Czytasz: rozKODowany KOD
Zarząd KOD ogłasza brak zaufania do Mateusza Kijowskiego. Zmienia biuro rachunkowe i przyjmuje rezygnację skarbnika.

Dziesięć dni temu w Katowicach odbyły się pierwsze wybory do władz regionalnych stowarzyszenia KOD. Mateusz Kijowski był na nich witany brawami. W kuluarach wielu przyznawało, że jest zawiedzionych sytuacją z fakturami wystawionymi przez lidera organizacji. Oficjalnie jednak głośno wyrażali poparcie dla niego. We wtorek jednak Zarząd KOD przyjął uchwałę, w której wzywa przewodniczącego do niezwłocznego ustąpienia z funkcji. Sam Kijowski zapewnia, że nie ustąpi i będzie kandydował na to stanowisko w najbliższych wyborach.

Są zawirowania, jak w każdym ruchu gdzie są ludzie. Ludzie, jak wiadomo popełniają błędy. Zawsze będą jakieś zawirowania. Ale zjednoczyliśmy się wokół ważnej idei wolności, równości i demokracji. - mówił Mateusz Kijowski w Katowicach

NIEZRĘCZNOŚCI KIJOWSKIEGO

Zdania w stowarzyszeniu są podzielone. Wielu uważa, że Kijowski powinien zrezygnować dla dobra organizacji. Nie brakuje też takich, którzy uważają, że musi zostać i razem z czołowymi działaczami powinien mieć wypłacaną pensję. Dotychczas nie było takiej możliwości. Czyżby Kijowski zadbał o nią sam? Faktury, które wystawił za usługi informatyczne opłacał komitet społeczny KOD. Ani zarząd, ani komisja rewizyjna stowarzyszenia nie miała wglądu w dokumentację.

- Rok temu jedynym źródłem finansowania KODu był komitet społeczny. On nie może wypłacać żadnych wynagrodzeń nikomu. Jedyne rzeczy, na które może wydawać pieniądze, to są usługi oraz towary. Ja przez wiele ostatnich lat sprzedawałem usługi informatyczne. Przeniosłem swoją aktywność zawodową tutaj, do KODu. Jednocześnie zupełnie obok działalności czysto zawodowej, prowadziłem działalność taką jak widać, można powiedzieć działacza społecznego. Tam, gdzie prowadziłem działalność czysto profesjonalną związaną z usługami wystawiałem faktury. Tam gdzie byłem działaczem, działałem wolontarystycznie tak samo jak wszyscy w KODzie. - tłumaczył przewodniczący KOD

ZARZĄD JUŻ NIE UFA

We wtorek władze KOD przyjęły rezygnację skarbnika i członka zarządu Piotra Chabory. W jego miejsce wybrano Krzysztofa Łozińskiego. To jego artykuł z 2015 roku dał początek formowaniu się ruchu obrony demokracji. Ma przygotować program naprawczy, obejmujący w szczególności sprawy formalno-księgowe. Ponadto zaproponuje Krajowemu Zjazdowi Delegatów zmiany w statucie, które zagwarantują pełną transparentność działania Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji. O konieczności takich rozwiązań mówił już w Katowicach. 

Komitet Obrony Demokracji nie powinien wchodzić w rolę partii politycznej. To byłby nasz koniec, dlatego, że każdy z nas ma inne poglądy. W kwestiach szczegółowych każdy myśli co innego. Jeśli zaczniemy program polityczny to się od razu rozlecimy i podzielimy. Bo tu są ludzie od prawa do lewa.

Jedyne, co jego zdaniem może zrobić KOD, to wzorem działań Klubu Obywatelskiego z 1989 rekomendować publicznie kandydatury. Na pytanie czy rekomendowałby kandydaturę Mateusza Kijowskiego odpowiada: "Nie wiem. Nie powiem tego".

NOWY PRZEWODNICZĄCY ZE ŚLĄSKA?

Zwolennikiem szybkiego odsunięcia Mateusza Kijowskiego jest Radomir Szumełda. Wiceszefowi KOD w ostatnim czasie towarzyszy Jarosław Marciniak, który w minionych wyborach został wybrany na szefa śląsko-zagłębiowskich struktur. To czego głośno nie mówi Marciniak, mówi Szumełda. Oficjalne stanowisko lidera z Zabrza jest stonowane.

Pewne wątpliwości się pojawiły, zaufanie trochę ucierpiało, no ale jest czas, żeby to rozwikłać i rozpatrzyć. Jeśli będzie negatywna prognoza z tego wypływała, to jest taka zasada, że świętych krów nie ma.
 

Wybory regionalne w KOD trwają. Wybór nowego zarządu i przewodniczącego wstępnie zaplanowano na marzec. Mateusz Kijowski nie kryje, że w wyborach wystartuje. Radomir Szumełda widziałby w tej roli Krzysztofa Łozińskiego. A Jarosław Marciniak? Na razie nie zdradza swoich planów. Nieoficjalnie w KOD mówi się, że sam mógłby ubiegać się o to stanowisko.

Czytaj więcej