtorkowej nocy stracił jednak zasłużonego pensjonariusza. W pożarze zginął ks. Franciszek Janczy.

Okna na pierwszym piętrze są pootwierane. Na parapecie leży rolka ręczników papierowych, przy drugim oknie widać lekko przydymioną framugę. To chyba jedyny tragedii, do której doszło tu podczas wtorkowej nocy.

- Ja o niczym nie wiem – mówi starszy pensjonariusz bielskiego Domu Księży Emerytów, którego spotykamy na ławce kilkanaście metrów od miejsca tragedii. - Nie mówiliśmy o niczym, nie chcemy księdza denerwować – przyznaje jego opiekunka.

Strażaków zaalarmowali przechodnie

Ciemny dym wydobywający się z mieszkania o numerze 19 w Domu Księży Emerytów zauważyli przechodnie. Było kilka minut po pierwszej w nocy. - Strażacy zjawili się natychmiast – mówi ks. Jacek Pędziwiatr, rzecznik prasowy diecezji bielsko-żywieckiej. Dodaje, że dziewięć zastępów strażackich z ogniem poradziło sobie bardzo szybko. - Nie rozprzestrzenił się poza obręb tego jednego mieszkania – relacjonuje rzecznik. W środku znaleziono jednak ciało. - To ks. Franciszek Janczy, w tym roku obchodziłby 74. urodziny – mówi ks. Pędziwiatr.

Budynek jest nowy. O awarii nie ma mowy

Służby ewakuowały w nocy cały obiekt. W środku mieszka aktualnie 30 księży emerytów. - Szybko mogli wrócić do swoich lokali. Zadymienia praktycznie nie było – mówi rzecznik diecezji. Dodaje, że ogromny beżowo-zielonkawy budynek na roku ulic Żeromskiego i Traugutta do użytku oddani zaledwie kilka lat temu. - Przeszedł wszelkie odbiory techniczne, pożarowe itd. Nic nie wskazuje na to, by przyczyną wybuchu ognia miała być jakaś awaria – przyznaje ks. Pędziwiatr.

Ucierpiało tylko jedno mieszkanie

Co było przyczyną pożaru, spekulować nie chce też ks. Marcin Suchenek, dyrektor bielskiego Domu Księży Emerytów. Na miejscu nie chciał z nami rozmawiać. - Mam teraz mnóstwo pracy, poza tym mamy taką zasadę, że wypowiada się rzecznik diecezji – mówił nam przez telefon. Zdradził tylko, że na miejscu we wtorek przed południem nie pracowały już żadne służby. Mieszkania księdza Janczego było zabezpieczone i przewietrzane. Inne w pożarze nie ucierpiały.

„Szkoda księdza”

Ze wstępnych ustaleń bielskiej straży miejskiej wynika jednak, że najbardziej prawdopodobną przyczyną nocnego pożaru miało być zaprószenie ognia. - Może od świeczki – zastanawiał się pan Andrzej, mieszkaniec pobliskiego bloku przy ul. Słowackiego. Przyznawał, że osobiście nie znał księdza Franciszka, znała go jednak jego rodzina. - To była bardzo dobra dusza. Wiem, że działał kiedyś w „Solidarności”. Szkoda go bardzo – przyznawał bielszczanin.

Złoty Krzyż za zasługi dla Solidarności

We wtorek nie było wiadomo jeszcze kiedy odbędzie się pogrzeb ks. Franciszka Janczego. Sprawą zajęła się już lokalna prokuratura. Rzecznik diecezji bielsko-żywieckiej nie ukrywał, że to dla tutejszej społeczności ogromna strata. - Większość swojej posługi kapłańskiej ksiądz Janczy spędził w archidiecezji krakowskiej, pod koniec był jednak wikariuszem w Białej, gdzie prowadził chór parafialny i przez parafian wspominany jest do dziś – zaznaczał ks. Pędziwiatr. Dodawał, że ś.p. ks. Janczy za wsparcie dla NZSS Solidarność w latach 80. odznaczony został Złotym Krzyżem Zasługi.

Czytaj więcej