Czytasz: Skandal na Śnieżce. Wspięła się tu nietypowa wycieczka

Skandal na Śnieżce. Wspięła się tu nietypowa wycieczka

„Czy to normalne?”, „brak wyobraźni” i „biedne zwierzęta” - przewija się w komentarzach pod zdjęciem jeden z ostatnich wycieczek na Śnieżkę.

Niby nic dziwnego. Jedna z wielu majowych wycieczek na najwyższy szczyt Karkonoszy. Grupa ubranych na sportowo dzieci z opiekunami. Problem w tym, że jej uczestnicy podróżują… na grzbietach kucyków.

Zdjęcie opublikowała na swoim profilu facebook’owym przygraniczna, czeska gmina Malá Úpa. I zawrzało.

„Dorosłe osły prowadzą małe osły”

„Czy to jest normalne? Ktoś wpadł na pomysł, by na Czarną Kopę i dalej na Śnieżkę wwieźć dzieci na kucykach. Świat oszalał! - komentuje pod zdjęciem administrator strony Malej Úpy.

- Coś w tym jest - ciągną wątek na swoim profilu facebookowym przedstawiciele Karkonoskiego Parku Narodowego.

Nie brakuje też komentarzy od internautów. „Głupota nie zna granic”, „Zupełny brak wyobraźni”, „znęcanie się nad zwierzętami”, „powinni tego zakazać”. Jedna z internautek podsumowuje majową wycieczkę wprost: „Dorosłe osły prowadzą małe osły na kucach na Śnieżkę...”

Trakty konne są, ale niżej

Czy organizatorzy mieli zgodę, by na szczyt wjechać kucykami? Przemysław Tołoknow, zastępca dyrektora ds. ochrony przyrody w Karkonoskim Parku Narodowym zaznacza, że wyprawa odbyła się po czeskiej stronie góry. Ale regulamin korzystania z parku jest ten sam. - Nie ma konieczności oficjalnego zgłaszania chęci turystycznego wejścia na szczyt, niemniej jednak wszyscy powinni stosować się do wytycznych regulaminu - zaznacza Tołoknow. A ten mówi, że turystyka konna na takiej trasie na Śnieżkę nie wchodzi w rachubę. - Owszem, mamy trasy konne. Jest ich jednak zaledwie trzy i wszystkie w niższych partiach parku - zaznacza dyrektor ds. ochrony przyrody.

Koń czy kucyk to nie górska kozica. Narażali dzieci?

Oburzone „konnym” wejściem na szczyt Karkonoszy są też środowiska broniące praw zwierząt.

- Skandaliczne, oburzające, niedorzeczne - nie przebiera w słowach Anna Plaszczyk, przedstawicielka Międzynarodowego Ruchu na Rzecz Zwierząt-Viva!

- Nie dziwi mnie niestety, że organizatorzy wycieczki narażali zwierzęta - wciąż często są one traktowane jak rzeczy - ale, że narażali na niebezpieczeństwo swoje dzieci? To już może dziwić - mówi pani Anna.

Zaznacza, że koń czy kucyk to nie górska kozica. - To była trudna, kamienista trasa, zwierzęta musiały się bać! Mogły się spłoszyć, połamać nogi, zrzucić któreś z dzieci. Skrajnie nieodpowiedzialne - uważa Plaszczyk.

I dodaje: - Mamy XXI wiek, nie przystoi byśmy wciąż korzystali z transportu zwierzęcego. W terenach górskich turystów wozić mogłyby elektroniczne busiki. Choć ja jestem zdania, że to teren do zwiedzania na piechotę i tyle - podkreśla przedstawicielka Vivy.

 

fot: Facebook Malá Úpa

Czytaj więcej