Czytasz: Żona i matka górników w rozmowie z Silesion.pl: "stres nie opuszcza mnie nigdy!"

Żona i matka górników w rozmowie z Silesion.pl: "stres nie opuszcza mnie nigdy!"

Oni zjeżdżają pod ziemię. Ale to one codziennie o nich drżą. Zobacz wzruszającą rozmowę z żoną i matką górników.

Pani Anna Majerczyk. Magister fizyki. Na co dzień żona i matka górnika. Od ponad 30 lat żyje w wyniszczającym stresie. Kiedy jej mąż Zdzisław przeszedł na emeryturę, odetchnęła z ulgą. O niego już drżeć nie musi, ale pod ziemię wciąż zjeżdża jej syn.

Łatwo nie było. Znajomi śmiali się, że nie ma nic gorszego niż baba z Sosnowca. Ale pani Ania i pan Zdzisław i tak się w sobie zakochali. Poznali się w klubie studenckim, a potem okazało się, że pan Zdzisław zamierza iść w ślady ojca i pracować pod ziemią. Miłość jednak zwyciężyła, sosnowiczanka weszła w środowisko górnicze, przeprowadziła się do Katowic i zaczęła się tu bardzo dobrze czuć. Do czasu, aż mąż nie zaczął spóźniać się z pracy do domu.

Kiedy zbliżała się godzina powrotu...

- To był koszmar. W tamtych czasach nie było telefonów komórkowych. Mąż dojeżdżał do pracy z przesiadkami. Takie były początki naszego małżeństwa - opowiada pani Anna. - Wiedziałam mniej więcej, o jakim czasie wraca. Kiedy się zdarzało, że wypadł tramwaj, albo opóźnił się wyjazd z kopalni, to stałam w oknie. Stałam i patrzyłam czy już idzie. Dzieci stały obok i wszyscy to w jakiś sposób przeżywaliśmy. Kiedy się już pokazał na horyzoncie, przychodziła ulga i wszystko z człowieka schodziło.

Potem dołączył do niego syn

Mąż pani Anny wybierając zawód górnika poszedł w ślady swojego ojca. Nie było więc dużym zaskoczeniem, kiedy syn państwa Majerczyków również postanowił spróbować swoich sił w kopalni. Czy pani Anna próbowała odwieść syna od tej decyzji? Jak się okazuje, nie miała innego wyboru, jak tylko zaakceptować tę decyzję.

- To wyszło z tradycji rodzinnej - tłumaczy. - Teść bardzo ciężko pracował na kopalni Wieczorek, jak to mówili: „na łopacie”. Potem pracę zaczął tam mąż. Tradycja, ale i sytuacja na rynku zdecydowały, że i syn poszedł na kopalnię. - Czym niepokój matki różni się od niepokoju żony górnika? I jak pani Anna radzi sobie z towarzyszącym jej niepokojem? - Zawsze jak słyszę, że gdzieś coś tąpnęło... to po prostu dzwonię - mówi. - Dziś jest łatwiej o informację, ale stres nie opuszcza mnie nigdy. Na szczęście nie doświadczyłam tak tragicznych sytuacji, jak niektóre kobiety, ale dobrze wiem, co przeżywają.

Każdy powinien zjechać na dół

Pani Anna mówi, że w zrozumieniu trudów pracy męża pomogła jej wizyta w kopalni. Po tym, kiedy zjechała pod ziemię i poznała warunki towarzyszące górnikom w codziennej pracy, nabrała nowego szacunku dla zawodu górnika.

- Tego się nie da opisać, tam każdy powinien zjechać i to zobaczyć - mówi pani Anna. - Tam nie ma prostych chodników, droga do ściany prowadzi przez zakamarki, chwilami nic nie widać, jest straszny huk, jest duszno i gorąco. Wyjechałam wykończona. Wtedy dopiero człowiek nabiera jeszcze większego szacunku dla tych ludzi i ich pracy.

Czytaj więcej