Relacja

W nocy nad Śląskiem wisiało widmo skażenia chemicznego. System ostrzegania zawiódł?

Pytamy: z czego wynika nocny chaos informacyjny po pożarze fosforu w Chorzowie. Kto zawiódł: system czy człowiek?

Dzisiejszej nocy sytuacja w naszym regionie była bardzo niebezpieczna. O tym, że zagrożenie skażeniem chemicznym Chorzowa i kilku ościennych miast było realne świadczą działania chorzowskiej policji, która nocą wysłała funkcjonariuszy, żeby przez megafony informowali mieszkańców o niebezpieczeństwie. Jednak oficjalny system ostrzegania nie zadziałał. Dlaczego?

Regionalny System Ostrzegania

W przypadku pozostawionej walizki na lotnisku czy informacji o bombie w centrum handlowym reakcja jest natychmiastowa: alarm, ostrzeżenia, akcja służb. Nikt się nie zastanawia, czy o zagrożeniu informować w trakcie akcji, czy może dopiero wtedy, kiedy zagrożenie okaże się realne. Jest podejrzenie zagrożenia - jest alarm.

Ostrzeżenia o nawałnicach, powodzi czy innych zdarzeniach mogących zagrażać życiu lub zdrowiu miały się pojawiać od 1 stycznia 2015 roku w naszych telefonach komórkowych i na ekranach telewizorów. System miał być nowatorski i pozwalać na szybkie informowanie o zagrożeniach. Zawiódł w czasie nawałnic na Pomorzu. Nie ostrzegał także w czasie nocnego pożaru fosforu w Chorzowie. Mowa o Regionalnym Systemie Ostrzegania (RSO). 

RSO to pomysł z czasów PO. Wdrożył go Andrzej Halicki z ówczesną premier Ewą Kopacz. Idei nie porzucił także rząd Beaty Szydło. Co więcej, jeszcze w grudniu 2016 roku, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zarządziło szczegółową kontrolę dostępności sygnału TVP Info. Wtedy tłumaczono, że niezakłócony odbiór publicznych mediów jest kluczowym elementem informowania o zagrożeniach.


>> STAN KRYZYSOWY. SIEDZĄ I PATRZĄ <<


 

Zagrożenie, którego nie było?

Tymczasem w nocy wybuchł pożar fosforu w Chorzowie. Komunikat o zagrożeniu przekazywali przez megafon policjanci jeżdżący ulicami miasta w pobliżu zakładów azotowych. Nie wysłano jednak ostrzeżenia do mieszkańców ani mediów. Nie było komunikatów ani w radiu, ani w telewizji. Na stronach wojewody informacja o pożarze pojawiła się dopiero w dobowym raporcie publikowanym o godz. 7:30. Wcześniej, bo już ok. 7 rano informowaliśmy o tym na naszym portalu, przywołując komunikat Polskiej Agencji Prasowej.

A Śląsk huczał od informacji o zatrutym powietrzu. Ludzie ostrzegali się na portalach społecznościowych, oczekując kwaśnych deszczy i zatrutego powietrza. Taka informacja przez jakiś czas wisiała na stronie UM w Siemianowicach Śląskich. Wrażenie powszechnego armagedonu potęgowały komunikaty krążącej policji. A oficjalny kanał informacyjny o zagrożeniach milczał. Dlaczego?

- Nie było realnego zagrożenia skażenia środowiska na obszarze Chorzowa i okolicznych miejscowości - dowiadujemy się w Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego.

To oficjalne stanowisko. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że komunikat o zagrożeniu został przygotowany przez dyżurnego WCZK i był gotowy do rozesłania, ale… został wstrzymany. Przez kogo?

Przez tę samą osobę, która kazała policjantom informować o zagrożeniu. Jak twierdzi WCZK, przez dowódcę akcji z PSP Chorzów.

Rzecznik Prasowy Komendanta Miejskiego PSP w Chorzowie tłumaczy, że nie informowano o zagrożeniu, bo realnie go nie było.

- Wydano polecenie, żeby ostrzec ludzi w budynkach zamieszkania zbiorowego w pobliżu zakładów azotowych na wypadek gdyby doszło do rozprzestrzenienia się ognia - mówi mł.bryg. Arkadiusz Labocha.

Zdaniem rzecznika spaleniu uległo zaledwie 50 kg fosforu. Do samoistnego zapłonu doszło o 23:15, kiedy 250-litrowa beczka przewróciła się w czasie rozładunku. O 23:45 pożar był już ugaszony, a pomiary gazów pożarowych prowadzone przez pluton ratownictwa chemicznego nie wykazały przekroczenia substancji niebezpiecznych.

- To było prewencyjne ostrzeżenie i poinformowanie ludzi, którzy na pewno sami by się interesowali. Chcieliśmy wykluczyć domysły i insynuacje - dodaje mł.bryg. Arkadiusz Labocha.

Chaos informacyjny 

O tym, że doszło do chaosu informacyjnego przyznają jednak pracownicy Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. W poniedziałek mają zostać wyjaśnione okoliczności sprawy. Jedno jest pewne. Akcja dowodzona przez PSP Chorzów była sprawna pod względem ratowniczym i pożarowym. Zarządzanie informacją pozostawia wiele do życzenia.

Czytaj więcej

 

Napisz do autora m.ciesla@silesion.pl
Zmiana kategorii na: MODA I URODA