Historia

Tajemnica śmierci Kukuczki

Wczoraj minęło 30 lat od zdobycia przez Jerzego Kukuczkę Korony Himalajów. Dziś przypominamy tragiczny finał niezwykłej kariery katowiczanina.

Przez wielu teoretyków określany jest mianem najwybitniejszego himalaisty XX wieku - zdobył Koronę Himalajów. Dokonał tego jako drugi człowiek na świecie, jednak w czasie o połowę krótszym niż jego poprzednik, Reinhold Messner. Wyznaczył przy tym 11 nowych dróg. Od tego czasu mineło wiele lat, ale nikomu nie udało się powtórzyć osiągnięć Kukuczki.

Wczoraj minęło 30 lat odkąd Jerzy Kukuczka dokonał niemożliwego. Stanął na szczycie swojego 14 ośmiotysięcznika. Jego przeznaczeniem okazała się góra Lhotse. 

8511 m. n.p.m. Dopiero czwarty szczyt pod względem wysokości. Zresztą dawno zdobyty przez Jerzego Kukuczkę, który dziesięć lat później wraca na Lhotse, by zaatakować szczyt od strony południowej. Nikomu wcześniej się to nie udało. Ba, nie udało się Messnerowi, największemu rywalowi polskiego alpinisty. Pierwszy zdobywca Korony Himalajów i Karakorum podjął próbę kilka miesięcy wcześniej. Zawrócił. Nie dość, że nie zdobył Lhotse od południa, to jeszcze nie zaprosił Kukuczki do wyprawy. To stało się wyzwaniem dla Polaka. Nie sprzyjała pogoda, wiały silne wiatry, była mgła. Uspokoiło się dopiero w połowie października. Kukuczka do końca nie wiedział, z kim zdobywać szczyt. Wybrał Ryszarda Pawłowskiego. Ruszyli 24 października. Mogli zginąć obaj, zginął jeden z nich.

- Już wszystko zostało wiele razy powiedziane i napisane. Dla mnie to jest zamknięty temat. Ja byłem na górze, proszę pytać tych, którzy byli w bazie – mówi Pawłowski, alpinista i himalaista.

A było tak, że pierwszy wchodził Jerzy. Do szczytu mieli 400 m. Nagle Kukuczka zaczął się obsuwać, potem spadać. Punkty asekuracyjne, które zakładali, po kolei wypadały. Było cicho, kiedy spadał. Pawłowski odruchowo skulił się i czekał na szarpnięcie. Ale lina, dwa metry powyżej Pawłowskiego, urwała się. Spadł tylko Jerzy. Gdyby lina się nie zerwała, Kukuczka pociągnąłby swojego kolegę i najpewniej, zginęliby obaj. To była pionowa ściana, Kukuczka leciał w dół 100 metrów.

Rozpoczęły się poszukiwania, bo przecież Jerzy mógł żyć, mógł leżeć na półce skalnej i czekać na pomoc. Zwyciężył rozsądek, upadku z takiej wysokości nikt by nie przeżył. Ale ciała nie było. Mógł wpaść do szczeliny lodowca.

- Wąskie grono himalaistów wiedziało, że ciała nie ma. Ale oficjalny komunikat mówił inaczej. Nawet Dziennik Telewizyjny podawał, że znaleziono ciało wielkiego polskiego himalaisty w szczelinie lodowej. To była nieprawda – mówi Dariusz Kortko, dziennikarz i współautor książki „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście”.

To była oficjalna wersja wydarzeń. No okej, powiedzieli na lotnisku dziennikarze, to dajcie nam zdjęcia ciała. Nie ma? No to z pogrzebu. Rozmowy trzeba było szybko uciąć. Nie ma filmów ani zdjęć, ciało wyglądało źle i nie nadawało się do uwieczniania.

Przez dziesięć lat nikt z uczestników wyprawy nie puścił pary z ust. Dlaczego? Rodzina Kukuczki nie dostałaby renty po zmarłym. Bo dla prawa niezwykle ważna jest różnica między „zginął” a „zaginął”. Gdyby podano, że ciała nie ma, rodzina Kukuczki nie dostałaby odszkodowania, nie miałaby z czego żyć. A Celina została z dwójką małych dzieci, z 9-letnim Maćkiem i 4-letnim Wojtkiem. Dopiero po upływie dziesięciu lat świat dowiedział się, jaka jest prawda.

- Może kiedyś odnajdą się szczątki – mówi Celina Kukuczka, wdowa po zmarłym himalaiście. - Czasami lodowiec odkrywa jakieś ciało poprzez to, że jest w ciągłym ruchu. Po iluś tam latach odnaleziono ciało Mallorego na Evereście, to było słynne poszukiwanie – mówi Janusz Majer, alpinista, przewodniczący Komisji Wspinaczki Wysokogórskiej PZA. - Nie sądzę jednak, by kiedyś powrócono do poszukiwań Polaka – dodaje.

24 października minie 27 lat od tragicznej śmierci Jerzego Kukuczki.

 

Czytaj więcej

 

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Europejski Kongres MŚP