Czytasz: Sekretarz miasta oskarżany o ustawienie przetargu

Sekretarz miasta oskarżany o ustawienie przetargu

Burzliwa sesja w Bytomiu. Do kogo trafiło 20 proc. z kontraktu?

Kolejna afera taśmowa w Bytomiu. Na nagraniach Łukasz Wiejacha, sekretarz Bytomia rozmawia z przedstawicielem jednej z firm o przetargu dla Bytomsko-Radzionkowskiej Spółdzielni Socjalnej. Padają słowa o 15-20 proc. „na rozliczenia”. Opozycyjni radni zarzucają sekretarzowi miasta „niejasne działania” i wezwali go do rezygnacji ze stanowiska.

- Słowa, w których informuje pan, że wszystko jest pozałatwiane, to nie jest normalna propozycja. Informuje pan, że szef Norbert Kujawa już o wszystkim wie. To jest działanie korupcyjne! Nie ma żadnych słów, które mogą to usprawiedliwić - grzmiał radny Piotr Patoń.

- Nie składałem korupcyjnych propozycji. Nie przyjąłem i nie miałem zamiaru przyjmować korzyści majątkowych. Nie czuję się winny przypisywanych mi przez państwa kwestii. Sprawa miała służyć ratowaniu Bytomsko-Radzionkowskiej Spółdzielni Socjalnej - tłumaczył Łukasz Wiejacha.

Nagranie ma pochodzić z listopada 2017 roku. Słowa sekretarza potwierdza ówczesny prezes Bytomsko-Radzionkowskiej Spółdzielni Socjalnej. Jak tłumaczy Norbert Kujawa Spółdzielnia nie miała środków na uregulowanie zaległości wobec prywatnej spółki, która wygrała jeden z przetargów.

- Spółdzielnia nie miała środków. Posiadała za to siłę roboczą. Nasi pracownicy roboczo-godzinami odpracowywali zadłużenie. Robiłem co mogłem, żeby pomóc spółdzielni - mówił Norbert Kujawa.

Były prezes BRSS przedstawił dane, z których wynika, że z firmą Salamander podpisano umowę na wykonanie części robót z wolnej ręki. W tym czasie przygotowywano przetarg na realizację prac ogólnobudowlanych, dekarskich i elektrycznych. Zgodnie z umową obowiązującą do 15 listopada, prywatna spółka miała otrzymać ok. 15,5 tys. wynagrodzenia. Zapłacono 4 tys. zł. Przetarg rozstrzygnięto 20 listopada. Wśród trzech firm znalazła się także firma Salamander. Zgodnie z zapisami w umowie miała realizować prace budowlane o wartości 58 tys. zł oraz prace elektryczno-dekarskie wycenione na 26 tys. zł. W gotówce firma otrzymała ok. 75 tys. zł. Resztę należności odpracować mieli pracownicy spółdzielni.

Tłumaczenia sekretarza miasta, jak i byłego prezesa BRSS nie przekonały radnych. Przegłosowali uchwałę wzywającą przewodniczącego rady miasta do złożenia zawiadomienia do prokuratury o „możliwości popełnienia przestępstwa poprzez ustawienie przetargu”.

Łukasz Wiejacha zapewnia, że jest w stanie wytłumaczyć całą sytuację i nie może tu być mowy o złamaniu prawa. Radni wzywali prezydenta do zawieszenia sekretarza w obowiązkach do czasu wyjaśnienia sprawy. Damian Bartyla uznał, że nie ma przepisów, które umożliwiają na taki ruch jeśli nie dojdzie do aresztowania. Wiceprzewodniczący Rady Miasta, Michał Bieda uważa, że spółdzielnia była i będzie źródłem patologii i powinna zostać rozwiązana.

- Mówiliśmy, że to podmiot, który może być wykorzystany w bardzo pokrętny sposób. Ten podmiot nie działał, nie działa i nie będzie działał. Dzisiaj już wiemy, że BRSS nie dostarczyła odpowiednich dokumentów w pozyskaniu środków unijnych i tych pieniędzy nie będzie. Dlaczego prezydent Bartyla nie rozwiązał jeszcze tej spółdzielni? Nie rozumiem tego. Wyjaśnieniem może być to, że kolejne szwindle trzeba zamieść pod dywan.

Czytaj więcej