Czytasz: Przeszczep kału? To nie żart, to dla zdrowia

Przeszczep kału? To nie żart, to dla zdrowia

Flora bakteryjna jelit lekarstwem? O leczeniu bakteriami kałowymi mówi Silesionowi dr Paweł Grzesiowski

Rozmowa z dr. n. med. Pawłem Grzesiowskim z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji, Ośrodek Badań i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Warszawie

Mój redaktor naczelny odstąpił od śniadania, gdy dowiedział się, że będę z Panem rozmawiać o, nazwijmy tę rzecz po imieniu, ludzkiej kupie, która jest, jak się okazuje, niezwykłym lekarstwem. Chyba nie jest pan zdziwiony takimi reakcjami na to, czym się pan zajmuje?

Zdziwiony nie jestem, ale są kompletnie nieuzasadnione.  Nazywając rzecz elegancko, stolec, który jest punktem wyjścia do tej terapii, to nie jest ten sam materiał, który podajemy człowiekowi. Pacjent, mówiąc wprost, nie jest leczony kałem, tylko pochodzącymi ze stolca bakteriami. Trudno więc porównywać to, co estetycznie kojarzy nam się fatalnie, ze stosowaną przez nas terapią.

Doktorze, nazywając rzecz po imieniu, kupa to kupa, choć ponoć nic co ludzkie nie powinno być nam obce.

To powiem tak: żaden pacjent, który poddawany był zabiegowi przeszczepienia jelitowej flory bakteryjnej, który mój zespół wykonał w ciągu ostatnich  5 lat, nie miał nigdy żadnych problemów estetycznych, nikt nie zgłosił, że coś brzydko pachnie, że coś niefajnego jest w tym, że ten przeszczepiany materiał jest pochodzenia biologicznego. Owszem, zdarzyło się, że koledzy lekarze, z niewiedzy, reagowali z niesmakiem i odmawiali pacjentom, co uważam dziś za nieetyczne, bo jest to metoda o udowodnionej skuteczności.

Jak się słyszy: przeszczep kału, to trudno nie uruchomić wyobraźni.

Fakt, trudno, tyle że to nieprawda. Ta terapia to nie jest przeszczep kału, tylko przeszczep bakterii pozyskanych z kału. To ogromna różnica. Każdy sobie wyobraża, że bierzemy pół kilo kupy i wlewamy ją choremu rozcieńczoną człowiekowi rurką, przez jakiś otwór. Nic bardziej błędnego, tak się to nie odbywa.

A jak? Bo wyobraźnia, niestety, pracuje?

Bakterie jelitowe można podawać na dwa sposoby, albo metodą przez odbytnicę, preparat wlewa się jak głęboką lewatywę, albo przez sondę, przez nos lub w gastroskopii, bezpośrednio do żołądka albo dwunastnicy. Pacjent niczego nie odczuwa, ani smaku, ani zapachu. Obie metody są tak samo skuteczne, ta doodbytnicza jest najmniej uciążliwa dla pacjenta, ale nie da się jej zastosować, gdy pacjent ma ciężką biegunkę. Wcześniej pacjentowi oczyszcza się jelita, podając środek przeczyszczający, potem pacjent układa się na boku na leżance. Podczas przeszczepu flory bakteryjnej strzykawki z preparatem są specjalnie zapakowane, chory niczego nie widzi, nie czuje, zwłaszcza że bakterie jelitowe chronimy przed światłem. Pojemniki są więc szczelnie zamknięte.

Skąd pomysł, by kał był źródłem leczniczych bakterii?

Pierwsze informacje na temat stosowania  kału i jego pochodnych w leczeniu pochodzą jeszcze z medycyny chińskiej. Stosowano go w leczeniu objawów zatrucia i ciężkich biegunek już w IV w.  W średniowieczu są też zapiski świadczące o leczeniu biegunek tzw. brązową zupą. We współczesnym rozumieniu leczenia różnych chorób to nowość w medycynie, bowiem przeszliśmy od medycyny ludowej do zastosowania w konkretnych wskazaniach, a potwierdziły to badania kliniczne. Przeszczepy bakterii kałowych z powodzeniem stosuje się w leczeniu ciężkich infekcji wywołanych bakterią Clostridium difficile. Ta terapia jest skuteczna nawet u pacjentów z ciężkim zapaleniem jelit.  Stwierdził to niejaki Max Nieuwdorp na Wydziale Medycznym Akademickiego Centrum Medycznego w Amsterdamie, gdy dostał pod opiekę 81-letnią  umierającą pacjentkę z wysoką gorączką i biegunką po antybiotykach. Antybiotyk ostatniej szansy, czyli wankomycyna nie zadziałała. Wtedy Nieuwdorp, który nie wiedział już jak ją leczyć, znalazł pracę z 1958 r. z pisma "Surgery”, w której Ben Eiseman, lekarz z Uniwersytetu Kolorado w Denver w USA, opisał próbę leczenia ludzi cierpiących na stany zapalne jelit przez wlew do ich odbytu kału od osób zdrowych. Nieuwdorp przeszczepił bakterie kałowe i pacjentka wyzdrowiała.  Tak zaczęła się kariera tej, uznanej dziś w świecie, terapii.

Co leczy się za pomocą przeszczepu bakterii kałowych?

Powiedzmy, że około 15 grup różnych schorzeń, w pierwszej kolejności zakażenia Clostridium difficile i inne dysbakteriozy oraz choroby zapalne jelit. W badaniach klinicznych stosujemy tę terapię w chorobie Leśniowskiego-Crohna, przy czym nie używałbym słowa leczymy, tylko próbujemy zastosować bakterie kałowe w leczeniu tych chorób, bo poza Clostridium difficile, nie mamy jeszcze badań klinicznych na dużą skalę. Dlatego wolę mówić, są próby leczenia kilkunastu chorób. Jest w tym zespół tzw. jelita drażliwego,  zespół jelita nieszczelnego. Z przeszczepu bakterii kałowych mogą skorzystać osoby z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Ale prowadzone są także bardzo obiecujące badania nad dziećmi z zabużeniami jelit i rozwoju mózgu. Okazuje się, że wiele z tych dzieci ma ciężkie zespoły dysbakteriozy, nikt nie wie, dlaczego tak jest, ale wiele wskazuje na to, że są to schorzenia jeszcze z okresu niemowlęcego. U niektórych dzieci po przeszczepach  flory nie tylko poprawiają się funkcje trawienne, ale i poznawcze. To nie znaczy, że się leczą z autyzmu, byłoby nadużyciem takie stwierdzenie, ale ich funkcje poznawcze jednoznacznie się poprawiają, co znaczy, że ta flora jelitowa jednak oddziałuje na mozg.

Może to wreszcie właściwy trop na drodze do leczenia autyzmu?

Wie pani, Japończycy dwa lata temu opatentowali  grupę bakterii probiotycznych, które być może uda się wykorzystać w prewencji autyzmu, będą je mogły brać dzieci z grup ryzyka w bardzo młodym wieku, chodzi o bakterie produkujące między innymi kwas γ-aminomasłowy (GABA), organiczny związek chemiczny z grupy aminokwasów, który pełni funkcję głównego neuroprzekaźnika o działaniu hamującym w całym układzie nerwowym. To neuroprzekaznik odpowiedzialny za dojrzewanie mózgu. Prowadzone są  też eksperymentalne celowane przeszczepy flory bakteryjnej jelit do leczenia immunosupresyjnego, w nowotworach, białaczkach. Zaczynamy rozumieć, że bakterie, które są w nas, produkują substancje, z których my możemy odnieść korzyść, zaczynamy więc wykorzystywać tak naprawdę te bakterie w tym nowym podejściu do celowanej interwencji, także w obszarze stymulacji neurologicznej. Obsewujemy związki zaburzonej flory bakteryjnej z depresją, ale także w miażdżycy czy chorobach autoimmunologicznych.

Słyszałam, że jelita  to tak naprawdę nasz drugi mózg?

Nie tylko mózg, ale cała fabryka metaboliczna, wielka fabryka hormonów. Wiadomo już, że są bakterie, które produkują neuroprzekaźniki, czyli jeśli ktoś ma niedobór jakiegoś neuroprzekaźnika i my wprowadzimy mu do jelita określoną bakterię, to on zacznie mieć tego neuroprzekaźnika więcej. Jest przecież bezpośrednie połączenie nerwem błędnym między jelitami a mózgiem. To wszystko może obiecywać w przyszłości bardzo interesujące terapie. Nadal jest to jednak metoda polegająca na uzyskaniu filtratu bakterii od zdrowego dawcy, to jest ten problem ograniczający, sprawiający, że nie jest to metoda masowa.

Żeby był filtrat, musi być kał. Kto może być jego dawcą?

Przede wszystkim osoba superzdrowa.  Odpadają wegetarianie, ludzie z alergiami, cukrzycą, chorobami jelit, otyli. Bardzo dokładnie badamy dawców, po to, by wykluczyć ryzyko przeniesienia jakiegoś zakażenia czy innej choroby.

Jak się odbywa pobranie „materiału” do przeszczepu?

Dawca oddaje stolec, który jest potem zamykany w sterylnym pojemniku i zamrażany jako materiał wyjściowy. Potem jest opracowywany w naszym laboratorium. Powstaje wspomniany filtrat, pozbawiamy kał resztek pokarmowych, łączymy z solą fizjologiczną, tak by naturalnie nie stracić bakterii.

Dużo jest w Polsce dawców kału?

Niektóre ośrodki mają swoich dawców, korzysta się również z  dawców rodzinnych. W naszym zespole mamy sześciu stałych dawców kału, wyselekcjonowanych, poddawanych co pół roku szczegółowym badaniom, oni po prostu mają doskonałą florę bakteryjną jelit.

Wiele jest takich osób, z dobrą florą w jelitach?

No właśnie, to jest coraz trudniejsze, większość z nas ma złą florę. Dobrego dawcę tak naprawdę bardzo trudno znaleźć,  bo taki człowiek musi być perfekcyjnie zdrowy. A my sobie niszczymy florę bakteryjną antybiotykami, złą dietą, lekami przeciwzapalnymi.

Słyszałam, że przeszczepiając bakterie kałowe od osób szczupłych można leczyć otyłość. Prawda to?

Na obecnym etapie nie jest to możliwe. Trwają badania nad wykryciem związku flory jelitowej z otyłością, ale obawiam się, że to kierunek, który może nam szkodzić, jeśli nie będziemy pewni tego, co robimy. Byłbym ostrożny, bo może powstać takie złudzenie, że wystarczy przeszczepić florę bakteryjną i dalej można niezdrowo się odżywiać. Nawet jak odkryjemy związki bakterii z otyłością, to na pewno nie będzie tak, że leczenie otyłości będzie polegało na przeszczepianiu bakterii. To nie jest nowa metoda odchudzania.

Kto dziś korzysta z przeszczepu bakterii kałowych?

Głównie pacjenci zakażeni Clostridium i innymi dysbakteriozami oraz chorobami zapalnymi jelit. W 2010 r. opracowaliśmy z kolegami z naszego zespołu pierwszy w Polsce schemat przygotowania dawcy i biorcy, i wykonaliśmy pierwszy zabieg w szpitalu w Wejcherowie u pacjentki z ciężką postacią Clostridium. Odnieśliśmy sukces. Teraz mamy już w Warszawie ośrodek przeszczepów w warunkach ambulatoryjnych, przygotowujemy także materiał do przeszczepów dla ponad 20 szpitali w Polsce, najwięcej na Mazowszu, Śląsku i Pomorzu.

Proszę wybaczyć śmiałość, ale czy ludzi nie kusi czasem, żeby samodzielnie sobie robić takie "przeszczepy"?

Ależ jak pani wejdzie na You Tuba to znajdzie tam wiele opisów, jak to zrobić, jak zmieszać kał z wodą, solą fizjologiczną, jak przepuścić przez gazę, itd. Odradzam tego rodzaju sposób postępowania, bo jest to ryzykowne, wlewki powinny być przygotowane przez specjalistów, w warunkach laboratoryjnych, a przede wszystkim po dokładnych badaniach dawcy. Ale gdybym znalazł się w ekstremalnej sytuacji sam w afrykańskim buszu, to kto wie...Trzeba mieć jednak jakąś wiedzę i pełną świadomość zagrożeń.

Jak szybko widać efekty u waszych pacjentów?

Czasami w ciągu jednej doby albo dwóch następuje poprawa, bardzo szybko. Flora dawcy w ciągu 48 godzin zasiedla jelito biorcy.

Widziałam w internecie informacje, że w sprzedaży są już kapsułki z kałem. Prawda to?

Nie, to nie są kapsułki z kałem, tylko zamrożoną albo liofilizowaną mieszaniną  flory jelitowej. To, co my podajemy w postaci wlewu, oni, tzn. Francuzi i Kanadyjczycy póki co,  zamrażają albo liofilizują. Wada: trzeba przestrzegać warunków przechowywania w niskiej temperaturze, no i bardzo dużo łyknąć. Taka  kapsułka ma maksimum gram zawartości, a trzeba dla efektu leczniczego od 30 do 50 g. Może wkrótce pojawią się na rynku kapusułki żelowe, nie trzeba będzie ich mrozić, ale mechanizm pozyskiwania będzie nadal ten sam. Flora jelitowa od żywych dawców.

Kupa w tabletce, jakby pan tego nie nazwał.

Na właśnie, raz jeszcze powtarzam, że nie ma to nic wspólnego z kupą. Pięć lat temu, gdy zaczynaliśmy przeszczepianie bakterii kałowych, większość osób reagowała uśmieszkiem, obrzydzeniem, a znam profesorów, od których słyszałem, że po ich trupie ta metoda będzie wdrożona.

 I co?

Dzisiaj sami ją stosują. Miliardy dolarów inwestowane są w świecie w badania nad bakteriami jelitowymi. Wierzę w to, że te bakterie będą nam pomagać w walce z chorobami cywilizacyjnymi. 

Dr n.med. Paweł Grzesiowski

Inicjator wprowadzenia w 2012 r. metody przeszczepienia mikrobioty jelitowej w Polsce.Wraz z dr. Adamem Hermannem oraz zespołem współpracowników opracował metodykę przeszczepu i wykonał pierwsze zabiegi w Polsce. Założyciel w 2015 r. Ośrodka Badań i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie, w którym po raz pierwszy w Polsce rozpoczęto wykonywanie tych zabiegów w warunkach ambulatoryjnych. 

 

Czytaj więcej