News, Historia

Stracił nogę i zaczął pić. Chcą postawić mu pomnik

W żółtej czapce i z uśmiechem na ustach. Pan Włodek zamiatał ulicę Długą w Jaworznie. Wtedy już czuł się szczęśliwy. Ale nie zawsze tak było...

Odnajduję go na internetowej mapie. Ksiądz Mirosław powiedział, że trzeba wpisać w nawigację ulicę Długą w Jaworznie. I tam go znajdę. Jest. Ma żółtą czapkę z daszkiem i miotłę w dłoniach. Zawsze przy pracy, dokładny i uczynny. Właśnie tak go zapamiętają.

Ale nie zawsze tak było. 

Został inwalidą, sięgnął po butelkę

Pan Włodek powiedziałby pewnie, że los się do niego nie uśmiechał. Kiedy miał 20 lat, pociąg przetrącił mu nogę. Dostał drewnianą protezę, ale był inwalidą i stracił motywację do życia. Sięgnął po butelkę. Pierwszy raz napił się z kuzynem, który przyszedł naprawić radio. Powiedział Włodkowi, że wino jest zdrowe i dobre na krew. Jego matka zmarła, a ojciec odszedł do innej kobiety. Mieszkanie Włodka zamieniło się w melinę, a przyjaciółmi stali alkoholicy. Mówili, że zapanowała moda na alkoholowe eksperymenty jak rozcieńczony denaturat. Spotykali się i pili. Włodek uzależnił się od alkoholu.

Tylko czasami robił dobre uczynki. Chodził na niedzielną sumę do kościoła w Jaworznie. Zawsze wrzucił grosz potrzebującemu. Po tych drobnych gestach miłosierdzia czuł się lepiej.

Spalił mu się dom i trafił do Betlejem

A przyjaciół powoli tracił, nadużywali wódki i umierali. Pewnie umarłby i Włodek, gdyby nie uniknął śmierci. Ktoś nie zgasił papierosa i zaprószył mieszkanie. Wybuchł pożar i Włodek ledwo umknął przed płomieniami. Trafił do szpitala, a potem nie miał już dokąd wrócić. Trafił do Betlejem. - Dzięki pani w sklepie mięsnym. Włodek tam przychodził, miał tam otwarty rachunek i ta pani znała go, wiedziała, jaką ma sytuację. Pokierowała go, żeby do nas przyszedł – mówi ksiądz Mirosław Tosza z jaworzniańskiego Betlejem.

Wspólnotę „Betlejem” tworzą mieszkańcy domu przy ul. Długiej 16 w Jaworznie, ich przyjaciele i wolontariusze. W domu – 100 letniej starej szkole podstawowej – mieszka obecnie 20 osób. Wielu mieszkańców ma za sobą bolesne doświadczenie bezdomności, uzależnienia, rozbitego małżeństwa, utraty wolności i odrzucenia. We wspólnocie wspierają się nawzajem, by odzyskać nadzieję, odnaleźć cel i sens życia.

Deski ze spalonego domu zamienił w ikony

W Betlejem jest taka zasada, że utrzymują się z pracy rąk własnych. Nie proszą o pieniądze, a szukają zajęć, by mieć na chleb. Włodek też znalazł sobie pracę. Ale najpierw poprosił księdza Mirka, by pojechał z nim do spalonego domu. Łza zakręciła się w jego oku.

- Tak przeżywał, że bał się wyjść z auta, by zobaczyć ten dom. W końcu pooglądaliśmy go i zaczęliśmy przeszukiwać zgliszcza – mówi ks. Mirosław.

Smutny to widok, zgliszcza w miejscu, które kiedyś nazywało się „domem”. Ale co to był za dom. Włodek powiedział wtedy, że umarłby, gdyby nie ten pożar. Zaczął zbierać spalone deski z podłogi, sufitu, z drzwi. Jakby kawałek swojej przeszłości pragnął zachować dla siebie. Te zwęglone deski zamienił potem w ikony. Okazało się, że to dobry materiał do pracy.

- To był grudzień i z tych desek zrobiliśmy ikony na prezenty. Pan Włodek pomagał przy czyszczeniu ikon. Cały czas tą metodą pracujemy – tłumaczy ksiądz Mirek.

Złapał miotłę i zamiatał siedem lat

A ikony Włodka zaczęły się sprzedawać. Zarobione pieniądze cieszyły jak nigdy wcześniej. Ale Włodek wiedział, że może więcej. Nie chciał tylko siedzieć w pracowni. Złapał miotłę i zaczął sprzątać ulicę Długą. Robił to bezustannie, latem zamiatał, a zimą odśnieżał. Chciał, żeby było czysto i swoją pracę wykonywał sumiennie i z oddaniem. Spadł liść, a Włodek wychodził z miotłą. Jaworznianie zaczęli go poznawać, witać się z nim. A on czyścił i czyścił. Niezmiennie w swojej żółtej czapce z daszkiem. Zawsze z miotłą w dłoniach. Włodek był bardzo lubiany i zachował wrażliwość, miał swój charakterystyczny język.

- Był naszym mobilnym ambasadorem. Wszyscy go chwalili, a Włodek lubił rozmawiać z ludźmi, paląc przy tym papierosa – opowiada ksiądz Tosza. - Cios przyszedł, kiedy dostał udaru i przestał mówić. Bardzo się tym przejmował. Uczył się mówić i szło mu to opornie. Ale do końca zamiatał, choć lekarz kazał się oszczędzać – dodaje.

Chcą postawić mu pomnik, żeby o nim nie zapomniano

Rok temu zmarł. W Betlejem mieszkał siedem lat i pogrzeb miał jak książę. Przyszło mnóstwo ludzi, było wielu księży i zdjęcie Włodka na trumnie. Ksiądz Mirek chciał, żeby ulicę Długą nazwać imieniem Włodka. Śmieją się tu, że ktoś kiedyś nazwał ją ironicznie, bo to chyba najkrótsza ulica w mieście. Ale zmiana nazwy to nie taka prosta sprawa. Pojawił się więc inny pomysł. Przecież Włodkowi można postawić pomnik przed wejściem do Betlejem. Oczywiście z miotłą. Żeby o nim nie zapomnieli.

- Chcemy ufundować pomnik, jaki się stawia ludziom ważnym. Włodek z miotłą stałby przy bramie i witał ludzi wchodzących do domu. Kraków ma Skrzyneckiego, w Katowicach na ławeczce siedzi Ligoń. Chcielibyśmy na wiosnę mieć obok Włodka – tłumaczy ksiądz.

To miałby być taki postument w hołdzie zwykłemu człowiekowi, który dbał o swoje otoczenie. Człowiekowi, do którego w końcu uśmiechnął się los.

***

Ikony można znaleźć na stronie stowarzyszenia Betlejem. A w siedzibie przy ulicy Długiej 16 w Jaworznie dostaniemy album „Różnica” Jacka Hajnosa. To 77 portretów osób bezdomnych wraz z ich wypowiedziami. Autor rozmawiał z bezdomnymi i przez pięć lat ich portretował. W książce Hajnosa spotkamy też pana Włodka.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Video