News, Kultura

Tomasz Stańko o festiwalu Jazzowa Jesień

15. edycja festiwalu Jazzowa Jesień rozpocznie się 14 listopada w Bielsku-Białej.

Człowiek popełnia błędy, ale sztuką jest wiedzieć jak później z nich wybrnąć; Mozart nie poprawiał swoich partytur - powiedział PAP trębacz Tomasz Stańko dyrektor artystyczny festiwalu Jazzowa Jesień – 15. edycja imprezy rozpocznie się 14 listopada w Bielsku-Białej.

PAP: Czy jubileuszowa 15. edycja festiwalu Jazzowa Jesień będzie w pewien sposób szczególna? 

Tomasz Stańko: Festiwal od lat organizuję z córką Anną - to ona ustala program w konsultacji ze mną. Tegoroczna Jazzowa Jesień jest kameralna; tak jak wytwórnia ECM, tak jak moja estetyka. Po raz kolejny rozpoczyna go sztandarowa postać ECM’u Jan Garbarek, którym grywał w Bielsku już parokrotnie ze swoim doskonałym składem, z hinduskim perkusistą Trilokiem Gurtu. Zaprosiliśmy wybitnego gitarzystę Kurta Rosenwinkela,zagra też Alexi Tuomarila trio. 16tego listopada - Tigran Hamasyan - wybitny armeński pianista solo i bardzo ciekawe trio Dava Hollanda - gitara, bębny i kontrabas. Następnie mamy szeroki program inspirowany religijną muzyką kubańską, przygotowany przez Davida Virellesa, którzy jest moim pianistą z nowojorskiego kwartetu. Zagra również kwartet Tarkovsky z Francoisem Couturierem na fortepianie i Anją Lechner na wiolonczeli. Ja rozpocznę z Davidem Virelesem w duecie, a zakończę Requiem dla Coltrane’a z RGG i Adamem Pierończykiem.

PAP: Jak zmienił się festiwal na przestrzeni lat? 

Tomasz Stańko: Organizatorem jest miasto Bielsko-Biała - niesamowite i pełne muzyki, gdzie organizowanych jest kilka festiwali różnego typu - muzyki sakralnej, jazzowy i kompozytorski. Od lat dyrektor Bielskiego Centrum Kultury Władysław Szczotka oraz prezydent Jacek Krywult wspomagają Jazzową Jesień swoją charyzmą. Festiwal ma swoje tradycje. Przez te 15 lat gościliśmy wielu bardzo ciekawych artystów: był Ornette Coleman, Maria Schneider z zespołem, Chick Corea, Charles Lloyd, Cecil Taylor - naprawdę wybitni i popularni artyści. 

Od kilkunastu lat artyści zaczynają być angażowani przez festiwale do układania programów. W przypadku Jazzowej Jesieni, miasto zleciło to mnie. Każdą decyzję konsultujemy z przedstawicielami miasta, ale układam też ten program jak dla siebie. Mam skłonności do bardzo wyrafinowanych gatunków muzyki - takie też te festiwale są: kameralne, czyste muzycznie, nie interesują nas jam session, lecz koncerty. Podobnie oprawa plastyczna, która również nadaje atmosferę oraz przede wszystkim świetna muzyka artystów współpracujących z wytwórnią ECM, ale nie tylko. Do tej pory mieliśmy kilku takich artystów, którzy stanowią można powiedzieć kamienie milowe jazzu.

PAP: To jazz podlega również zmianom czy zmienia się odbiorca muzyki? Bo jak inaczej uzasadnić popularność artystów zza oceanu takich jak Kamasi Washington, brytyjskiego zespołu Yussef Kamaal, a także wrocławskiego septetu EABS – Electro Acoustic Beat Session, który kontynuuje tradycję polskiej szkoły jazzu nagrywając krążek odwołujący się do twórczości Komedy?

Tomasz Stańko: Zmienia się wszystko, jak w rzece, w której jest niby wciąż ta sama woda. Wszystko ewoluuje, a jednocześnie, dzięki estetyce, jest dosyć stałe. Podejście muzyków różni się jednak od podejścia producentów. Układam program festiwalu w ten sam sposób jak dobieram swoje zespoły; casting jest dosyć intuicyjny. Wydaje mi się dosyć logicznym zorganizowanie tego tak, bym ja sam chciał posłuchać.

PAP: Uważa pan jazz za muzykę wyrafinowaną, ale nietrudną. Można powiedzieć, że jest Pan popularyzatorem tego gatunku?

Tomasz Stańko: Trudno powiedzieć czy ja jestem popularyzatorem, z tym trzeba uważać. Popularyzatorem jest raczej organizator festiwali. Ludzie sami wybierają sobie to czym chcą się interesować. Często decyduje o tym przypadek. Sztuka nie jest trudna, lecz trzeba poświęcić jej czas. Przeważnie ludzie interesują się np. jazzem czy innymi wyrafinowanymi gatunkami muzyki, ponieważ chcą być trochę inni od słuchających rocka czy hip-hopu. Teraz gatunki rozszerzają się do tego stopnia, że muzyką popularną jest tylko typowy pop, a inne "muzyki" nieustannie ewoluują i rozwijają się. 

Wszystko jest interesujące, właściwie tylko nie znajduję przyjemności w słuchaniu disco-polo. W pozostałych gatunkach są natomiast rzeczy, które są dla mnie w pewien sposób nowe, świeże - z nich mogę skorzystać. Disco-polo jest przaśne, nie ma tam żadnych ciekawych, interesujących struktur. 

Jazz jest jaki jest - niewątpliwie wymagający, improwizowany, do czego ludzie nie zawsze są przyzwyczajeni. Niektórzy lubią wiedzieć czego się spodziewać. Popularyzuję tę muzykę, bo żyję z niej, gram coraz więcej. Sądząc po liczbie młodych muzyków, sytuacja jest niezwykle dobra.

PAP: Często podkreśla pan znaczenie improwizacji i akceptacji popełnionych błędów i - co więcej - przyjmowanie ich jako szansy na zrobienie czegoś nieprzewidzianego, zaskakującego. W życiu jest jak w muzyce?.. Wystarczy w kolejnym kroku uzasadnić fałszywą nutę, aby wyjść z sytuacji obronną ręką?

Tomasz Stańko: To bardzo ważna życiowa umiejętność. Człowiek popełnia błędy, ale sztuką jest później z tego błędu wybrnąć. W jazzie uzasadnia się błąd - przypuszczam, że robił to już Mozart, który nie poprawiał swoich partytur. Pisał bezbłędnie i dzięki temu miał tę świeżość pierwszego, intuicyjnego brzmienia. Później, gdy coś było niezgodne z prawidłami harmonii, uzasadniał to ciekawym rozwiązaniem, następną nutą. Wolał to zrobić niż poprawiać - to był geniusz!

PAP: To dzięki improwizacji muzyka grana na żywo tak dalece odbiega od tego co słyszymy w nagraniu na płycie?

Tomasz Stańko: Każdy z muzyków jazzowych ma swoją osobowość. Ona jest ważna, odpowiada za styl, unikatowość. Charlie Parker gra na saksofonie Inaczej niż John Coltrane. Ja lubię grać z młodymi - oni mają w sobie wszystko i jeszcze coś nowego, dzięki czemu sam mogę znaleźć się w nieco innym czasie niż jestem.

PAP: Powiedział pan w jednym z wywiadów, że przez całe życie gra tę samą muzykę. Idąc tym tropem, styl pana muzyki mówi o własnej osobowości, chwilowym nastroju, który towarzyszy podczas nagrania czy jest to wypadkowa tych dwóch?

Tomasz Stańko: Jestem dosyć jednorodny. Moja melodyka, skłonność do melancholijnej nuty, pewnego typu zadumy... To wypadkowa całej mojej estetyki. Gram to co mi się podoba. Wtedy jestem sobą, a to co gram zbliżone jest najbardziej do mojej osobowości.

PAP: Harry Bosch - postać z kryminałów Michaela Connelly'ego w zaciszu mieszkania słucha pana muzyki, co więcej: "włącza płytę Soul of Things i uznaje, że nawet Miles musiałby uznać geniusz Tomasza Stańki". Stał się Pan bohaterem popkultury.

Tomasz Stańko: Tak, co mnie bardzo cieszy, bo ja jestem fanem popkultury. Uważam, że w popkulturze jest miejsce dla wszystkich - bardzo wyrafinowanych produktów jak i dla rzeczy popularnych. To nowy trend, który z szacunkiem odnosi się do słuchaczy, publiczności, odbiorców, a nas artystów stawia w pewnej określonej pozycji. To dla mnie bardzo pozytywne określenie, które mnie motywuje.

rozmawiał Marek Sławiński

Czytaj więcej

Zmiana kategorii na: Kongres