Komentarz

Durczok: Ta wojna jest funta kłaków warta

Ratunek powinien być szybki i radykalny. Ale nie jest. Zamiast niego jest dym i medialny szajs. Tak tej wojny nie wygramy.

Platforma Obywatelska, której nikt we władaniu Śląskiem nie przeszkadza, właśnie staje do walki o kolejną kadencję rządów w województwie. Zajęta partyjnymi kłopotami, szorująca po sondażowym dnie, i mająca na pokładzie kilka personalnych, odbezpieczonych granatów, traci z oczu to, co dzieje się wokół. A może po prostu niewiele widzi. Złośliwie można by powiedzieć, że nic dziwnego, bo dym jaki snuje się wokół, zasłania życiowe problemy mieszkańców.  

Rok temu samorząd poszedł na wojnę ze smogiem. Chwała mu za to. Palący problem, mający swój finał w tym, co wychodzi z tysięcy kominów, zabiera życie konającym w męczarniach ludziom. Bo umierają na raka płuc i inne choroby, spowodowane trucizną atakującą z powietrza. Ale początek wojny odtrąbiono. Można by powiedzieć, lepiej późno niż wcale. Działania ratunkowe podejmowane w ostatniej chwili, mają jednak zwykle to do siebie, że są ostre i radykalne. Nie tym razem. 

Wczoraj wieczorem zapragnąłem sprawdzić, co internet mówi o zagrożeniu smogiem w mojej dzielnicy. Smród sugerował bowiem brutalny powrót do koszmarów poprzedniego sezonu grzewczego. Niestety. Dym z komina sąsiadów był tak gęsty, że nie było widać ekranu smartfona. No, może nieco przesadam, ale tylko odrobinę.  Kłęby spowiły cała okolicę ku uciesze pana Henia, wyglądającego filuternie zza firaneczki swojego małego domku w południowej dzielnicy miasta. Pan Henio radością malowaną na rumianej twarzy, dawał do zrozumienia, że jedyne co się liczy, to temperatura w jego domku. Pokasłujący i pomstujący sąsiedzi nie byli w stanie zakłócić owej radości, albowiem ciepło zdawało się jedynym bodźcem, docierającym do Pana Henia - palacza. A jakieś tam ostrzeżenia i pomiary były dlań odległe, jak konflikt o Falklandy. 

Pan Henio patrzył na świat z rozbawieniem. Z ruchu warg można było wyczytać, gdzie ma kolejne zarządzenia i straszenie mandatami. Municypalni policjanci mogą mu naskoczyć, bo jak zechce w swoim piecu zapalić ebonitowym kabelkiem i lakierowaną meblościanką babci Teresy, to zapali. I niech mu wszyscy ważni spróbują coś zrobić. Podobny do Heniowego dym snuje się po całej okolicy. Wraz z pierwszym przymrozkiem stanie się jeszcze bardziej dokuczliwy. I będzie już wyraźnym symbolem porażki władzy w tej batalii.  

W takich chwilach nietrudno o wniosek, że cała ta wojna ze smogiem jest funta kłaków warta. Taki medialny szajs bez większego znaczenia. Pan marszałek obwieszcza z powagą, że walka trwa. Służby donoszą o kolejnych sukcesach. Podkarmione samorządowymi zleceniami i reklamami media, relacjonują z zapałem, jak rozwija się wojenny, anty-smogowy front. Sejmik podejmuje kolejną uchwałę, radni - nomen omen - podymią, a rakotwórcze związki jak fruwały w powietrzu, tak fruwają. Zarobiona władza problemu nie widzi. No, ale nic dziwnego. Skoro powietrze jest siwe od dymu, to zwykle niewiele widać. Kominy pracują pełną parą (och, żeby to byłą para…), podobnie jak papierowa twórczość podległych marszałkowi i prezydentom urzędników. Na pytania wściekłych obywateli, straże miejskie karmią nas danymi, ile to mandatów za takie palenie syfem wystawiły.  

Polski Alarm Smogowy grzmi, że działania rządu to czysta papierologia. I że nie ma żadnych efektów programu „Czyste powietrze”. Może i tak. Ale jak dotąd, to rząd Beaty Szydło kazał spółkom węglowym natychmiast zakończyć handel najgorszym szajsem, jaki z powodu ceny, był głównym paliwem opałowym w przestarzałych piecach. I to jeden z niewielu konkretów w tej wojnie. PAS nawołuje, by Pani Premier zmobilizowała wreszcie swoich ministrów do działania. Fajnie. Ja nie jestem w żadnej koalicji, ale też nawołuję. Niechże Pan Marszałek Saługa skończy robić marsowe miny i mówić, że sprawa jest poważna. Wszyscy to widzą, więc bajdurzenie o oczywistościach, nikomu do niczego nie jest potrzebne. Zresztą Prezydent Krupa i inni prezydenci robią to samo. Konkrety Panowie, konkrety na stół. Platforma rządzi w województwie już 3 kadencje. Opowiadanie, że są wieloletnie zaniedbania, których od razu nadrobić się nie da, pokazuje, że PO niczym się nie różni od PiS. Do tej pory to PiS każde wystąpienie zaczynał od słynnego: Polki i Polacy! 8 lat zaniedbań poprzedniego rządu… Rzygać się chce od takiej retoryki. Ale widać politycy wszystkich opcji chorują na tę samą przypadłość. Wskazywanie oskarżycielskim paluszkiem na innych jest co najmniej zaraźliwe. 

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Tour de Pologne