News

Strach przed czarownicą i...kretem

Magia płodności, próba wykiwania zwiastuna śmierci i grzebanie żuru. Wielkanoc kryje takie tajemnice, o których nawet nie słyszeliście.

Jest zmienna i selektywna – o tradycji mówi dr Grzegorz Odoj, etnolog z Uniwersytetu Śląskiego. Ale trwa, a w święta nabiera szczególnego znaczenia. - Magicznego – podkreśla naukowiec i przypomina zapomniane zwyczaje wielkanocne.

Kret i śmierć wśród domowników

Co zrobić ze skorupkami jaj ze święconki? Absolutnie nie można ich wyrzucać. Dlaczego? Bo skorupki mogą nas przestrzec m.in. przed zwiastunem śmierci w rodzinie. - Niegdyś wierzono, że był nim kret. W momencie, gdy podchodził pod domom, było jasne, że kogoś niebawem ubędzie – mówi dr Odoj. Tłumaczy, że metodą na złą wróżbę miało być zatykanie kretowisk poświęconymi skorupkami. - Zakopywano je też na polach, co miało dać zapewnienie obfitych płodów. Zaś w religii prawosławnej, w okresie wielkanocnym zanoszono na groby, a nawet wkładano do trumien – mówi etnolog.

Zlokalizuj czarownice. Na procesji wielkanocnej

Szczególnego znaczenia podczas świąt nabierała też gałązka wierzbowa. Dodawano ją do plamy, a później robiono z niej tzw. karwacze. - W poniedziałek wielkanocny należało pannę najpierw zlać wodą, a karwaczem wierzbowym osuszyć – mówi dr Odoj. Dodaje, że niegdyś święcono także...ciernie. - Wierzono, że światem od piątku, godziny 15 – czyli momentu śmierci Chrystusa na krzyżu, światem rządzą ciemne moce. Obawiano się głównie czarownic, ciernie – rozłożone prze domem i wzdłuż ścieżki wiodącej do domostwa, miały zapobiec wizycie czarownicy – mówi specjalista od wierzeń i zwyczajów. Dodaje, że czarownic wypatrywano także podczas wielkanocnych procesji. - Jeśli kobiety oddzielały się od procesji, rozglądały, nie skupiały na nabożeństwie albo zasłaniały twarze, oznaczało to, że mają kontakt z mocami ciemności – zaznacza naukowiec.

Karczma, która się zapadła

W wyjątkowy sposób czciło się kiedyś także Wielki Piątek. - Atmosfera w niektórych domach zbliżona była do tej pogrzebowej. Zasłaniano lustra, zegary, ze ścian zdejmowano krzyże, obijano je w materiał i chowano do szuflady – wyjaśnia dr Odoj. Dodaje, że w czasie symblolicznego dnia śmierci Chrystusa, obowiązywał zakaz wykonywania ciężkich prac („I tak nie narąbałoby się wówczas drew, bo stawały się wyjątkowo twarde” - tłumaczy) oraz post ścisły. Jeśli, ktoś go nie zachowywał, liczyć musiał się z sankcjami. - Najpoważniejsze dotyczyły sytuacji, gdy ktoś pił alkohol. Młodych brało się wówczas w dolinę czy leśne zapadlisko, gdzie jakoby miała stać niegdyś karczma. Gospodarze dawali napitek gościom, przez co karczma miał się tutaj zapaść – zaznacza etnolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Bazie na febrę i podłoga pełna krwi

Zapomnianych tradycji wielkanocnych jest więcej. Dziś nie jemy już bazi (jedna miała być na febrę dwie lub trzy – na poważniejsze choroby), do koszyczka zagłębiańskiego nie wkłada już ziemniaka (pól uprawnych w Zagłębiu Dąbrowskich nie ma tyle, co kiedyś), zaś procesje biczujących się nabożników odeszły do lamusa. Takie tradycje niegdyś były jednak żywe. - Jeden z francuskich pisarzy, żyjących w XVIII wieku, opisał wizytę na Śląsku w trakcie Wielkiego Piątku. Pochód Kapników, czyli biczujących się był tak długi, że w kościele krew zasłaniała całą podłogę – mówi dr Odoj. Zaznacza jednak, że tradycje wracają. Co więcej, reaktywują je osoby młode. - To nadzieja na piękne święta jak sprzed lat – uważa naukowiec.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Zdrowie