Czytasz: Szukamy wiosny w Beskidach!
Wchodzimy na szczyt Jałowca i podziwiamy ośnieżoną Babią Górę. Zobaczcie nasze zdjęcia!

Kierunek Zawoja kojarzy się głównie z Babią Górą, najwyższym szczytem polskich Beskidów. A przecież dookoła wiele jest innych, wspaniałych tras, równie pięknych widokowo. Wybieramy jedną z nich.

Jałowiec ma 1111 metrów n.p.m. To szczyt Pasma Przedbabiogórskiego, które w zasadzie należy już do Beskidu Makowskiego, choć na mapach i w przewodnikach turystycznych często dzieli się je na Grupę Mędralowej, Pasmo Solnisk i Pasmo Jałowieckie, wszystkie zaliczając do Beskidu Żywieckiego.

Widać Babią Górę, Pilsko, a czasem też Małą Fatrę

Żeby wejść na Jałowiec jedziemy do Stryszawy, wsi położonej w okolicach Zawoi. Parkujemy w Stryszawie Matusy i ruszamy zielonym szlakiem do wsi Wsiórz. Dalej, niebieskim szlakiem docieramy na Jałowiec, skąd rozpościera się piękny widok na Beskidy i królującą nad okolicą, a także ciągle jeszcze ośnieżoną Babią Górę. Przy dobrej pogodzie można dojrzeć też Pilsko, Baranią Górę, Skrzyczne, a nawet słowacką Małą Fatrę.

Na szczycie znajdujemy krokusy. Wprawdzie nie tak wiele jak w Dolinie Chochołowskiej, ale też nie ma tam zalewu turystów, którzy za wszelką cenę muszą zrobić zdjęcie tym pierwszym oznakom wiosny. 

Szczyt pamięta historię II wojny światowej. Przez Jałowiec przebiegała granica pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a III Rzeszą. Stryszawa znajdowała się w Rzeszy, a Zawoja w GG. Ruiny jednej ze strażnic widoczne są na szczycie góry. Idąc szlakiem niebieskim w kierunku Lachowic na przełęczy Cichej możemy jeszcze odnaleźć pozostałości fundamentów większej placówki Grenzschutzu – niemieckiej straży granicznej.

Schodzimy żółtym szlakiem przez Przełęcz Kolędówki, po drodze mijając niewielkie schronisko. Wracamy do Stryszawy po sześciu godzinach i 18 kilometrach wędrówki.

Czytaj więcej