Historia naszego regionu

Godula: Śląski Warren Buffett. Geniusz i sknerus

Karol Godula, jak Warren Buffett, przestrzegał dwóch zasad. Pierwsza z nich brzmiała: nigdy nie trwoń pieniędzy, druga - zawsze przestrzegaj pierwszej zasady.

Kiedy umierał w lipcu 1848 roku we wrocławskim hotelu  „Pod Złotą Gęsią”, na powikłania po zapaleniu nerek, był jednym z najbogatszych ludzi w Europie. Nawet zaufany wykonawca jego testamentu, radca Maksymilian Scheffler, nie miał świadomości, z jakim majątkiem ma do czynienia. Carollus Godulla był człowiekiem zamkniętym, małomównym, skromnym. Zostawił po sobie dwadzieścia pięć kopalń galmanu i węgla, trzy huty cynku, 6 tysięcy hektarów lasów, pól ornych, pastwisk.  Po otwarciu testamentu wybuchła sensacja. Fortuna przypadła sześcioletniej Joasi Gryzik, którą wychowywała gospodyni Karola Goduli, Emilia Lucas.


W przyszłym roku obchodzić będziemy 170. rocznicę pierwszego śląskiego kapitalisty,  innowatora, pioniera łączenia technologii, kapitału z nowoczesną organizacją pracy.

Przebojowością Karolowi Goduli mógł dorównać jedynie łódzki fabrykant Karol Scheibler.

Podążając śladami Goduli, odkryliśmy zadziwiającą zbieżność wielu faktów i okoliczności z jego pracowitego żywota z życiorysem amerykańskiego inwestora i miliardera Warrena Buffetta. Choć Omaha to nie Szombierki, Śląsk dzielą tysiące kilometrów od Nebraski i sam Buffett urodził się 82 lata po śmierci Goduli, to obu mężczyzn ukształtował ten sam etos upartego pomnażania własnego dobytku, którym ostatecznie postanowią się podzielić z bliźnimi.

 

Przeniesiony z Przyszowic kościół w Borowej Wsi.

Ważną cechą obu był talent do interesów, wsparty pracowitością. Także roztropność w wydawaniu pieniędzy, by nie powiedzieć skąpstwo.

Dlatego nigdy nie zaciągali pożyczek, za to chętnie udzielali ich innym. Pomimo że stać ich było na pałace, woleli przeciętne domy. Banalny dom Buffetta kupiony w 1959 r. za 30 tys. dol. przypomina nawet rudzką chałupę Goduli. Swoim bliskim nie przekazali w spadku olbrzymich majątków. Uważali, że byłoby to niemoralne. Otoczenie traktowało ich jak dziwaków. Żaden z nich przez całe życie nie tknął alkoholu. Obaj nie znosili biurokracji.  Godula, do utrzymywania w ruchu ogromnej przemysłowej maszynerii, w której pracowało kilka tysięcy ludzi, potrzebował zaledwie  kilku wachmajstrów. W niepozornym biurowcu Buffetta, z którego „Mędrzec z Omaha” wciąż zarządza globalnym imperium, pracuje zaledwie kilkudziesięciu maklerów.

Kościół ufundowany przez spadkobierców Goduli w... Goduli.

I jest jeszcze coś zaskakującego. Rodzice Goduli zmarli w czasie epidemii cholery. Buffett, który przekazał swój majątek fundacji Melindy i Billa Gatesów, wsparł miliardami dolarów walkę z chorobami zakaźnymi, w tym malarią i cholerą!

Wokół Karola Goduli vel Karla Godulli narosło mnóstwo legend

Półprawdy, zwykłe zmyślenia, złe i zawistne języki powtarzały przez całe pokolenia. Historycy narzekają, że archiwa są niekompletne, a wielu dokumentów brakuje. Nic dziwnego.  Po swojej śmierci sam Godula kazał spalić większość prywatnych papierów, w tym rachunki, projekty i plany, osobiste zapiski. Dziś nawet nie wiemy dokładnie jak wyglądał. Przetrwało zaledwie kilka konterfektów, w dodatku skrywających część twarzy. Mimo to z roku na rok przybywa „godulianów”. Niestety, wiele z nich, zwłaszcza publikacje w sieci, powiela błędy i nieścisłości, jakie pojawiały się w licznych przyczynkach publikowanych w XIX i XX wieku, zarówno w języku  polskim, jak i niemieckim. Na tym tle jednym z najbardziej rzetelnych i obiektywnych źródeł jest opracowanie Jana S. Dworaka, którego pierwsze wydanie ukazało się w 1979 roku, pt. „Karol Godula śląski król cynku”.  Dworak dementuje i prostuje mnóstwo pseudofaktów i legend, jak choćby tę, że Godula dorobił się milionów kupując od Ballestrema hałdę po wielkim piecu w Rudzie Śląskiej i przetopił ją na cynk z ogromnym zyskiem. Dokumenty potwierdzają, że Godula otrzymał za darmo od hrabiego żużel z produkcji żelaza w Rudzie i Pławniowicach. Fikcją jest i to, że za zarobione pieniądze wykupywał z rąk niemieckich ziemię, aby oddać ją Ślązakom o polskim nastawieniu.

Kwestia narodowych korzeni i orientacji Goduli oczywiście była aktualna w okresie Kulturkampfu oraz przez cały wiek XX. Na szczęście dziś stwierdzenie, że był Godula przedsiębiorcą niemieckim o polskim rodowodzie, nie wywołuje awantury. Pewnym jest, że jako dziecko musiał uczyć się języka niemieckiego, a jako starzec korzystał z polskiego podręcznika, który znaleziono w jego bibliotece. Nie ma sensu spierać się, czy rozmawiał ze swoimi górnikami i hutnikami po polsku, niemiecku, czy gwarą, ważniejsze są przymioty jego twardego charakteru, przywiązanie do śląskiej ojczyzny, które stawiają go pośród najznamienitszych postaci tej ziemi.

ZASAD PIERWSZA: UCZ SIĘ I PRACUJ

Wbrew powszechnej opinii ani Godula ani Buffett nie pochodzili ze społecznych nizin, nie biedowali w dzieciństwie i nie zaczynali na ulicy. Urodzili się zamożnych rodzinach, odebrali staranne wykształcenie, a legendy o biednym i głodnym dzieciństwie można włożyć między bajki. Karol, chłopak wielkiej  bystrości umysłu trafił do rudzkich cystersów, dawnej szkoły klasztornej, przekształconej  w pierwsze na Śląsku gimnazjum. Tam  łacińskiej uczoności przeciwstawiano wiedzę o realnym  świecie, a mówiąc wprost, skupiano się na przedmiotach ścisłych - geometrii, fizyce i chemii, mechanice. Następna była Hauptschule w austriackiej wówczas Opawie, gdzie uzupełniał wiedzę z rachunków, przyrody, kaligrafii. Ale to bracia zakonni  w Rudach Wielkich zaszczepili chłopcu pracowitość, wytrwałość, skromność w obejściu, lecz przede wszystkim  otwartość na  nowe formy gospodarki rolnej, leśnej i przemysłowej.

W tym kościele został ochrzczony Karol Godula.

Ojciec Goduli był dworskim oficjalistą, a Buffetta właścicielem dobrze prosperującej firmy i kongresmanem. Wprawdzie Buffett wciąż przypomina, że zaczynał od roznoszenia mleka, ale w istocie pierwsze prawdziwe pieniądze zarobił, kupując za radą ojca, działki budowlane i  parcele, które w tamtych czasach bezustannie nabierały na wartości. Miliarder powtarza do dziś, że rodzice, jeśli ich na to stać, powinni zapewnić swoim dzieciom solidne wykształcenie. Żadnych spadków ani prezentów. Tak jak ojciec Karola zadbał o fundusze na edukację syna, przeznaczając na to znaczną sumę 200 talarów, tak po latach sam Godula zapewnił swojej małoletniej spadkobierczyni, nieograniczone środki na najlepsze szkoły. Nigdy się nie ożenił, nic nie wiadomo też, aby związał się z kobietą. Nocami sprawdzał księgi rachunkowe, a za dnia wśród retort i tygli, kruszył galeny, rdzawe minerały  smithsonitu, monheimitu, kalcytu, czytał niemieckie rozprawy o wytopie metali.

ZASADA DRUGA: NIE TRWOŃ PIENIĘDZY

Skromność w obejściu i nieobnoszenie się z bogactwem nie były popularne w środowiskach gospodarczych XIX- wiecznej Europy. Nie są też powszechne wśród współczesnej elity pieniądza. Godula i Buffett stanowią wyjątek. Pierwszy powiązał etos ascetycznego żywota z chęcią okiełznania natury. To zaś służyć miało chwale bożej, a przy okazji własnym celom rodzącego się kapitalizmu.  Kult znoju i wysiłku stawał się nośnikiem wartości a skromny sposób działania miał przyspieszać sukces i stawiać go we właściwych ramach moralnych.  Karol Godula, jak Warren Buffett, przestrzegał dwóch zasad. Pierwsza z nich brzmiała: nigdy nie trwoń pieniędzy, druga, zawsze przestrzegaj pierwszej zasady.   

Pensję, jaką Godula otrzymywał za zarządzanie dobrami Karola Franciszka von Ballestrema, w całości odkładał. Dzięki temu już po kilku latach mógł udzielać wysokooprocentowanych pożyczek. W końcu o pomoc zwrócił się do niego sam pryncypał, który popadł w tarapaty finansowe po zakupie kilku folwarków. Godula wspomógł hrabiego kilkunastoma tysiącami talarów. Buffett już jako kilkunastoletni chłopak pracując m.in. jako roznosiciel mleka, zdołał odłożyć poważną sumę, którą pomnażał w postępie geometrycznym.   Całe życie był superskąpcem. Kiedy jego firmy notują niewielki spadek, kupuje tańszą wersję hamburgera. Taką za 2,20 dolara. Kilka miesięcy temu HBO pokazała film, na którym widać, że ponadosiemdziesięcioletni miliarder sam prowadzi przeciętnego sedana, a wnętrza w jego domu wciąż urządzone są meblami z czasów prezydentury Kennedy’ego. Widoczna na starych fotografiach rudzka siedziba Goduli, przypomina bardziej domek pustelnika niż pańską rezydencję.

ZASADA TRZECIA: UFAJ WŁASNYM WYBOROM

Godula i Buffett to typowi wyznawcy Adama Smitha. Obaj bezwzględnie ufali „niewidzialnej ręce rynku”. To ona plus własna intuicja pozwalała im przenosić zasoby i zyski z jednej gałęzi gospodarki do drugiej. Realokacja kapitału. Buffet jest w tym najlepszy! Za to Godula fenomenalnie powiązał domenę konserwatywnych posiadaczy – użytki rolne i leśne z eksploatacją glinki galmanowej, węgla kamiennego, wytopem metali, własną siecią transportu, a nawet przyzakładowymi sklepami.

W połowie XIX wieku, w okresie Wiosny Ludów, kiedy Europę ogarnęło rewolucyjne szaleństwo, bogacze przestraszeni zamieszaniem, zamykali jedną fabrykę po drugiej. Godula wyczuł, że to jego szansa. Przez jakiś czas dokładał do wydobycia węgla i produkcji cynku, ale jego zakłady pozostały w ruchu.

Ponad 150 lat później, w 2008 r. kiedy gospodarka światowa padała, Buffett zadziałał według zasady: "Bój się, kiedy inni są chciwi, i bądź chciwy, kiedy inni się boją".

W czasie kryzysu finansowego w USA inwestował w wielkie firmy i udzielał im pożyczek. Szybko powiększył swój majątek o kolejne 10 mld dol. Buffett, dokładnie tak jak jego śląski poprzednik, wierzył w potęgę surowców. W 1998 roku kupił 130 milionów uncji srebra. Około dwudziestu procent całej światowej produkcji!  Wkrótce na świecie zapanował boom na rynku surowców. Jak rasowi kapitaliści obaj wierzyli w długoterminowe inwestycje i pewną wartość własnych firm oraz posiadanych papierów dłużnych i akcji. Samotnik z Rudy uważał, że przejmowanie  kolejnych fabryk zawsze się musi wiązać z ich rozwojem.  Wiedzieli, że pieniądz przyciąga pieniądz, a wielkie pieniądze przyciągają wielkie fortuny. Dziś nazwalibyśmy to efektem synergii.

ZASADA CZWARTA – NIE PRÓŻNUJ PRZY KIELISZKU

Nawet dom Buffetta w Omaha przypomina chatę Karola Goduli.

Cechą obu biznesmenów był wstręt do alkoholu. Buffett pija wyłącznie colę. Kiedyś w czasie służbowej kolacji demonstracyjnie odstawił kieliszek kosztownego wina, wprawiając w zakłopotanie obsługę i pozostałych gości. Godula żył równie skromnie, unikał towarzyskiego blichtru, stronił od przyjęć. Nie tolerował pijaków. Pracownicy w jego kopalniach, hutach, folwarkach nie dostawali pieniędzy, lecz specjalne bony, za które mogli kupić żywność, sprzęty domowe, ubrania. W sklepach należących do Goduli nie było nawet piwa, choć wyszynk w tamtych czasach przynosił godziwy zysk. Ciekawe, że do dziś, za bony żywnościowe, które otrzymują górnicy, nadal nie można kupić alkoholu.

Jako pracodawca  uważał się za patrona robotniczych załóg. W pobliżu swoich fabryk wznosił prymitywne domy dla pracowników. Zanim ktokolwiek narysował plany Giszowca, Godula z własnych środków wznosił na własnych gruntach parterowe familoki. Nie znosił płacić podatków. Uważał, że  państwo jest rozrzutne i chciwe. Wzorem Adama Smitha uważał, że rząd powinien pełnić rolę nocnego stróża.  Do władz w Berlinie skierował petycję w sprawie zmniejszenia stawek podatkowych. Business Center Club i Leszek Balcerowicz mogliby go obrać za patrona, gdyż uważał, że zbytni fiskalizm państwa doprowadza do zmniejszenia konkurencyjności!

ZASADA PIĄTA: CO Z TEGO, ŻE BĘDZIESZ NAJBOGATSZYM NIEBOSZCZYKIEM NA CEMENTARZU

Przez większą część życia Godula i Buffett skupiali się na własnych korzyściach i przedkładali  je nad dobro społeczne. Typowi  self-made meni, z uporem torujący własną drogę w życiu. Przez nieżyczliwych uważani byli za dusigroszy i spekulantów. Jednak pod koniec życia przeszli przemianę podobnie jak słynny Ebenezer Scrooge, bohater „Opowieści wigilijnej” Dickensa. Bogacz z Rudy Śląskiej uzmysłowił sobie, że niewiele mu przyjdzie z tego, że będzie najbogatszym nieboszczykiem na cmentarzu. Uznał, że jego wielka fortuna może przynieść szczęście innym. Oprócz Joasi Gryzik (Griczik) hojnie obdarował swoich współpracowników. Zapisany w testamencie legat wynoszący 50 tysięcy talarów, został podzielony między sztygarów, majstrów, nadzorców folwarków, robotników i zwykłych pastuchów. Buffett zapowiedział, że przekaże 99 proc. swojego gigantycznego majątku na cele dobroczynne. Na razie dołożył do fundacji Gatesów 37 miliardów dolarów.

Warren Buffett, kadr z filmu HBO.

W ciągu pół wieku, w sercu górnośląskiej aglomeracji, stworzył Godula prawdziwe perpetuum mobile służące pomnażaniu pieniędzy. Dziś po jego rozległych projektach przemysłowych i majątkach rolniczych zostało niewiele śladów. Imperium Goduli można dostrzec oczyma wyobraźni, gdy wdrapiemy się na dwunastometrową wieżę widokową  w Mikołowie – Mokrem. Z góry roztacza się widok na  niegdysiejsze majątki „Króla cynku” (zdjęcie na okladce). Jak okiem sięgnąć widać rozległe pola, które Godula nabył w latach czterdziestych XIX wieku jako długoterminową inwestycję. Intuicja  podpowiadała mu, że ziemia ta kryje niezmieżone bogactwa.

Czytaj więcej

Zmiana kategorii na: Motoryzacja