Czytasz: Władza czyni cuda
W Katowicach może nas czekać największa niespodzianka wyborów samorządowych w skali regionu, a może i całej Polski - pisze dr Tomasz Słupik.

Zwykle to moje teksty, krytyczne mniej lub bardziej, pojawiają się w strefie zwanej Durczokracją. Dziś tekst gościnny, zgodnie z zasadą, że z zmiana optyki zwykle dobrze robi na postrzeganie rzeczywistości. O Katowicach, mieście w którym jestem zakochany od urodzenia, na zaproszonie Silesion.pl - krytycznie - pisze znakomity politolog z Uniwersytetu Śląskiego. dr Tomasz Słupik. Czytajcie i komentujcie.

Kamil Durczok


Rzeczywistość skrzeczy

Raz na cztery lata (od najbliższych wyborów raz na pięć lat) władza w kampanii wyborczej przekonuje nas, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Jeszcze nie zdążył wyschnąć tusz na plakatach z poprzedniej kampanii, gdzie skrzyły się obietnice stworzenia nowoczesnego miasta, a już mamy do czynienia z ponownym festiwalem obietnic, wszak rytuał powtarzany co cztery lata – zobowiązuje. Zapytają Państwo, jakiego miejsca ta ogólna uwaga dotyczy? Odpowiadam: Katowic.

W związku z powyższym fundamentalne pytanie, jakie się nasuwa brzmi, czy Katowice w świetle mijającej kadencji były dobrze zarządzane? Odpowiedź brzmi: nie. Katowiccy włodarze bowiem, zarówno obecny prezydent Marcin Krupa, jak również jego wieloletni poprzednik Piotr Uszok działali po omacku. Brakowało diagnozy problemów, a potem konsekwentnego planu ich rozwiązywania. Na potwierdzenie tej tezy przytoczę kilka sugestywnych przykładów. Wyludnianie się Katowic. Konia z rzędem, temu kto wskaże mi działania obecnych władz Katowic w tym obszarze.

Można powiedzieć więcej, czy rządzący mają świadomość powagi zaistniałej sytuacji. Śmiem wątpić. Prognozy demograficzne zaś, są nieubłagane. Do 2030 roku Katowice mogą stracić kolejne 20 tysięcy mieszkańców, co wiąże się ze spadkiem wpływów podatkowych do budżetu miasta, wyludnianiem się całych dzielnic, upadkiem handlu i drobnych usług, wzrostem przestępczości, spadkiem atrakcyjności w rankingach inwestorów. To tylko kilka negatywnych skutków depopulacji.

Kolejny problem – rewitalizacja Śródmieścia. Szumnie zapowiadane w kilku kampaniach wyborczych ograniczają się do działań kosmetycznych (poza przebudową rynku). A fakty są przygnębiające. Ponad 1800 pustostanów w centrum miasta. Wzrastające zadłużenie lokatorów w mieszkaniach komunalnych opiewające na 216 milionów złotych (kwota ta stanowi ponad 10% rocznego budżetu miasta). W szumnie ogłoszonej kolejnej umowie z mieszkańcami na ten temat nie padło ani jedno słowo. Wreszcie na koniec, sprawa najbardziej gardłowa, a mianowicie zanieczyszczenie powietrza. Według ostatniego raportu NIK, w takim tempie, jak dotychczas Katowice uporają się ze smogiem w ciągu najbliższych 100 lat. Iście zawrotne tempo.

Kraina samozadowolenia?

Jednak, jak pokazują badania przeprowadzane wśród mieszkańców na temat ich oceny sytuacji w mieście, w większości przypadków jest ona pozytywna (oscyluje pomiędzy 60% a 70%). Zatem, dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle. Przyczyn jest kilka: niskie zaangażowanie obywateli w sprawy lokalne, dość dobra sytuacja gospodarcza miasta, dla części mieszkańców szczególnie tych starszych, niski poziom oczekiwań w porównaniu chociażby do epoki PRL.  

W zaistniałych okolicznościach nasuwa się pytanie, czy zbliżające się wybory mogą coś zmienić? Odpowiedź brzmi: tak. Po pierwsze, co najmniej dwa ostatnie sondaże przewidują drugą turą w wyborach prezydenckich. A zatem maleją szanse na wygraną urzędującego prezydenta Marcina Krupy w pierwszej turze. Po drugie, szybki przegląd sylwetek i programów kandydatów pokazuje, że dwoje z nich Jarosław Makowski z Koalicji Obywatelskiej oraz Ilona Kanclerz z Śląskiej Partii Regionalnej ma spore szanse na wejście do drugiej tury wyborów. Takowych nie jest również pozbawiony trzeci pretendent Jarosław Gwizdak – kandydat niezależny, stojący na czele stowarzyszenia Prawo do Katowic. Mamy jeszcze czwartego do brydża, to Henryk Moskwa reprezentujący SLD. Jednak o nim, jak na razie nie można za wiele powiedzieć, ponieważ zgłosił swoją kandydaturę 17 września.  

Wszystko się może zdarzyć…

W miarę wnikliwy przegląd propozycji programowych zgłoszonych przez konkurentów Marcina Krupy w wyborach pokazuje, że poważnie myślą o mieście. Smog, rewitalizacja Śródmieścia, transport publiczny, zrównoważony rozwój, edukacja, seniorzy, bezpieczeństwo, wyludnianie się miasta, jakość usług publicznych znalazły odzwierciedlenie w programach Ilony Kanclerz, Jarosława Gwizdaka, Jarosława Makowskiego.

Zdaję sobie sprawę, że programy wyborcze nie wygrywają wyborów. Wygrywają je ludzie, a przede wszystkim ich determinacja, zaangażowanie pomysłowość, siła przekonywania, czyli to wszystko co składa się na dobrze przeprowadzoną kampanię. Na razie ona sama w wykonaniu wszystkich pretendentów dopiero nabiera rumieńców i z każdym dniem, będzie ciekawsza i coraz bardziej zaskakująca. Z kolei moja komentatorska intuicja podpowiada mi, że w Katowicach może nas czekać największa niespodzianka wyborów samorządowych w skali regionu, a może i całej Polski.

dr Tomasz Słupik – politolog, komentator polityczny, regionalista. Pracuje na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach