Czytasz: Ręce, które leczą? Mamy je w Katowicach!

Ręce, które leczą? Mamy je w Katowicach!

Obiecuję, że wyjdzie pani stąd odmieniona - mówi właścicielka. Odważna deklaracja. Postanawiam ją zapamiętać i sprawdzić, na ile ulepiona została z umiejętnego marketingu.

- Muszę panią uprzedzić - wita mnie od progu właścicielka Amari Spa Katowice. - Nie wiem, gdzie pani dotychczas bywała, ale my tu nie wierzymy w głaskanie klienta.

- A w co wierzycie? - pytam, zbita nieco z tropu.

- W prawdziwy, leczniczy masaż, jak w Tajlandii - odpowiada. - Obiecuję, że wyjdzie pani stąd odmieniona - dodaje.

Odważna deklaracja. Postanawiam ją zapamiętać i sprawdzić na sobie, na ile ulepiona została z umiejętnego marketingu.

Od wejścia uwagę przyciąga pięknie zaprojektowane wnętrze i relaksująca muzyka. Spójne, eleganckie pomieszczenia, z detalami przywiezionymi z ojczyzny tajskiego masażu; za szklanymi szafkami, ekspozycja z kosmetyków, z których korzystają masażystki spa podczas zabiegów.

- Kosmetyki też prosto z Tajlandii - słyszę zza recepcji. Co jednak najważniejsze, azjatyckie kosmetyki to nie jedyny gwarant jakości usług w Amari Spa Katowice.

W salonie pracuje wykwalifikowana kadra. Doświadczone Tajki z wszelkimi kursami i uprawnieniami do leczniczych masaży, właściciele osobiście rekrutowali w Tajlandii przez kilka miesięcy, żeby znaleźć te, które najlepiej znają się na swoim fachu.

Po wybraniu zabiegu najlepszego dla mojego organizmu, dostaję strój do masażu. Jego specyficzny krój przestaje być dla mnie zagadką, kiedy masażystka zaczyna swoją pracę. Sekwencje swoich ruchów pogłębia odpowiednio chwytając za materiał, przez co moje ciało wykonuje ruchy, dzięki którym opuszczają mnie wszelkie napięcia mięśni. Masaż cały czas balansuje na granicy przyjemnego bólu. Od czasu do czasu czuję, jak coś we mnie „strzela” i wskakuje na swoje miejsce. Reaguję strachem. Masażystka - śmiechem. Wie, jakie wrażenie ten efekt robi na jej klientach.

Po zakończonym masażu przechodzę na relaksujący peeling całego ciała. Towarzyszący mu masaż ma już za zadanie wyłącznie mnie odprężyć. I rzeczywiście - po zabiegu nie tylko mam aksamitną skórę na całym ciele, ale również czuję się zrelaksowana i… lekka. Jak się dowiaduję, to efekt poprzedniego masażu. Ciało męczone siedzącym trybem życia, pracą przy komputerze i czasem spędzanym w samochodzie, nagle zostało doprowadzone do postaci, w której wszystko ma na swoim miejscu.

Wychodząc, uśmiecham się do właścicielki za kontuarem. Cóż, w jej słowach nie było ani odrobiny marketingowej przesady.

- Do zobaczenia - mówię więc na pożegnanie. Rzeczywiście, po tym, co mnie tu spotkało, już nie będę miała ochoty na „głaskanie”, które nie przynosi efektów...

Czytaj więcej