Czytasz: Szczepienia dzieci: Szczepić czy nie szczepić?

Szczepienia dzieci: Szczepić czy nie szczepić?

Dlaczego warto szczepić dzieci? Zapomnieliśmy o epidemiach? To się może zmienić. Przez niewiedzę

 

Rozmowa z dr n. med. Iwoną Paradowską-Stankiewicz z Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego ­­- Państwowego Zakładu Higieny

Zdążyliśmy już zapomnieć o groźnych epidemiach, bo wydaje się nam, że mamy ważniejsze problemy, a szczepionki uważane dotąd za dobrodziejstwo znalazły dziś, o dziwo, swoich przeciwników. 

Ruch antyszczepionkowy jest stosunkowo nowym zjawiskiem. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu praktycznie nie było tak zagorzałych przeciwników szczepień. Uważano za całkiem oczywiste, że u pediatry dostajemy karteczkę z terminem szczepienia lub otrzymujemy wezwanie i idziemy z dzieckiem do poradni na szczepienie. Ostatnio ta sytuacja zaczęła się zmieniać. Wynika to z kilku powodów, na przykład z tego, że mamy coraz więcej ludzi wykształconych, poszukujących informacji. Samo w sobie jest to zjawisko pozytywne, dobrze by jednak było, żeby wiedza, do której docierają ci rodzice, była merytoryczna i prawdziwa, czyli oparta na badaniach i dowodach naukowych. 

Kim są ludzie negujący potrzebę szczepień? 

Są to najczęściej zwolennicy naturalnych metod wychowania, osoby, które mają specyficzne, filozoficzne podejście do życia bez ingerowania w naturę. Obawiają się, że w wyniku działania szczepionki może dojść do pojawienia się poważnego objawu chorobowego. Jest też grupa rodziców, którzy nie negują programu szczepień, ale sprzeciwiają się jego elementom, kwestionując choćby czas podawania określonych szczepionek - uważają, że nie powinno się szczepić niemowląt w pierwszej dobie życia. W naszej lekarskiej praktyce spotykamy się z różnymi motywacjami odmowy szczepienia dziecka.

 Czy w Polsce jest wielu przeciwników szczepień? 

Posiadamy dane dotyczące liczby osób uchylających się od szczepień, w odniesieniu do obowiązkowego kalendarza szczepień dzieci od 0 do 19 roku życia. Niestety, w ostatnich 3 - 4 latach sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu. Obserwujemy skokowy wzrost liczby osób uchylających się od szczepień.  Przed 5 laty na szczepienia nie zgłosiło się ok. 3 - 3, 5 tyś. dzieci. W 2012 r. nie zaszczepiono  7, 5 tyś., w 2013 już  9,5 tyś., a w 2014 r. 12,7 tyś. Rok 2015 r. był rekordowy – aż 16 tys. dzieci nie dostało szczepionek. 

Trzeba nieszczęścia, żeby ludzie zastanowili się co robią, a właściwie czego nie robią dla swoich dzieci.

Ostatni, nagłośniony w mediach przypadek dotyczył dziecka zakażonego wirusem ospy wietrznej podczas modnego „ospa party”. Pojawiły się powikłania w postaci sepsy, która zakończyła się zgonem. To powinno być przestrogą;  takim memento mori. W komfortowej sytuacji powszechnego dostępu do szczepionek dziwi rezygnacja z tego dobrodziejstwa. Jeszcze trudniej pojąć fakt celowego zakażania dzieci. To jest już straszne, nie powinno mieć w żadnym wypadku miejsca, bo nigdy nie wiemy, jakie powikłania zdrowotne może zakaźna choroba wywołać u takiego malucha. 

Jest mnóstwo kontrowersji na temat szczepionek, na przykład hipoteza łącząca podawanie szczepionki z występowaniem autyzmu. Jakie gwarancje bezpieczeństwa dają nam producenci szczepionek?

Aby szczepionka znalazła się na rynku i była powszechnie dostępna musi przejść przez cały proces związany z badaniami i produkcją. Dopuszczenie do obrotu poprzedzają badania: na początku na zwierzętach i na małych grupach ochotników, potem na większej populacji. Ostatnią fazą jest monitorowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych, które są śledzone po pojawieniu się takiej szczepionki w obrocie. 

Drugi element, od którego bezpieczeństwo szczepionki jest uzależnione, to cały cykl produkcji. Mija kilka lat badań, zanim konkretna seria szczepionki trafi na rynek. Cykl produkcyjny szczepionek danej serii trwa około 3 lat, z tego 70 proc. stanowi kontrola jakości. Jeśli pojawi się jakakolwiek nieprawidłowość, cała seria jest likwidowana i cykl produkcyjny rozpoczyna się od nowa. To na pewno gwarantuje maksimum bezpieczeństwa. 

Trzecia kwestia dotyczy składu szczepionek. Obecnie w szczepionce oprócz samego drobnoustroju znajdują się także inne substancje, które także zostały zbadane pod kątem bezpieczeństwa. Są to tzw. adiuwanty, czyli wzmacniacze odporności immunologicznej. Są to różnego rodzaju związki, np. zawierające aluminium. Ilość tego pierwiastka w szczepionkach jest niewielka w porównaniu z codzienną podażą tego pierwiastka w różnych pokarmach czy w środowisku. Jest to pierwiastek powszechnie obecny w skorupie ziemskiej i codziennie się z nim stykamy. Inne substancje dodawane do szczepionek to na przykład tiomersal. 

Tiomersal to związek zawierający rtęć, czy może budzić niepokój rodziców?

Obawy rodziców powinny zniknąć, gdyż producenci na podstawie badań doszli do wniosku, że można wycofać się z dodawania tiomersalu do szczepionki. W większości dostępnych na rynku szczepionkach, ilość tiomersalu jest zaledwie śladowa. Związek ten dodaje się jedynie na etapie formulacji, czyli początkowego procesu tworzenia szczepionki. Obecnie nie ma on też zastosowania jako konserwant. Tiomersal to związek etylortęci, która jest pod względem swoich właściwości biologicznych bezpieczna w porównaniu z metylortęcią, rzeczywiście szkodliwą dla zdrowia. Etylortęć nie kumuluje się w organizmie i jest z niego wydalana. Zatem zadbano o to, żeby dodatki do szczepionek były maksymalnie bezpieczne.

Szczepienia 5w1 korzystne?

Większość rodziców wie, że powinno się dzieci szczepić, ale mają wątpliwości czy to bezpieczne, że mamy np. 6 różnych szczepionek w jednym ukłuciu.

Szczepienie 6 w jednym, czy szczepienie 5 w jednym jest korzystne i dla rodziców, i dla dziecka, ponieważ podczas jednej wizyty szczepiennej dziecko wytworzy odporność na 5 - 6 chorób. 

Czy w jednym zastrzyku kilka antygenów to dużo, czy mało? 

Wydaje nam się, że to dużo, a nasze dziecko jest jeszcze malutkie. Proszę sobie jednak wyobrazić, że w ciągu każdego dnia jest ono narażone na tysiące, dziesiątki tysięcy antygenów, których nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Opublikowane zostały badania mówiące o tym, ile antygenów organizm jest w stanie jednorazowo przyjąć i na nie odpowiedzieć. Wynik okazał się zaskakujący, bo jest to liczba 10 do 6 - 7 potęgi, (czyli 10 i 6 - 7 zer). Zatem nie musimy obawiać się dużej liczby antygenów w szczepionce, mały organizm doskonale sobie z nimi poradzi. 

A odczyny poszczepienne, a powikłania?

Nie zamykamy na nie oczu, nie można też panikować. Rejestracja NOP-ów (niepożądanych odczynów poszczepiennych) jest prowadzona przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - PZH. Musimy jednak odróżniać normalne reakcje po szczepieniu od reakcji niepożądanych.

Jeżeli dziecko gorączkuje powyżej 38 stopni, płacze i ten płacz jest nasilony tak, że trudno jest je uspokoić, jeżeli pojawiają się też inne objawy, które niepokoją rodziców, należy zgłosić to lekarzowi. Lekarz na podstawie swojej wiedzy, doświadczenia i badania dziecka podejmie decyzję, czy dana sytuacja kwalifikuje się jako odczyn niepożądany, czy jako zwykły  poszczepienny. To jest ważne rozróżnienie, ale dokonuje tego lekarz. Oczywiście wśród odczynów, które obserwujemy największy odsetek dotyczy tzw. odczynów miejscowych: pojawia się zaczerwienienie rączki czy nóżki. Zaczerwienienie może być kilku, kilkunastocentymetrowe, może towarzyszyć mu obrzęk i ból kończyny, w związku z tym maluch jest trochę płaczliwy i traci apetyt. Musimy patrzeć na dziecko nie tylko
z perspektywy tego, co pojawiło się na rączce czy nóżce, ale również bacznie je obserwować. 

Drugim objawem, który my również monitorujemy, w odróżnieniu od niektórych krajów Unii, jest podwyższona temperatura. Oczywiście poza gorączką, poza odczynami miejscowymi śledzimy także inne, niepożądane objawy. Zdarzają się one znacznie rzadziej w postaci tzw. poważnych odczynów, jak choćby niedający się niczym uspokoić płacz, trwający ponad 3 godziny. Taka sytuacja na pewno wymaga już zgłoszenia lekarzowi i zarejestrowania jako NOP. Są dzieci, które reagują w sposób wygórowany, nadmierny - mdleją ze strachu przed szczepionką. Trzeba rozróżnić takie omdlenia od utraty przytomności po szczepieniu, które też może się zdarzyć. To są przykładowe, najczęstsze NOPy. Zainteresowanych odsyłam do naszej strony internetowej www.pzh.gov.pl, gdzie w zakładce meldunki epidemiologiczne znajduje się biuletyn szczepienia ochronne. Można tam dowiedzieć się, ile było odczynów, jaki był ich typ i po jakich szczepionkach wystąpiły. Nie jest to żadną tajemnicą.

Czy decyzja o nieszczepieniu dziecka ma jakiś wpływ na dzieci zaszczepione? 

Lekarze alarmują, że niezaszczepione dzieci są zagrożeniem dla innych maluchów, a także dla nas wszystkich. Mimo że nieszczepienie dzieci jest wyborem ich rodziców, to im więcej takich przypadków, tym gorzej dla nas wszystkich. Spada bowiem  wówczas tzw. odporność zbiorowiskowa. Polega ona na tym, że jeśli w danej społeczności zaszczepiona jest wystarczająco duża liczba ludzi – na poziomie 90 proc., to wirus czy bakteria - przeciwko którym chronimy się szczepieniami nie będzie się rozprzestrzeniał. Ostatni raz ludzie masowo umierali blisko sto lat temu. Nigdy nie można mieć pewności, że choroba, która dzięki szczepieniom zniknęła, nie powróci, by zaatakować ze zdwojoną siłą.