Czytasz: On, Kolon
Stoi za organizacyjnym sukcesem większości imprez na Stadionie Śląskim. Teraz jest śmiech, ale przed każdą wielką imprezą dominuje stres, pośpiech i niepewność.

- Najbardziej ubawiło mnie, kiedy przyjechała ekipa dźwiękowców Guns N’ Roses. Przywieźli zapas kanapek i napojów na całą noc. Przewidywali, że ustawienie nagłośnienia zajmie im kilkanaście godzin. Po 50 minutach zabrali kanapki i wyjechali. Na odchodne rzucili: co tu ustawiać, tak dobrej akustyki nie ma żaden obiekt w tej części Europy - mówi Maciej Kolon. 

Wiecznie biegający, młody człowiek, z rozbawieniem wspomina przygotowania do największego koncertu na nowym, pięknym, wyremontowanym i stanowiącym wizytówkę województwa obiekcie. To on stoi za organizacyjnym sukcesem większości imprez na Stadionie Śląskim. Teraz jest śmiech, ale przed każdą wielką imprezą dominuje stres, pośpiech i niepewność. Bo zgrać setki elementów nowoczesnego widowiska, to prawdziwa sztuka. 

Od roku tworzą tandem, dyrygującym legendarnym „Kotłem Czarownic”. Walczą o najlepsze oferty, wymyślają, kto mógłby zagrać na Śląskim, planują mecze, koncerty i lekkoatletyczne mityngi. 

Szefem i dyrygentem jest Krzysztof Klimosz. Prezes Stadionu Sląskiego najpierw był jego głównym budowniczym. Potem zamienił kask budowlańca na garnitur menedżera. 

Pierwszym skrzypkiem jest właśnie Kolon. Kiedy zapada decyzja o meczu albo koncercie, to on rzuca się do trzech telefonów jednocześnie, zaczynając batalię, której sukces można ogłosić dopiero wtedy, kiedy ostatni, zadowolony widz, opuści Stadion Śląski.  

Kiedy 4 lata temu Wojciech Saługa zasiadał w fotelu marszałka a Platforma obejmowała rządy w województwie, jedno było jasne - wlokący się latami i kompromitujący nas w całej Polsce remont Śląskiego musi się skończyć.  Obiekt miał być gotowy na EURO 2012. Nie był. Kiedy startowały Mistrzostwa, wyglądał jak wielkie gruzowisko. Już wtedy wszyscy wiedzieli, że stadion musi zacząć działać, inaczej całą tę polityczną ekipę wyborcy wywiozą na taczkach. 

Udało się. Wbrew niedowiarkom. "Śląski" otworzył bramy przed kibicami w październiku rok temu, witając uczestników Silesia Maratonu. 

Inauguracja była dopiero początkiem wyzwań. Prawdziwa sztuka to zapełnić trybuny takiego obiektu tak często, jak się da. To zadanie Klimosza i Kolona. 

- Jak dowiedzieliśmy się w czerwcu, że mamy Ligę Narodów, a 2 tygodnie wcześniej zakontraktowaliśmy Monster Trucki, włos mi się zjeżył na głowie - opowiada Kolon.  - Skąd my, do cholery, tę murawę weźmiemy, jak jeszcze żużel po drodze, i to w dwóch odsłonach. 16 tirów z trawą dotarło z Węgier na czas, ale do dziś się zastanawiam, jakim cudem to wszystko się udało. Kosmiczna robota, bo po drodze trzeba było jeszcze pociąć starą murawę i ją wywieźć. 

Kocha to, co robi. Wcześniej pracował w Warszawie. Najpierw w dwóch ministerstwach, potem w Ekstraklasie SA. To tam nauczył się rzadkiej sztuki łączenia sportu, biznesu i samorządu. Tak, aby na końcu kibic widział, że polska piłka zaczyna doganiać (organizacyjnie) tę europejską. Wtedy przyszła propozycja powrotu na Śląsk. 

- Co tu dużo godać, ckliło mi się za tym hajmatem - Maciej Kolon, urodzony w Pszczynie, nie kryje miłości do Śląska. - Warszawa Warszawą, ale dom ma się tylko jeden. Mój jest tu, na Śląsku. Tu zawsze byłem u siebie - dodaje.

Więc kiedy tylko pojawiła się szansa, by na Śląsku robić coś fascynującego, nowego, nie wahał się ani chwili. Walizki spakował w godzinę, w Katowicach był następnego dnia. 

- Czasem ludzie pytają, jak to jest podczas takich wielkich imprez. Czy jak ten Axel Rose przyjeżdża na stadion, to mogę z nim chwilę pogadać albo strzelić selfie. Prawda jest taka, że bywają gwiazdy niedostępne, i te, z którymi można normalnie pogadać. Sympatyczni i kompletnie „niegwiazdorscy” są najczęściej sportowcy. 

Do normalnych, zawodowych obowiązków, doszła działalność w samorządzie. Maciej Kolon zdobył mandat radnego do sejmiku województwa Śląskiego startując w niełatwym, trochę obcym, bielskim okręgu. W tych wyborach także startuje, jest jedynką na liście Koalicji Obywatelskiej w okręgu chorzowskim. 

- Po co Panu ta polityka - pytam. 

- Jak się ma taki power do działania, to chcesz mieć możliwie dużo narzędzi. Bycie radnym pomaga, łatwiej organizować pracę, duże imprezy, mając wsparcie drużyny w sejmiku. Udaje się wtedy zrobić coś, co daje furę frajdy widzom. Na przykład coś, co ogłosimy dziś w południe - dodaje z tajemniczym uśmiechem.

Bo na Śląskim szykują właśnie kolejną imprezową bombę. Jaką? Szczegóły w samo południe.

Czytaj więcej