Czytasz: Romans Ziętka z komunizmem

Romans Ziętka z komunizmem

Jego pogrzeb miał charakter wyłącznie świecki, a trumnę opuszczono do ziemi przy dźwiękach „Międzynarodówki” – o legendzie gen. Jerzego Ziętka pisze dr Bogusław Tracz, historyk z katowickiego IPN.


Zgodnie z zapisami ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego samorządy zostały zobowiązane – w terminie 12 miesięcy od dnia wejścia ustawy w życie – do tzw. dekomunizacji przestrzeni publicznej. Tym samym nazwy dróg, ulic, mostów i placów, jak również budowli, nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń oraz dat symbolizujących system komunistyczny. Ustawa określa również, że za propagujące komunizm uważa się nazwy odwołujące się do osób symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989. Niby oczywiste, jednak jak się okazuje w przypadku niektórych postaci trudno będzie o jednoznaczną ocenę. Zalicza się do nich również Jerzy Ziętek, wieloletni urzędnik administracji państwowej w czasach PRL, przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach i wreszcie wojewoda katowicki. Zdaniem jego licznych admiratorów, Ziętek nigdy nie był komunistą, a jego akces do powojennego obozu władzy miał być swoistą mimikrą, próbą ukrycia się jedynie za maską komunisty, a celem tej maskarady miało być jak najlepsze przysłużenie się regionowi w duchu pracy pozytywnej. Czy zatem faktycznie ów romans Ziętka z komunizmem nigdy nie został skonsumowany? Nawet jeśli przekształcił się w małżeństwo, to nie z miłości, a jedynie z rozsądku, twierdzą wielbiciele wojewody. Czy na pewno pozostał bez skazy? Tak się składa, że ów związek nigdy nie zakończył się rozwodem, choć okazji nie brakowało.


„Nie zdążył do Andersa”


Wybuch wojny we wrześniu 1939 r. przerwał karierę Jerzego Ziętka w strukturach administracyjnych II Rzeczpospolitej, którą rozpoczął niedługo po podziale Górnego Śląska. Po zamachu majowym w karierze pomógł akces do obozu sanacji. W 1928 r. objął stanowisku komisarycznego naczelnika Radzionkowa, a trzy lata później z ramienia sanacyjnego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem zasiadł w sejmowych ławach. Jednocześnie w 1931 r. został naczelnikiem gminy Radzionków, którą to funkcję pełnił nieprzerwanie do września 1939 r.

Wbrew legendzie nie brał udziału w kampanii wrześniowej, ani tym bardziej nie stanął na czele samozwańczego oddziału złożonego z dawnych powstańców śląskich. Opuścił Radzionków jeszcze zanim na ulicach pojawili się niemieccy żołnierze. Samochodem zarekwirowanym jednemu z kupców wyjechał w stronę Katowic, skąd przez Kraków dotarł do Lwowa. Nie wydaje się, by choć raz powąchał wówczas prochu. We Lwowie, który znalazł się pod sowiecką okupacją, pracował jako portier. Deportowany latem 1940 r. trafił do obozu w Rybińsku nad Wołgą, gdzie przebywał do jesieni 1941 r. Zwolniony, dzięki amnestii dotarł na Kaukaz, gdzie pracował m.in. w fabryce octu niedaleko Groznego. Można powiedzieć, że miał pecha, gdyż jak wielu Polaków „nie zdążył do Andersa”. Powołanie do armii polskiej otrzymał dopiero w czerwcu 1943 r. Trafił do Sielc nad Oką, gdzie pod czujnym okiem sowieckich doradców prostalinowski Związek Patriotów Polskich formował pierwsze oddziały „ludowego” wojska. Jesienią tegoż roku otrzymał skierowanie do szkoły oficerów polityczno-wychowawczych w Riazaniu, gdzie pod okiem sowieckich „ekspertów” formowano wiernych oficerów. Po jej zakończeniu był już podporucznikiem. Otrzymał nominację na tzw. oficera oświatowego i awans na zastępcę dowódcy batalionu ds. oświatowych. W mundurze „politruka” rozpoczął nowy etap politycznej kariery.

Awansował, choć nie brał bezpośredniego udziału we frontowych zmaganiach. W lipcu 1944 r. nosił już szlify porucznika, a pod koniec tegoż roku został majorem. Kiedy w połowie stycznia 1945 r. trafił do Włocławka i spostrzegł, że nowa władza nie cieszy się takim poparciem, jakie prezentowano w artykułach prasowych i na ideologicznych pogadankach, prosił o natychmiastowe przysłanie do miasta wysłannika rządu i choćby niewielkiej załogi milicji lub wojska, co – jego zdaniem – pozwoliłoby przeciąć wpływy żołnierzy AK i zwolenników rządu londyńskiego oraz „zorganizować społeczeństwo” zanim przeciwnicy nowej władzy przystąpią do przeciwdziałania. Według jednego z wielu oficjalnych życiorysów miał w tym czasie, z bronią w ręku, walczyć w okolicach Kołobrzegu, forsując Wał Pomorski, co nie znajduje jednak potwierdzenia w zachowanych dokumentach. Zapewne służył przeważnie na tyłach i wątpliwe, by kiedykolwiek został skierowany na pierwszą linię frontu.


Legenda Ziętka


Lojalność przynosiła owoce, skoro w styczniu 1945 r. szczycił się już pagonami podpułkownika, a jesienią awansował do stopnia pułkownika. W zasadzie był już wówczas żołnierzem wyłącznie formalnie, gdyż z chwilą przejścia na przełomie stycznia i lutego 1945 r. na stanowisko p.o. wojewody śląskiego zajął się wyłącznie pracą w administracji cywilnej i choć przez pierwsze miesiące po przybyciu do Katowic wciąż paradował w mundurze, jego związki z armią były zakończone.

W styczniu 1946 r. uhonorowano go Złotym Krzyżem Zasługi, a w czasie uroczystych obchodów pierwszej rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej na teren Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego otrzymał honorowe obywatelstwo Katowic. Obok niego tytułem tym wyróżniono wówczas tak „wybitnych katowiczan” jak Bolesław Bierut, Edward Osóbka-Morawski, gen. Michał Żymierski „Rola”, sowiecki gen. Iwan Koniew i Aleksander Zawadzki.

Ostatni awans w wojskowej hierarchii był „prezentem” otrzymanym z okazji pięćdziesiątej rocznicy trzeciego powstania śląskiego. Akt nominacji na generała brygady odebrał 5 maja 1971 r. Dumny z generalskich szlifów, chętnie występował w stosownym mundurze. Od tej pory tytułowano go generałem, a później generałem-wojewodą. To właśnie po otrzymaniu nominacji generalskiej nastąpił wysyp największej ilości tekstów poświęconych „frontowym dokonaniom” Ziętka, zarówno w okresie powstań, jak i w latach II wojny światowej. Ich autorzy mijali się z prawdą, a twórczość ta zasługuje co najwyżej na miano „fantastyki historycznej”.

Wieli widzi w nim dzisiaj przede wszystkim „dobrego gospodarza”. Zdaniem niektórych najlepszego, jaki przydarzył się regionowi po wojnie. To on ma być ojcem wszystkim sukcesów w regionie w czasach PRL. O porażkach, których jak wiemy nie brakowało, w kontekście Ziętka raczej się nie wspomina.

Legenda Ziętka zbudowana jest według schematu „dobry car – źli urzędnicy”. Jego zwolennicy odrzucają zarzuty partycypacji w powojennym systemie władzy i nie wspominają o odpowiedzialności za represje i terror towarzyszący jego funkcjonowaniu, zwłaszcza w okresie tzw. utrwalania władzy ludowej. Tymczasem, kiedy 1945 r. Ziętek zasiadł w gabinecie pierwszego zastępcy wojewody, dobrze widział o tym, co działo się za kulisami władzy i jakie metody stosowano wobec politycznych przeciwników. Od lutego 1945 r. był zresztą członkiem komunistycznej PPR i to bynajmniej nie szeregowym. Jednak zgodnie z leninowską zasadą „mądrość etapu” postanowiono, by początkowo nie ujawniał swojej przynależności partyjnej. Oficjalnie bezpartyjny, faktycznie zasiadał w gremium decyzyjnym PPR. Był zbyt wysoko w strukturach władzy, by nie wiedzieć, co działo się w piwnicach siedziby WUBP przy ul. Powstańców w Katowicach , katowickim więzieniu i szeregu innych, podobnych placówkach rozsianych po całym województwie. Nawet, jeśli odegrał w tym samym czasie istotną, pozytywną rolę, np. kiedy pomagał osobom, zakwalifikowanym do wysiedlenia, interweniował w sprawach weryfikacji, próbował ograniczyć proceder wywózki górników w głąb Związku Sowieckiego i podjął starania o powrót do kraju tych, których sowieci zdążyli wywieźć jeszcze na początku 1945 r., to należy jednak pamiętać, że wspierał i firmował działania władz, których celem była stalinizacja Polski i jej podporządkowanie Związkowi Sowieckiemu.


Ukryty członek PPR


W styczniu 1947 r. kandydował do sejmu z listy tzw. bloku demokratycznego, jako „bezpartyjny”, faktycznie będąc ukrytym członkiem PPR. Kiedy w lutym 1947 r. zasiadł w sejmowych ławach, wstąpił do klubu posłów PPR w charakterze „hospitanta”. Dopiero w 1948 r. przestał kryć się ze swoją przynależnością partyjną. Po utworzeniu w grudniu 1948 r. PZPR automatycznie został jednym z jej członków.

I choć jako były sanacyjny urzędnik od początku był traktowany nieufnie przez część członków partyjnego aparatu, a na początku 1948 r. UB rozpoczęło rozpracowanie wicewojewody pod kryptonimem „Sanator”. Kiedy rok później pozbawiono go członkostwa w PZPR, nad Ziętkiem zawisła groźba utraty wpływów, a być może aresztowania i procesu zakończonego wyrokiem. Hamletyzująca postawa, a nawet rzekoma myśl o samobójstwie, są dla wielu jego apologetów potwierdzeniem tragizmu sytuacji w jakiej się wówczas znajdował. Oczekujący wyroku w celach śmierci żołnierze niepodległościowego podziemia, byli z pewnością w znacznie gorszym położeniu. Ziętek mimo wszystko zachował nie tylko życie i zdrowie, ale również wolność, a nawet stanowisko. Uznano, że wciąż jest użyteczny.

Kiedy w maju 1950 r. został mianowany pierwszym zastępcą przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. Groźba degradacji, a tym bardziej aresztowania, stawała się coraz mniej realna. W sierpniu 1953 r. na jego piersiach zawisł krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za zasługi dla Polski Ludowej. Miesiąc później Ziętek znów został przyjęty do grona towarzyszy - członków PZPR. Udział we wprowadzeniu w życie dekretu o wysiedleniu biskupów katowickich również kładzie się cieniem na meandrach jego politycznej kariery w tym okresie.

Wraz z Edwardem Gierkiem, który od 1957 r. stał na czele wojewódzkiej organizacji partyjnej, był w następnych latach faktycznym współrządcą województwa. Piął się również po szczeblach partyjnej kariery. W maju 1964 r. dołączył do grona Egzekutywy KW PZPR – najwyższego kolegium wykonawczego partii na szczeblu wojewódzkim. Brał udział w jej posiedzeniach przez kolejnych piętnaście lat, również po tym, jak w 1975 r. przestał pełnić funkcję wojewody katowickiego. Zapomina się również, że był także członkiem Komitetu Centralnego PZPR. Zachowane dokumenty, a także liczne fotografie świadczą o jego faktycznym, a nie tylko jak chcą to widzieć jego zwolennicy fasadowym, udziale w partyjnych posiedzeniach, zjazdach i uroczystościach. W tych ostatnich był zresztą najbardziej widoczny. Zaciągał wartę i składał hołd zarówno po pomnikiem Powstańców Śląskich w Katowicach, jak i Czynu Rewolucyjnego w Sosnowcu. To z jego rąk Leonid Breżniew w lipcu 1974 r. otrzymał tytuł honorowego obywatela województwa katowickiego, „w uznaniu wybitnych zasług w utrwalaniu pokoju między narodami i w dziele umacniania międzynarodowego ruchu robotniczego i komunistycznego”.


„Międzynarodówka” na pogrzebie


Odejście Ziętka ze stanowiska wojewody katowickiego w połowie 1975 r. przedstawiane jest jako element opresyjnych działań wobec „naszego Jorga”. Nawet, jeśli dymisja ta nie była dobrowolną, należy pamiętać, że Ziętek pozostał członkiem komunistycznego establishmentu. W grudniu 1975 r., jako delegat z województwa katowickiego brał udział w obradach VII Zjazdu PZPR. W dalszym ciągu pełnił również funkcję członka Komitetu Centralnego partii komunistycznej, a na poziomie wojewódzkim do końca dekady brał udział w posiedzeniach Egzekutywy KW PZPR w Katowicach. Z czasem jednak coraz rzadziej, jednak nie ze względu na rzekome szykany ze strony Zdzisława Grudnia, ale na skutek coraz większych problemów ze zdrowiem. Był również członkiem Rady Państwa PRL – teoretycznie naczelnego organu władzy państwowej. W kwietniu 1980 r. Sejm PRL zatwierdził jego nominację na zastępcę przewodniczącego Rady Państwa, którym pozostał do chwili śmierci. W grudniu 1981 r. jedynie ze względu na stan zdrowia nie przybył do Warszawy by usankcjonować swym podpisem decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. Powstanie „Solidarność” i całą erupcję posierpniowej nadziei oceniał negatywnie, a same wydarzenia sierpniowe uznał za niedopuszczalny bunt społeczeństwa przeciwko władzy.

Kiedy zasnął snem wiecznym 20 listopada 1985 r., jego pogrzeb miał charakter wyłącznie świecki, a trumnę opuszczono do ziemi przy dźwiękach „Międzynarodówki” . Jego nagrobek po dziś dzień zamiast krzyża zdobi mosiężny orzeł bez korony – symbol państwa, któremu poświęcił większą część swojego życia.

Legenda Ziętka trwa, choć od czasów, kiedy przestał mieć realny wpływ na rządy w województwie minęło już ponad czterdzieści lat. Można to wytłumaczyć niezaprzeczalnym fenomenem tej postaci, choć jest w tym na pewno spora zasługa przekonującej propagandy. Warto zauważyć, że dziś depozytariuszami legendy Ziętka są w większości przypadków ci, którzy w czasach PRL z różnych powodów wchodzili w większe lub mniejsze alianse z ówczesnym systemem władzy. Największa w kraju aglomeracja przemysłowa, a wraz z nią całe województwo katowickie, było faktyczną „perłą w koronie” Polski Ludowej. To tutaj działała największa w kraju wojewódzka organizacja partyjna PZPR, która przez system nomenklatury miała realny wpływ na kariery. Bez wiedzy i przyzwolenia partyjnych towarzyszy trudno było o awans czy realne wykorzystanie pojedynczych sukcesów.

Legenda Jerzego Ziętka, zwłaszcza w kontekście jego stwierdzenia, że „w każdym systemie można zrobić coś dobrego dla ludzi”, prowadzi pośrednio do zdezawuowania tych cech systemu politycznego i gospodarczego w PRL, które doprowadziły do zapaści cywilizacyjnej, kryzysu i czołgów wyprowadzonych na ulice w grudniu 1981 r. Kreowanie mitu nie służy rzetelnej ocenie postaci oraz upraszcza dyskurs publiczny. Ponadto wydaje się, że legenda ta bardziej potrzebna jest żyjącym, niż spoczywającemu na cmentarzu przy ul. Francuskiej w Katowicach wojewodzie.

Myślę, że warto głębiej zastanowić się nad politycznymi kontekstami politycznej kariery Jerzego Ziętka w powojennej Polsce. Nawet jeśli jego związek z partią komunistyczną i stworzonym przez nią systemem władzy był bardziej małżeństwem z rozsądku, niż płomiennym romansem.


Dr Bogusław Tracz jest pracownikiem Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach.

Czytaj więcej