Czytasz: Rzecznik Gliwic: "pieszych nie lubię"

Rzecznik Gliwic: "pieszych nie lubię"

Tak ostro na słowa Agaty Twardoch zareagował rzecznik prezydenta Gliwic Marek Jarzębowski. Urbanistka zarzuciła miastu, że w swoich inwestycjach zauważa tylko kierowców, pieszych już nie.

„Od Nowego Roku osoby poruszające się po Gliwicach pieszo będą proszone o pisemne zgłaszanie zapotrzebowania na zmianę świateł na zielone” - kilka dni temu oburzyła się na Facebooku Agata Twardoch, architektka i urbanistka z Gliwic, adiunkt w Katedrze Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Politechniki Śląskiej. - Był to emocjonalny wpis – przyznaje. Dodaje, jednak, że miała swoje powody. - Władze miasta właśnie ogłosiły, że mają kolejne miliony złotych na poprawę ruchu samochodowego w mieście. A co z pieszymi, dlaczego dla nich nie robi się zupełnie nic? – pyta Twardoch.

Zielone dla autobusów

Chodzi o projekt rozbudowy systemu detekcji w mieście, oszacowany na ok. 30 mln zł. Jednym z elementów programu będzie wyposażenie miejskich autobusów w urządzenia połączone z kamerami zamontowanymi na gliwickich skrzyżowaniach. Dzięki temu, w momencie opóźnienia w rozkładzie jazdy, dla autobusów zaświeci się zielone. Agata Twardoch uważa jednak, że takie rozwiązanie jeszcze bardziej utrudni poruszanie się po mieście pieszym. - Już w tej chwili gliwickie centrum sterowania ruchem, skupia się tylko i wyłącznie na poprawie przepustowości ruchu samochodowego. Pieszy jest zostawiony samemu sobie – zaznacza.

Riposta z urzędu miasta

- Nie znajduję prawdy w twierdzeniu pani Twardoch – mówi Marek Jarzębowski, rzecznik prasowy prezydenta Gliwic – Zygmunta Frankiewicza. Dodaje, że nie chciałby lekceważyć żadnych głosów, które docierają do magistratu, jego prywatne zdanie jest jednak inne niż zdanie urbanistki. - Nie lubię pieszych. Denerwują mnie, gdy wchodzą na przejście dla pieszych pojedynczo, co parę minut – mówi wprost Jarzębowski. Dodaje, że oczywiście trzeba jeździć ostrożnie, bo pieszy jest chroniony. - Kultura przechodzenia przez jezdnię w Polsce jest jednak tragiczna. Na Zachodzie przed pasami zbiera się pięć, sześć osób i wtedy przechodzą. U nas spacerują bezmyślnie, pojedynczo, często z telefonem komórkowym przy uchu – mówi gliwicki rzecznik.

 

Czytaj więcej