Relacja, Komentarz

Sprawa katechetki z Jaworzna. Co wykazała kontrola w szkole?

Modlitwa by jeden z uczniów umarł, wyzywanie podopiecznych od szatanów, rzucanie kluczami. Zarzutów było wiele. Kuratorium Oświaty wizytujące podstawówkę w Jaworznie potwierdziło tylko jeden.

Powinna zgłosić incydent, ale tego nie zrobiła. Mowa o Urszuli Taborskiej - nauczycielce religii z SP nr 14 w Jaworznie – i o sytuacji z końca poprzedniego roku szkolnego, którą opisaliśmy jako pierwsi.

Na katechezie dla pierwszaków nauczycielka religii zapaliła świecę. Dzieci miały do niej podchodzić i dotykać leżącego na biurku kamienia (z ziemi świętej - jak wyjaśniała później Taborska). Jednej z dziewczynek od świecy zajęły się włosy. Katechetka kazała sześciolatce przemyć kosmyki w umywalce i na tym sprawę zamknęła.

Dziwne metody katechetki

- O wszystkim dowiedziałam się przez przypadek. Co więcej, gdy sprawa wyszła już na jaw, winą za wszystko obarczono moje dziecko. Dyrekcja stwierdziła, że jest nadpobudliwe – denerwowała się matka dziewczynki. Przyznawała, że jej samej córka o niczym nie powiedziała. - Jest dość skryta, w dodatku musiała być wystraszona – mówiła matka. Dziwiła się, że dyrekcja podstawówki pozwala katechetce palić świece przy sześciolatkach.

O sprawie zatajenia przypalonych włosów szybko dowiedzieli się inni rodzice. I zaczęło się. W naszej redakcji telefon nie milczał. Opowiadali o dziwnych metodach wychowawczych katechetki, które ciągnąć się miały latami. - Wiemy o nich, bo sami też byliśmy wychowankami Urszuli Taborskiej – mówili.

Życzenie śmierci i cyrkiel za karę

Wśród zarzutów powielało się: upokarzanie uczniów, wyzywanie ich od szatanów, krzyki i rzucanie kluczami. Jednemu z uczniów katechetka z Jaworzna miała nawet życzyć śmierci.

Po naszym artykule głos zabrało też wielu internautów. Wśród nich była uczennica Taborskiej, a dziś gimnazjalistka. Ze szczegółami opisywała, jak ta ukarała ją za rysunek zadany w formie pracy domowej. Katechetce nie przypadł do gustu. „Wzięła moją dłoń i wbiła mi w nią końcówkę cyrkla twierdząc, że jestem beznadziejna. Do tej pory pamiętam jak przepłakałam w szkole cały dzień” - pisała dziewczyna.

Rozkładają ręce

Po incydencie z nadpalonymi włosami szkołę wizytowała kuria sosnowiecka. Ks. dr Michał Borda, dyrektor wydziału katechetycznego kurii, który przyglądał się lekcji prowadzonej przez Urszulę Taborską, żadnych zastrzeżeń jednak nie miał. W dobrych słowach wypowiadał się o katechetce także proboszcz z pobliskiej parafii, dlatego kuria nie wydała jej żadnych zaleceń. Nie mógł też wydział edukacji urzędu miasta w Jaworznie. - Jesteśmy zaniepokojeni doniesieniami, ale to nauczyciel religii, podlega kontroli biskupa – rozkładali ręce urzędnicy. Sprawie przyjrzeć obiecało się Śląskie Kuratorium Światy. Właśnie pojawiły się wyniki ewaluacji przeprowadzonej w szkole w grudniu.

Pytań o katechetkę w ankiecie nie było

Co wykazała kontrola kuratorium? Potwierdzono, że katechetka zataiła sprawę z przypalonymi włosami sześciolatki. Reszty zarzutów już nie. - Wyniki ewaluacji, w tym wyniki anonimowych ankiet przeprowadzonych wśród rodziców, uczniów i nauczycieli nie wskazują na istnienie w szkole nieprawidłowości w obszarze bezpieczeństwa uczniów oraz relacji pomiędzy uczniami, nauczycielami i rodzicami - mówi Mirosława Kolwas-Soczyńska, dyrektorka sosnowieckiej delegatury Śląskiego Kuratorium Oświaty. Gdy dopytujemy czy w ankiecie znalazło się choć jedno, konkretne pytanie dotyczące katechetki, Kolwas-Soczyńska odpowiada, że były to pytania ogólne. - Dotyczyły m.in. bezpieczeństwa w szkole oraz kształtowania postaw uczniów – precyzuje dyrektorka.

Jej zastępca Grzegorz Wnuk: - Pytania do wywiadu wizytatorzy - zgodnie z obowiązującymi zasadami ewaluacji pobierają ze specjalnej platformy, stworzonej w tym celu przez Instytut Badań Edukacyjnych przy MEN. Przygotowane na tej podstawie ankiety rodzice wypełniali anonimowo, zarówno w formie papierowej - były dostępne w szkole, jak i przez internet - zaznacza Wnuk.

Doniesienia internetowe się nie liczą

Część rodziców wynikami kontroli jest mocno zaskoczona. - Ankiety były zbyt ogólne, nie było jak opisać naszych problemów. Myśleliśmy też, że kuratorium przeprowadzi odrębne postępowanie w sprawie pani katechetki – mówi jedna z mam. W kuratorium zaznaczają jednak, że nie ma do tego podstaw. - Nie wpłynęło do nas żadne oficjalne pismo ze skargą na nauczycielkę religii – zaznacza Kolwas-Soczyńska. Dodaje, że takie zgłoszenie (z nazwiskiem i danymi osobowymi skarżącego) jest warunkiem wszczęcia postępowania. Doniesienia prasowe lub wpisy w internecie - nawet te podpisane nazwiskiem - nie mają tu większego znaczenia. Kuratorium zapewnia jednak, że sprawie nadal będzie się przyglądać.

Wypis z lekcji religii

Rodzice w takie zapewniania jednak nie wierzą. - Wielokrotnie zamykano nam usta. Problemy zgłaszaliśmy już dyrekcji, proboszczowi, kurii. I nikt nie chciał potraktować nas poważnie. Część rodziców – dla dobra dzieci i świętego spokoju – wypisała swoje pociechy z lekcji religii – zaznacza jedna z matek. Dodaje, że klasę, w której dziecku zapaliły się włosy, uczy teraz ksiądz. - Z dyrektorką nie było o czym rozmawiać, tym bardziej z katechetką. Wolałam przenieść córkę do innej szkoły i o sprawie spróbować zapomnieć – przyznaje matka dziewczynki.

 

Czytaj więcej

 

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Video