Kultura

"Graj, Wyrostek, te mazurki!" - geniusz akordeonu w szczerej rozmowie

Został "Promotorem Polski", w planach ma nową płytę. Marcin Wyrostek w rozmowie z Silesionem

Z Marcinem Wyrostkiem rozmawia
Maria Zawała

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego odebrałeś nagrodę "Promotor Polski". To nagroda Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

To dla mnie niezwykłe wyróżnienie, wielki zaszczyt, zawsze o czymś takim marzyłem. Myślałem, żeby być wizytówką, no może to złe słowo, bardziej ambasadorem muzycznym naszej polskiej kultury. Cieszę się, że to co robię, zostało docenione. Zwłaszcza że gramy koncerty w bardzo rożnych miejscach, praktycznie na całym świecie. Wszędzie ludzie mają serce, duszę, a muzyka nie stwarza językowych czy kulturowych barier. Pamiętam charytatywny koncert, który grałem z wokalistką z Syrii, występ z Bobbym McFerrinem w duecie. Przed wyjściem na scenę nie było czasu porozmawiać, a gdy zaczęliśmy grać, rozumieliśmy się bez słów.  Mogę śmiało powiedzieć, że jestem promotorem Polski w świecie, ale też promotorem Polski w Polsce. Często mówi się, że cudze chwalimy, swego nie znamy, a mamy tu dużo fajnego. Chciałbym przy kolejnej płycie dać temu wyraz.

Polską muzyką?

Oczywiście. Płyta nazywać się będzie Pol-Acc. To połączenie słów Polska i akordeon. Chcę pokazać publiczności piękną polską muzykę, ludową, ale i wielkich kompozytorów, takich jak Kilar, Szymanowski, Lutosławski, mamy wspaniałą muzykę lat 20. i 60., współczesny rock. Jest nad czym pracować. 

Skąd taka inspiracja. Dlaczego teraz Polska?

Powiem szczerze, na wszystkich moich zagranicznych koncertach mi tego brakowało. Proszono, zagrajcie coś polskiego, a mnie się repertuar wykańczał po dwóch, trzech utworach, wiec zapragnąłem, by coś zrobić w tym kierunku.

Zobaczymy twoje własne opracowania znanych polskich utworów?

Oczywiście, lubię grać muzykę we własnych opracowaniach, także kompozycje autorskie, choć czasem nic nie zmieniam, Vivaldi to Vivaldi. Generalnie jest potrzeba grania polskiej muzyki, a nawet głód takiego repertuaru. Naturalnie będą ją grał po swojemu, bo nie lubię robić czegoś, co już ze 100 razy było. 

Tożsamość Wyrostka?

Muszę ją mieć. Z tego powodu powstaje specjalny projekt okładki mojej płyty. Realizuje ją Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach. Studenci robią projekty w ramach konkursu. Widziałem prace, są wspaniałe. Obejrzeliśmy już z moim menadżerem ze 20, myśleliśmy, że ze cztery będziemy rozważać poważnie, ale studenci nas zaskoczyli, wszystkie są wspaniałe i mamy problem, bo nie wiemy, co wybrać. W czerwcu nastąpi rozstrzygnięcie konkursu.

Czym nas ta nowa płyta zaskoczy?

Mogę zdradzić, że na pewno będzie na niej śląski utwór. Jeszcze się waham, co zagram, ale na pewno coś będzie. Płytę nagrywamy w sierpniu, połowa materiału jest domknięta. Potem wyruszymy w trasę. Zdradzę wam jako pierwszym, że zakończymy ją 25 marca wielkim koncertem w NOSPR. Wykorzystamy świetnych muzyków, cieszę się na tę trasę, na spotkanie z polską publicznością, bo to dzięki niej wygrałem przeciez program Mam talent.

Przeszedłeś od tego czasu długą drogę.

Powiedziałbym, żartując, że pasmo wybojów, ale fakt, jestem dziś muzycznie w innym miejscu, choć nie byłoby mnie w nim, gdyby nie tamten program.

Niektórzy już cię z nim nie kojarzą.

Tak też bywa, ale na Kongresie, gdzie odbierałem nagrodę, spotkałem np. panią z GTL, która w 2005 roku, cztery lata przed "Mam talent" zaufała mi i pomogła sfinansować wyjazd na konkurs do Stanów Zjednoczonych.  Mówiła mi, że nadal ma to pismo ode mnie, gdy zwracałem się z prośbą o zniżkę na bilety do USA. Było mi bardzo miło. Bo widzisz, przed tym programem w TVN ja niby byłem w czołówce, coś potrafiłem, ale nic się w moim życiu spektakularnego nie działo. Dopiero po programie stałem się popularny i machina ruszyła. Wcześniej działałem, ale to było wyskakiwanie z tłumu miliona ludzi, gdzie niektórzy podrzucani byli wysoko w górę przez różne koneksje, a ja mogłem tylko wyskoczyć na tyle, na ile mogłem, nagle dostałem trampolinę, odbiłem się i staram się w tym locie utrzymać

Twój sukces, Marcinie, przede wszystkim oparty jest na rzetelnej muzyce, masz solidne akademickie podstawy. Zresztą sam wykładasz w Akademii Muzycznej w Katowicach.

Tak, ale to też był idealny moment dla mnie na karierę. Byłem już  trochę zrezygnowany, myślałem, że będę skakał, aż mi nóg zabraknie, jeździłem wszędzie i nigdzie, taki wszędobylski muzyk. Tu coś się gra, tam coś, zawsze się zgłaszałem, że ja pojadę, żeby się pokazywać. Stworzyłem kilka zespołów, grałem w różnych składach, nawet w teatrach dorywczo. No i dopiero, kiedy dołączyła do tego telewizja, przyszła popularność. Ale w idealnym momencie, bo nie wiem, czy wcześniej byłbym na nią przygotowany. Czy bym to organizacyjnie udźwignął.

Ktoś ci wtedy pomógł?

Wszyscy pomagali… wdeptać mnie w ziemię. Ale poważnie, raczej sam brałem odpowiedzialność za swoją karierę. Choć nie powiem, był człowiek, któremu wiele zawdzięczam, to Janusz Kurek z Radia Katowice. Sam jest świetnym muzykiem amatorem, jazzowo grającym, znaleźliśmy wspólny język, wspierał mnie i wydaliśmy moją pierwszą  płytę. Nie miałem jeszcze menedżera, był moim dobrym duchem i oparciem. Wskazałbym go nawet jako swojego drugiego ojca tu na Śląsku.

Gdzie byś chciał się znaleźć za jakiś czas?

Kierunek muzyczny, który obraliśmy, jest tym, co mnie fascynuje. Marzę o trasie koncertowej po wszystkich stolicach, w których grałbym polską muzykę i konfrontowałbym ją z publicznością różnych krajów.

Są na nas w świecie gotowi, zawołają: graj Wyrostek te mazurki, a nie argentyńskie tanga?

Chcę tak grać, by byli gotowi, zachwyceni polską muzyką. Żeby się o nią prosili. Zrobię wszystko, by tak się stało.

 

Czytaj więcej

Napisz do autora m.zawala@silesion.pl
Zmiana kategorii na: MODA I URODA