News, Komentarz

Świeżaki za... seks?

To swego rodzaju presja związana z zakupami- mówi etyk z Uniwersytetu Śląskiego o szaleństwie pluszowych maskotek z Biedronki.

Świeżaki, czyli pluszowe maskotki w kształcie warzyw i owoców to zabawki, na których punkcie oszalały dzieci i ich rodzice. Żeby je zdobyć, trzeba uzbierać określoną liczbę naklejek. Każde wydane 40 zł to jedna naklejka. Promocja „Gang Świeżaków II” zaczęła się pod koniec sierpnia i potrwać ma jeszcze do grudnia. O ile starczy zapasów, bo przy ostatniej akcji maskotek zabrakło.

Świeżaki to: Groszek Grześ, Rzodkiewka Żaneta, Kalafior Krzyś oraz Borówka Basia. Juniorzy: Marcheweczka Marysia, Jabłuszko Antoś, Truskaweczka Tosia, Brokułek Bartuś oraz dwóch nowych bohaterów – Czosneczka Czesia i Bakłażanka Błażejka.  

Świeżak za seks

Co ciekawe, sympatyczne maskotki są już dostępne nie tylko w sieci Biedronka, ale i na... aukcjach internetowych. Kto wie, czy gorączka, jaka opanowuje rodaków zbierających świeżaki dla swoich pociech nie pokonała już szału z jakim Japończycy polują na Pokemony. 

CZYTAJ TAKŻE: "ZABRZING" PRZESYŁEK Z CHIN

Walka o zdobycie świeżaków z bitwy przerodziła się w wojnę. Jeśli wierzyć internetowi, pojawiły się osoby, które proponują barter – gorąca maskotka w zamian za nie mniej gorące chwile spędzone razem. Jedna z pań z województwa mazowieckiego postanowiła nawet ukraść naklejki ze sklepu, aby zdobyć świeżaka. W walce o maskotkę kobiety rzucają przysłowiowym mięsem i nie mają żadnych zahamowań. Sytuację wykorzystują też mężczyźni, oferując w internecie świeżaki... za seks.

"Łapanie klienta od tyłu"

Etyk z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach dr hab. Mariusz Wojewoda mówi, że tego typu akcje to tzw. łapanie klienta od tyłu, w tym przypadku przy pomocy dziecka. Wojewoda wspomina, bardzo podobną akcję, która dopiero co zakończyła się w Lidlu. Wówczas za określoną wydaną kwotę otrzymywało się gumowe smerfy przylepki. Etyk zadaje pytanie, czy tego typu akcje z wykorzystaniem dziecięcych emocji spełniają jakiekolwiek standardy etyczne?

- Ofiarami nacisku są dzieci, które wywierają później presje na rodziców - mówi Wojewoda.

I w ten sposób rodzice do koszyków wkładają więcej towaru, niż w rzeczywistości potrzebują, tylko po to, żeby otrzymać naklejkę, która przybliży ich dziecko do posiadania świeżaka.


- To swego rodzaju presja związana z zakupami – dodaje Wojewoda.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby była to presja związana z odbiorcą, który jest świadomy i przygotowany na tego typu akcje. W tym przypadku akcja kierowana jest do dziecka, które nie do końca jest świadomym klientem. Dlatego tak ważna podczas tego typu akcji jest rola rodziców.

Wojewoda porównuje akcję Biedronki do świątecznych wyprzedaży, wówczas kupujemy zupełnie niepotrzebne nam rzeczy, tylko dlatego, że są w promocji.

- Dlatego rodzic powinien potrafić powiedzieć: „Nie będę robił specjalnie większych zakupów, po to, żebyś miał taką maskotkę” - mówi Wojewoda.

- Potrzeba większej świadomości rodziców. Pytanie tylko jak poradzą sobie oni z odmawianiem swoim pociechom – dodaje.

Śledząc wpisy rodziców, pojawiające się w sieci na temat świeżaków można wywnioskować, że z odmawianiem nie radzą sobie zupełnie.

Wojewoda dziwi się, że tak dobrze funkcjonujące dyskonty, jakimi są Biedronka i Lidl posuwają się do tego typu akcji. - Mają masę pieniędzy i nie narzekają na brak klientów. Działa to chyba jednak na zasadzie rywalizacji, jak jeden coś wypuści, to drugi czuje się zagrożony – sumuje.

A co do świeżaków, warto policzyć. W obecnej edycji jeden "dorosły" świeżak to 60 punktów, na "juniora" trzeba uzbierać o połowę mniej. Jeden punkt to zakupy za 40 złotych. Szybka kalkulacja i wiemy, że jedną, dużą maskotkę dostaniemy po wydaniu... 2400 zł. Naprawdę? Warto?

Czytaj więcej

Napisz do autora a.smolak@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kultura