Czytasz: Szlak katowickich neonów
Był taki czas, że Katowice nazywano polskim Las Vegas.

Był taki czas, że Katowice nazywano polskim Las Vegas. Miasto było kolorowe od świateł neonów. I choć dziś daleko nam do tego tytułu, to w mieście można naliczyć już około stu neonów. Dominik Tokarski ze stowarzyszenia Moje Miasto zabiera nas na spacer śladem tych najważniejszych.

 Wszystko zaczęło się w 2008 roku. - Wtedy zacząłem zbierać neony. W Warszawie już zbierali, a mnie zainspirowało to, że przecież kiedyś Katowice zwane były polskim Las Vegas. Neony wisiały przy wejściu do sklepu obuwniczego, baru mlecznego, kwiaciarni czy sklepu z narzędziami. Myślałem sobie, że jak nikt się neonami nie zaopiekuje, to one zwyczajnie się zniszczą – opowiada Dominik Tokarski, który wraz ze stowarzyszeniem Moje Miasto zainicjował projekt Neon Katowice. - Pierwszy był neon Kina Millenium z ulicy Markiefki. Bardzo mi się spodobał, a starsza pani z dzielnicy pomogła mi go zdjąć – dodaje. Stare neony często giną, bo członkowie stowarzyszenia nie dotrą na czas. Tak się stało z neonem Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa. Przepadł. Ale coraz więcej osób wie, że są osoby, które przygarną taki neon. I wtedy dzwonią. - Tak pozyskaliśmy napis z Zenita oraz z Domu Zdrowia, mamy nie tylko napis, ale też eskulapa – tłumaczy Tokarski i podkreśla, że to jego hobby można nazwać fanaberią, która w dodatku sporo kosztuje. Sukcesem jest, jeśli uda się zdobyć złom, czyli napis, który już może wylądował na śmietniku. Czasem ma świetliste rurki, które mogą nawet działać, mimo iż nie odpalano ich od 30 lat. - I wtedy okazuje się, że neon klubu sportowego Kolejarz świeci na różowo, kto by pomyślał – śmieje się Dominik. Ale zazwyczaj te rurki trzeba zrobić od nowa i za nie zapłacić. Dominik rozbija wtedy świnkę skarbonkę. Opłaciło się, bo uratował już kilkadziesiąt neonów, które składowane są w piwnicy na ulicy Morcinka i właśnie w Strefie Kultury.

 
Obecnie w Katowicach działa około stu neonów i ciągle dochodzą nowe. - To z jednej strony stało się modne, ale pewnie jest też pokłosiem naszej pracy. Udowadniamy, że choć neon nieduży to wystarczy, że jest dobrze zaprojektowany i już ma większy potencjał reklamowy – mówi Tokarski. - Pojawia się świadomość, że lepiej zainwestować w inny rodzaj estetyki reklamowej niż wielkie szmaty – dodaje.

 

No to idziemy na spacer


1. Wybrałem Strefę Kultury na start, bo Krzysiek Krot (właściciel Strefy Centralnej, przyp. red.) złapał bakcyla i też zaczął neony zbierać. Ściągnął napis Rejon Boże Dary z szybu w Kostuchnie. Ma tutaj napis KTW z dworca kolejowego. No i odtworzył imbryczek, neon, który wisiał na rogu ulic 3 Maja i Stawowej. Tam działała kawiarnia Randia i on tam sobie pykał, pamiętam to z dzieciństwa. Kiedy się wychodziło z dworca i szło estakadą to wtedy było go widać. Nie zapomnę tego do końca życia. Napis zniknął w latach 90., ale Krzysiek go zrekonstruował. Powiesił na chwilę w tamtym miejscu, ale teraz już spokojnie sobie wisi w Strefie Centralnej. Tutaj też będą trafiały neony, które nie pojawią się na mieście, jak Pyrlik i żelazko czy Krówka.

 
2. Katowicki dworzec miał dziewięć neonów. Osiem na peronach, a jeden na dachu hali głównej. Kiedy wyburzano stary dworzec, inwestor pilnował tego neonu z hali, by go potem wiernie zrekonstruować. Mieliśmy dostać neon z peronu pierwszego, ale go zniszczono. Napis znaleźliśmy na stercie gruzu, skąd go sami wygrzebaliśmy. Zdobyliśmy neon z peronu drugiego, a trzeci i czwarty już odpuściliśmy. Mając w posiadaniu trzy napisy KATOWICE postanowiliśmy się nimi podzielić. I tak, jeden – ten zniszczony - trafił do naszej piwnicy, drugi znajduje się w Strefie Centralnej, a trzeci oddaliśmy do Muzeum Neonów w Warszawie, żeby i tam pojawił się nasz regionalny akcent.

Neon, który można zobaczyć na dachu hali jest odnowiony. Co się stało z tym starym, zielonym, który w latach 70. pojawił się na dworcu? - Mamy go u siebie. Odnowiliśmy już trzy litery, czyli KTW. Pozostałe czekają na swoją kolej – mówi Krzysztof Krot.

 
3. Centrum Informacji Turystycznej. Mam duży sentyment do tego neonu. Był jednym z pierwszych w centrum Katowic. Urząd Miasta się zgodził, by w centralnym miejscu zrobić neon. Gdy go odpalano, wydarzeniu towarzyszył Piotr Uszok, ówczesny prezydent. Były stoły nakryte obrusem, kieliszki z szampanem i media. Miasto dało tym samym zielone światło starym neonom, które zaczęły wracać do przestrzeni publicznej. 


4. Zenit. Nie marzyłem wcześniej, że będzie tak dobrze. Że właściciel domu towarowego ściągnie stary neon i zrobi jego wierną kopię, pisaną takim samym stylem. Nie poszli na łatwiznę, nie zrobili kasetonu, choć byłoby taniej. A napisów na Zenicie było już kilka, zmieniały swoje miejsca. Najważniejsze, że nie zniknęły. 


5. Logotyp miasta. Czyli serce. Wcześniej symbol starań miasta o Europejską Stolicę Kultury, a teraz logo Katowic. Jest to popularny neon, który pojawia się w całym mieście, w sumie w 20 lokalizacjach. Autor, Wojciech Janicki, zrozumiał Katowice i zaproponował logo, które ma węglową podstawę i kolorową górę z różnymi wysokościami. To wzór łatwy do ogrania, do spikselowania, zdecydowanie się sprawdza.

 
6. Teatr Śląski. To nowy neon i przykład tego, że instytucja publiczna też stawia na neonowe szyldy. Jego autorką jest Marta Gawin. Nowe logo przypomina różę, karuzelę albo kalejdoskop. I zastąpiło dawnego pegaza.

 
7. Zachód słońca. Neony nie muszą być widoczne w dzień. Bardziej się poważa te białe i przezroczyste, które nie wiadomo czym będą po zapaleniu światła. To noc sprawia, że neon ożywa i staje się jasne, o co w tej konstrukcji chodzi. Podobnie jest z Zachodem słońca. Napis zaprojektowało Supergut Studio i zrealizowano go podczas tegorocznego Street Art Festiwalu. To ciekawa praca artystyczna z dozą ironii. W miejscu centralnym, ale lekko zapomnianym, czyli nad rzeką Rawą.

 
8. Piwnica na ulicy Morcinka. Tutaj gromadzą się neony, które czekają na swoje drugie życie. Mamy napisy: Centrum, Junior, PKPe, Hotel Aria, Salon fryzjerski damsko-męski, Zenit, Społem, Restauracja, Mysłowice Brzezinka iKlub Sportowy Kolejarz.

Czytaj więcej