Relacja

To nie Bareja. To Mysłowice.

04:08

Przy Mikołowskiej miała stanąć stacja pogotowia ratunkowego. Minęło 13 miesięcy i nie wiadomo, czy w ogóle powstanie.

- Ludzie zróbcie z tym coś, bo szkoda pieniędzy, za które można kupić nową karetkę - mówi bezradny dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego

ZACZĘŁO SIĘ OD DZIAŁKI

W lutym 2016 roku Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach otrzymało działkę budowlaną od miasta Mysłowice. Przy ulicy Mikołowskiej za własne środki WPR chciało wybudować nową stację pogotowia ratunkowego. Tuż obok powstaje nowa siedziba straży pożarnej. Strażacy siedzibę wznieśli. Minęło 13 miesięcy i na miejscu, w którym powinny być prowadzone prace wykończeniowe stacji ratunkowej, na razie jest ściernisko. Szanse na San Francisco są niewielkie. Problem leży w drodze. Drodze dojazdowej.

- Od pana wiceprezydenta nie dostajemy zgody na zjazd na jedyną słuszną drogę Mikołowską. Jesteśmy zmuszani, by wybudować drogę dojazdową o wartości kilkuset tysięcy złotych tam, gdzie strażacy zrobili mur oporowy, żeby się im ziemia do własnych garaży nie zawaliła - mówi Artur Borowicz.

DROGA DOJAZDOWA

Z dokumentów przedstawionych przez dyrektora WPR wynika, że pogotowie musi wybudować kilkaset metrów drogi dojazdowej do posesji. Równolegle do ulicy Mikołowskiej. Pogotowie na takie rozwiązanie wstępnie się zgodziło. Jednak strażacy, którzy swoją siedzibę już wznieśli, zamiast asfalt poprowadzić do umówionego miejsca, zrobili tylko zjazd. Jeden, do swojej posesji. I teraz zamiast przedłużenia istniejącej drogi, trzeba przeprowadzić kosztowną niwelację terenu, wzmocnienia, osuszanie… Szacunkowy koszt może przekroczyć 700 tysięcy złotych. Co ciekawe w planach na końcu jeszcze niewybudowanej drogi jest chodnik. A za chodnikiem? Działki, które nabył deweloper.

Inwestycja za pieniądze WPR?

To, że deweloper ciężko pracuje, widać po ściętych drzewach. Wiceprezydent Bernard Pastuszka zaprzecza, że miasto chciało wybudować nowemu inwestorowi drogę za pieniądze Pogotowia Ratunkowego.

- Deweloper kupił za dobrą cenę i wiem, że dobrze sprzeda i wybuduje tę drogę. A jeżeli nie wybuduje, to my się będziemy kiedyś tam zastanawiali… - mówi wiceprezydent.

UTRUDNIENIA SĄ CZY ICH NIE MA?

Zaprzecza także, że miasto stwarza jakiekolwiek utrudnienia przy budowie. W kwestii innych działek niż te przekazane WPR, dyrektor Artur Borowicz wypowiadać się nie chce. W kwestii utrudnień ma jednak zupełnie inne zdanie.

- Czysty bareizm - mówi Artur Borowicz.

To, że jest wielbicielem "Misia" widać po przekroczeniu progu jego gabinetu. Jednak w kwestii budowy stacji pogotowia ratunkowego w Mysłowicach, nie jest mu do śmiechu. W zeszły czwartek wysłał list do prezydenta Edwarda Lasoka. Czytamy w nim, że jeżeli miasto nie wyda zgody na wytyczenie zjazdu bezpośrednio na ulicę Mikołowską, to działki zwróci, a siedzibę wybuduje gdzie indziej.

FORMALNIE CZY NIEFORMALNIE?

Wiceprezydent Bernard Pastuszka przyznaje, że WPR ma pozwolenie czasowe. Na trzy lata. I nie widzi problemu. Wprawdzie powołuje się na ustalenia zapisane w akcie notarialnym, ale chwilę później apeluje o zaprzestanie oficjalnej ścieżki i rozmowę.

Skontaktowanie się z dyrektorem Arturem Borowiczem zajęło nam godzinę. Z uwagi na liczne obowiązki wiceprezydenta, porozmawiać udało się nam dopiero po trzech godzinach. Obaj panowie znają swoje numery telefonów. Kontaktują się drogą oficjalną. Dziś zrobili wyjątek. Za pośrednictwem Silesion.pl apelują do siebie nawzajem.

- Apelowałbym o więcej dobrej woli ze strony dyrektora. Nie znam szczegółów dlaczego to (budowa stacji ratunkowej - przyp. red.) się nie rozpoczęło. Prosiłbym pana dyrektora (...), aczkolwiek zawsze z dużym szacunkiem, żeby ta forma przestała mieć formę pisemną, bo jak trzeba, to można się spotkać i dogadać temat - mówi Bernard Pastuszka.

Podkreśla, że miastu zależy, żeby nowa siedziba powstała przy Mikołowskiej. Nie wyobraża sobie sytuacji, żeby z ulicy Strażackiej przeniosło się jedynie PSP.

- Pisma, które ślą urzędnicy, a ja je podpisuję, wyraźnie mówią o akcie notarialnym, o pewnych ustaleniach. Te ustalenia zawsze można zmienić. Nie ma problemu. Na dzisiaj uważamy, że pan dyrektor ma dojazd - mówi wiceprezydent.

W rozmowie z dyrektorem Arturem Borowiczem można odnieść wrażenie, że wiceprezydent Pastuszka jest zawziętym formalistą. Jednak słowa prezydenta, które trzykrotnie padały w rozmowie z Silesion.pl całkowicie ten obraz zmieniają. Dla pana prezydenta istnieje rzeczywistość formalna i pozaformalna. W tej nieformalnej problem nie istnieje. Dlaczego jednak do tej pory nie zostały zmienione ustalenia formalne?

AKT AKTEM, ŻYCIE ŻYCIEM

- To, co w akcie, to jest w akcie, a to co w życiu oczywiście i w logice myślenia nie powinno pozwolić na to, żebyśmy zaprzepaścili tak dużą szansę, jak budowa pogotowia ratunkowego przy tym, co już stoi - dodaje Pastuszka.

- Przyznam, że upór pana prezydenta jest dla mnie niezrozumiały. WPR inwestycje prowadził i w Katowicach, i w Świętochłowicach, i w Gliwicach (…). Wszędzie była współpraca władz miasta. Papiery grzały biurko, jak to się przysłowiowo mówi. Tu mamy rok bezsensownej wymiany korespondencji - mówi Borowicz.

WIZJA LOKALNA

WPR apelowało o przeprowadzenie wizji lokalnej jeszcze w styczniu. W odpowiedzi miasto uznało, że warunki atmosferyczne nie są przychylne. Dyrektor Borowicz zapewnia, że wyposaży urzędników w gumowce i parasole. W poniedziałek byłyby niepotrzebne. Silesion.pl dotarł na miejsce. Jest szansa, że wkrótce pojawią się tam także urzędnicy. Wiceprezydent Pastuszka nie widzi przeciwwskazań.

- Sytuacja jest na tyle absurdalna, że trzeba ją po prostu uciąć - mówi Artur Borowicz.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.ciesla@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Legendarny Śląski