News, Historia

Możecie mnie rozstrzelać...

Ta kopalnia miała podzielić losy Wujka, ale znalazł się oficer, który uratował 2 tysiące górników. Gdyby wjechały czołgi, wszyscy by zginęli

Przed przybyciem do Lędzin w listopadzie 1981 roku pracował w Akademii Sztabu Generalnego, w Wydziale Politycznym. Niektórzy mieli mu to za złe, lecz on się tego nie wstydził. Jak znalazł się na Śląsku?

W czerwcu 1981 roku w Akademii odbywała się konferencja. Nie wytrzymał, zabrał głos. Wyrzucił z siebie wszystko, co go gnębiło. Mówił o honorze w armii, że go coraz mniej, o złodziejstwie, niesprawiedliwych awansach.  Jego przełożeni wpadli we wściekłość. Kariera w stolicy legła w gruzach.

„- Słuchaj, organizowane sa grupy operacyjne. Podjęto decyzję, że jako dowódca jednej z nich wyjedziesz na Śląsk, a tam cię zgnoją…" - powiedział mu przyjaciel.  

Dostał rozkaz, pojechał. Nie dał się zgnoić, co więcej, wkrótce ocalił honor oficera i... 2 tysiące górników kopalni Ziemowit. 

 „Niezłomny, rzecz o pułkowniku Jerzym Szewełło" to tytuł książki Aleksandry Nowackiej, jego siostry. Pułkownik już nie żyje, ale zdążył opowiedzieć siostrze swoją niezwykłą historię. 

Zainteresowali się nią reportażyści: Anna Sekudewicz z Polskiego Radia Katowice i Jan Smyk z Polskiego Radia Białystok. To z tego miasta pochodzi siostra pułkownika, poetka. IPN właśnie wydał na płycie CD ich reportaż. Piszemy o nim, publikując jako pierwsi na filmie fragmenty okraszone opowieścią Anny Sekudewicz. "Komisarz Jerzy - zapisy stanu wojennego w KWK Ziemowit" to jego tytuł.

- Pułkownik nie wykonał rozkazu. Za to uratował przed prawdopodobną śmiercią 2 tysiące górników kopalni Ziemowit. Gdyby nie on oraz bohaterska postawa dyrektora kopalni Antoniego Piszczka, mogło dojść tam do o wiele większej tragedii niż na Wujku. Było od niej o włos -  mówi redaktor Anna Sekudewicz, której udało się porozmawiać z ludźmi pamiętającymi pułkownika. W reportażu jest także oryginalne nagranie jego wspomnień ze stanu wojennego.  Najbardziej dramatycznego momentu, gdy zapobiegł temu, by na kopalnię wjechały czołgi.

15 grudnia 1981 roku, wieczorem, w Ziemowicie wybuchł strajk. Zastrajkowało łącznie 2028 górników z II i III zmiany. Strajkowali na dole kopalni, a nie na powierzchni i dzięki temu nie byli narażeni na bezpośrednią interwencję wojska i ZOMO.  Dostawali żywność, napoje...

"W środku nocy zjawił się u mnie dowódca batalionu czołgów X Dywizji Sudeckiej z Opola. Wszedł pewny siebie, nawet butny. Postanowiłem go trochę utemperować" - wspomina Szewełło w książce siostry.

- Kim pan jest, majorze?

- Jestem dowódcą batalionu czołgów, mam rozkaz... (...)

-Czym pan przyjechał pod barmę kopalni?

- Wozem bojowym... - odparł major, nieco wytrącony z rezonu.

-Proszę więc wracać do wozu i odjechać 501 metrów od bramy i czekać na dalsze rozkazy.

Nie wiem, skąd mi przyszła do głowy liczba 501. Może dlatego, że na tej głębokości znajdowali się strajkujacy górnicy, którzy parę godzin wcześniej przyjęli komunię świetą i postanowili, że jeśli czołgi wjadą do kopalni - to oni się wysadzą w powietrze. (...)

- Panie pułkowniku, pan nie wie, co pan robi - usłyszał.

- Major był drugą osobą, która przybyła do Ziemowita, by stłumić strajk. Wcześniej trafił tam słynny pułkownik Gębka, który spacyfikował kopalnię Wujek i powiedział mu: my tutaj zrobimy to samo - opowiada Anna Sekudewicz.

Trzecią osobą, chcącą złamać pułkownika był generał S. ( Szewełło nie ujawnił jego nazwiska publicznie - przyp. red.)

Zadzwonił telefon z dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego. Usłyszał, że jest zdjęty ze stanowiska i ma natychmiast opuścić kopalnię. Kara miała go spotkać za niewpuszczenie czołgów, zablokowanie użycia gazów psychotropowych, niewkroczenie pododdziałów 6.dywizji powietrzno-desantowej, za wydalenie z kopalni służby bezpieczeństwa, urochomienie łączności z dołem kopalni i... przekazanie na dół "Wolnej Europy".

Wysłuchał tej tyrady w obecności dyrektora Piszczka. Niektórzy inżynierowie pobledli. On, nie dał nic po sobie poznać.

- Nie przyjmuję do wiadomości rozkazów, które mogłyby mieć wpływ na zdrowie i życie górników.

Wkrótce po drugiej stronie słuchawki odezwał się sam generał S.

- Staniecie pod ścianą i będziecie rozstrzelani.To nie są ćwiczenia, to jest stan wojenny!

- Możecie mnie rozstrzelać. Mam jednak prośbę: proszę zaopiekować się moimi dziećmi i matką, która mnie i troje rodzeństwa uratowała od śmierci głodowej na Syberii.

- Jesteście szaleni, nieobliczalni - usłyszał i generał rzucił słuchawką.

 Wojsko na Ziemowita nie weszło. Potem, stopniowo, z różnych względów, często zdrowotnych, liczba strajkujących na dole malała. Ich nastroje łagodzili i tonowali proszeni o pomoc ks. biskup Herbert Bednorz, a szczególnie ks. Józef Przybyła. Strajk zakończył się szczęśliwie 24 grudnia.

- Pułkownik Szewełło uratował kopalnię, nie ma co do tego wątpliwości - mówi Anna Sekudewicz.

 

Czytaj więcej

Napisz do autora m.zawala@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kultura