Czytasz: Skandaliczny billboard w Chorzowie. „Co mam dzieciom powiedzieć?”

Skandaliczny billboard w Chorzowie. „Co mam dzieciom powiedzieć?”

- Tato, co to jest? - pyta kilkuletnia córka. I wskazuje na ogromny billboard przy DTŚ-ce, z którego wyzierają maleńkie porozrywane zwłoki.

Nie da się go nie zauważyć. Nie tylko z powodu treści. Billboard przy chorzowskim odcinku DTŚ-ki (na wprost Wyższej Szkoły Bankowej) nie dość, że jest ogromny, to jeszcze skierowany tak, by przykuwał jak najwięcej uwagi. I tak się właśnie dzieje.

- Niedawno robiłem z córkami zakupy w pobliskiej Biedronce. No i padło pytanie „Fuj! Tato, co to jest!?”. Nie wiedziałem jak odpowiedzieć - przyznaje pan Robert, mieszkaniec pobliskiego osiedla.

Rozmowy z dziećmi nie są łatwe. Ale „jest pan bystrym człowiekiem”

Chorzowianin dodaje, że to samo pytanie zadał pomysłodawcom projektu - Fundacji Pro – prawo do życia. „Rozmowy z dziećmi nie są łatwe. Pan jest bystrym człowiekiem, a pytanie nie jest specjalnie trudne” - odpisał mu przedstawiciel fundacji. - Podsumowując krótką wymianę maili z organizacją, stwierdzam, że oni też nie wiedzą jak się zabrać do takiej rozmowy z dzieckiem. Dostałem opinię pani psycholog, która pewnie otrzymała za nią wynagrodzenie właśnie od tej fundacji - mówi chorzowianin. Nie ukrywa swojego oburzenia zdjęciem na billboardzie.

Chorzowianie zwracają uwagę miastu

Aborcja w 11. tygodniu życia, bo taki widok wyziera z billboardu, wywołuje zresztą wiele reakcji. Kierowcy przyznają: - Mocno rzuca się w oczy, może stanowić niebezpieczeństwo. Mieszkańcy mówią wprost: - To drastyczne zdjęcie, nikt nas nie zapytał, czy chcemy je oglądać. - Niektórzy spekulują o łamaniu prawa, inni o naruszeniu dóbr osobistych.

- Sprawa jest nam dobrze znana. Wielu chorzowian zwracało nam uwagę na ten billboard - przyznaje Karolina Skórka, rzeczniczka prasowa urzędu miasta w Chorzowie. Nie ukrywa, że miasto jest przeciwne prezentowaniu drastycznych treści w przestrzeni publicznej i chętnie zrobiłoby z billboardem porządek. - Ale należy do prywatnej osoby, stoi na prywatnym terenie. Mamy związane ręce - zaznacza Skórka.

Policja z urzędu sprawą się nie zajmie

- Czy sprawą może zająć się policja? - pytają mieszkańcy bloku ulokowanego kilkaset metrów od billboardu Fundacji Pro. - Może, ale nie z urzędu - odpowiada aspirant Sebastian Imiołczyk, rzecznik prasowy komendy policji w Chorzowie. Tłumaczy: - Żebyśmy wszczęli postępowanie, konieczne jest zgłoszenie od osoby, która w jakiś sposób poczuła się dotknięta prezentowaną treścią - mówi asp. Imiołczyk. I zaznacza, że nie przypomnia sobie, by takie zgłoszenie do chorzowskiej komendy dotarło.

- Być może sprawę na policję zgłosić powinien prezydent miasta Andrzej Kotala? - pytamy w chorzowskim magistracie. - Informowaliśmy o takiej możliwości osoby, które zgłaszały się do nas. Wydawało nam się, że ktoś zwrócił się już z taką prośbą do komendy - zaznacza Karolina Skórka.

Wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym. Ale sądy różnie podchodzą do tematu

Co w tej kwestii mówi prawo? - Czy publiczne pokazywanie zwłok lub obrazów wywołujących ogólne obrzydzenie lub zgorszenie jest w Polsce dozwolone? - pyta pan Robert.

O zdanie poprosiliśmy ekspertkę.

Beata Pawlas, radca prawny z kancelarii Danecki Dec Radcowie Prawni: - W mojej ocenie takie treści mogą naruszać artykuł 51 kodeksu wykroczeń, dotyczący m.in. wywoływania zgorszenia w miejscu publicznym. Przepis ten stanowił podstawę kilku zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa – zaznacza Pawlas. Dodaje jednak, że sądy i prokuratury podchodzą do tematu różnie, a część postępowań została po prostu umorzona. - W niektórych przypadkach, np. w Rzeszowie, sąd ukarał grzywną działacza pro–life, odpowiedzialnego za umieszczenie plakatu. Najbliższego rozstrzygnięcia można spodziewać się 13 marca, gdy krakowski sąd ogłosi wyrok ws. billboardu antyaborcyjnego w dzielnicy Dębniki - zapowiada prawniczka.

Fundacja Pro: „płody nie grosze niż damska bielizna”

O wyjaśnienia zwróciliśmy się do sprawcy całego zamieszania. Mariusz Dzierżawski, przedstawiciel Fundacji Pro w całej sprawie nie widzi jednak niczego złego. Zaznacza, że krew na billbordach to tylko farba, bo „prawdziwą krew niewiniątek przelewają aborterzy”. - Zgodność naszych działań z prawem potwierdza kilkadziesiąt wyroków sądowych - zaznacza Dzierżawski. Przyznaje, że reakcje na drastyczne zdjęcia są różne. - Zdecydowana większość respondentów popiera nasze akcje. Sprzeciwiają się głównie zwolennicy aborcji - przekonuje przedstawiciel fundacji. Nie uważa również, by ogromny plakat przy samej DTŚ-ce utrudniał kierowcom jazdę. - Myślę, że utrudnienia nie są większe niż w przypadku reklam bielizny damskiej – nie przebiera w słowach Dzierżawski.

Policja czeka na precedens

Wczoraj po południu okazało się jednak, że chorzowska policja ma podstawy, by sprawą się zająć. - Sprawdziliśmy. Dotarło do nas kilka zgłoszeń odnośnie drastycznej treści - poinformował nas asp. Imiołczyk. Dodawał jednak: - Dziewięć z nich zostało jednak odrzuconych, dziesiąte jest świeże.

Co to oznacza? Rzecznik chorzowskiej policji wyjaśnia, że tutejsza komenda w zgłoszeniach od mieszkańców nie dopatrzyła się powodów do wszczęcia postępowania. - Według nas art. 51 do tego nie wystarczy. Sprawa nie dotyczy zresztą tylko Chorzowa, takich plakatów jest więcej i chyba żaden sąd nikogo za nie nie skazał. Może gdyby zdarzył się precedens, moglibyśmy się na niego powołać – tłumaczy. I dodaje: - Z tego co wiem, fundacja jest legalna, a skoro ma pozwolenie instytucjonalne na swoją działalność, to niewiele możemy - rozkłada ręce asp. Imiołczyk.

Redakcja Silesion.pl uznała, że treść billboardu ulokowanego przy chorzowskim odcinku DTŚ-ki jest zbyt drastyczna, by pokazywać ją czytelnikom. Plakat jest w przestrzeni publicznej, dlatego sami możecie decydować, czy chcecie patrzeć na takie zdjęcia. Na fotografiach, które publikujemy, część billboardu została przez nas zamazana.

Czytaj więcej