Czytasz: Przemyt ludzi trwa w najlepsze. Reklamy są nawet na Facebooku

Przemyt ludzi trwa w najlepsze. Reklamy są nawet na Facebooku

Trwa nierówna walka między przemytnikami ludzi a służbami państw UE. Ofiarami są marzący o lepszym życiu Syryjczycy, Irakijczycy i mieszkańcy Afryki Północnej.

Jeszcze w lutym szef Europolu Rob Wainwright przestrzegał, że szmuglowanie migrantów jest najszybciej rozwijającą się gałęzią działalności przestępczej. Ponad 90 proc. dociera do UE korzystając z usług sieci przemytniczych. Reklamują się na portalach społecznościowych, szczegóły dogadują poprzez komunikatory. 

Polski wątek

W piątek Straż Graniczna poinformowała, że rozbiła grupę przestępczą, która przemycała imigrantów pochodzących z krajów arabskich na terytorium Niemiec i Austrii. Grupa, powiązana ze środowiskiem krakowskich pseudokibiców, mogła przerzucić kilkaset osób. W sprawie zatrzymano 10 osób.

- Członkowie zorganizowanej grupy powiązanej ze środowiskiem krakowskich pseudokibiców nawiązali ścisłą współpracę z działającymi na terenie państw bałkańskich i Węgier arabskimi i afrykańskimi przemytnikami ludzi - mówi kpt. Katarzyna Walczak, rzeczniczka Śląskiego Oddziału Straży Granicznej.

Celem grupy było organizowanie przemytu imigrantów pochodzących z Syrii, Iraku, Afganistanu i Pakistanu do Niemiec oraz Austrii. Transporty imigrantów, wśród nich kilkuletnich dzieci, odbywały się w trudnych warunkach, jednorazowo do kilkudziesięciu osób, samochodami dostawczymi niedostosowanymi do przewozu ludzi.

- Szacuje się, że grupa dokonała przemytu kilkuset imigrantów, od których inkasowano opłaty w wysokości od 300 do 1000 euro - mówi rzeczniczka Śląskiego Oddziału SG.

Przemyt rozpoczynał się z reguły na Węgrzech - w największym w tym kraju ośrodku dla uchodźców w miejscowości Bicske - albo w Budapeszcie i prowadził do Niemiec albo Austrii przez granice Czech, Słowacji i Polski - w zależności od punktu docelowego. W jednym z przypadków przewożący cudzoziemców kierowca doprowadził na terenie Słowacji do zderzenia z innym pojazdem, powodując wypadek ze skutkiem śmiertelnym.

- Rozbicie grupy stało się możliwe dzięki zakrojonej na szeroką skalę współpracy Polskiej Straży Granicznej z Dyrekcją Niemieckiej Policji Federalnej w Pirnie - podkreśliła kpt. Walczak.

W ramach tej współpracy powołano m.in. polsko-niemiecką grupa dochodzeniowo-śledczą. Między 22 a 27 czerwca funkcjonariusze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali w Krakowie dziesięciu członków grupy przemytniczej. Zatrzymanym przedstawiono zarzuty m.in. kierowania oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze międzynarodowym, organizowania nielegalnego przekraczania granicy Polskiej oraz granic innych państw Unii Europejskiej oraz fałszowania dokumentów.

Zaczyna się od reklamy na facebooku 

Grupa z Polski, to nie odosobniony przypadek. W sieci nie brakuje ofert ze zdjęciami wycieczkowców i gwarancją bezpiecznej podróży. Za przeprawę z Libii do Włoch trzeba zapłacić chcą 1000 dolarów. Zamiast wycieczkowca jest drewniana łódka.

Oddział EU IRU

Aktywność przemytników monitorują specjalne organy UE. Unijna Jednostka ds. Zgłaszania Podejrzanych Treści w Internecie (EU IRU) powstała w połowie 2015 r., żeby walczyć z propagandą terrorystyczną w sieci. Zajmuje się także kwestią migracji. Każdego dnia blisko 40 osób przeczesuje sieć w poszukiwaniu treści wykorzystywanych przez przemytników.

- Blisko współpracujemy ze wszystkimi serwisami społecznościowymi, w tym z Facebookiem. IRU bada treści w kilku językach, w tym po arabsku - mówi Tine Hollevoet z biura prasowego Europolu.

To nierówna walka, bo jak przyznają  chcący zachować anonimowość urzędnicy po zamknięciu przez Facebooka podejrzanej strony, powstaje nowa.

- Właśnie na Facebooku reklamują się przemytnicy, którzy kuszą klientów mówiących po arabsku, np. Syryjczyków, Irakijczyków czy mieszkańców Afryki Płn. - mówi anonimowy urzędnik. Ci, którzy chcą trafić do Afgańczyków posługujących się językami pasztu lub dari, są bardziej aktywni na Instagramie.

Jak biuro podróży 

Przemytnicy promują bezpieczną, luksusową i wygodną podróż. Zapewniają, że wszystko będzie dobrze. Ogłoszenia są opatrzone atrakcyjnymi zdjęciami i bardziej przypominają reklamę luksusowego rejsu po Morzu Śródziemnym niż ofertę przeszmuglowania migranta lub uchodźcy z Afryki do Europy.

W ogłoszeniach są zdjęcia europejskich zabytków, np. Krzywej Wieży w Pizie, wieży Eiffla czy londyńskiego Big Bena. Na reklamach umieszczane są też fotografie plików banknotów w dłoniach przemytnika. To ma pokazać, "że dużo zarabia, że można mu zaufać i skorzystać z jego usług" – mówi anonimowy urzędnik instytucji unijnej.

Na początku czerwca do podróży z Turcji do Grecji zachęcała fotografia statku wycieczkowego. W rzeczywistości taka podróż odbywa się na drewnianej łodzi rybackiej lub pontonie. Na trasach lądowych ludzie są przemycani w bagażnikach samochodów, podczepiani pod podwozie a nawet przebierani tak, by upodobnić ich do fotela w pojeździe.

Przemytnicy używają zwrotów z języka religijnego i umieszczają w treści ogłoszeń cytaty z Koranu, aby pokazać, jak szanowana i poważna jest ich firma. Ogłoszenia zawierają numer telefonu osoby zajmującej się przemytem, na który klient wysyła wiadomość za pomocą komunikatorów WhatsApp, Viber czy Telegram. Na czacie ustalana jest dokładna cena.

POdróż za 1000 dolarów

Pod koniec maja podróż z Libii do Włoch drewnianą łodzią kosztowała 1 tys. dolarów. Za "rejs" z Turcji do Grecji pontonem trzeba było zapłacić 500 dolarów, a motorówką o 400 dolarów więcej. Lot samolotem z Iraku do UE, z fałszywym lub kradzionym paszportem jednego z krajów UE, kosztował aż 12 tys. euro, a z Turcji do UE - 8,5 tys. dolarów. Paszport służy migrantowi jedynie do pokonania granicy, gdyż po dotarciu na miejsce składa on wniosek o azyl korzystając z własnych dokumentów, o ile oczywiście je ma.

Jak opowiada anonimowy unijny urzędnik, przeprawa z Libii do UE zazwyczaj jest płatna z góry. Jeśli migrant lub uchodźca wybierze inną trasę, przed podróżą przekazuje połowę pieniędzy, a resztę płaci po dotarciu na miejsce. Przemytnicy współpracują z tzw. biurami ubezpieczeń np. w Turcji, gdzie klient wpłaca pieniądze. Jeśli uda mu się dotrzeć do celu, biuro jest o tym informowane i przemytnik otrzymuje całą kwotę.

- Ceny usług zmieniają się dosłownie z dnia na dzień. Różnią się w zależności od warunków pogodowych, sytuacji na granicach, popytu, ale też od wypowiedzi polityków. Np. z powodu pozytywnych słów na temat uchodźców, jakie padły z ust przedstawicieli władz Kanady, przemytnicy promują m.in. możliwość lotu do tego kraju.

Uwaga na paszporty! 

Przemytnicy nie tylko fałszują dokumenty i używają kradzionych paszportów, ale też korzystają z narzędzi do porównywania twarzy. Proszą klienta, aby przesłał im swoje zdjęcie, a następnie szukają kradzionego paszportu z fotografią podobnej do niego osoby - tłumaczy anonimowy urzędnik UE.

O tym, że przemyt to świetnie zorganizowany biznes, świadczy jego struktura. W Afganistanie szef siatki przemytników, nazywany "wujkiem", to zazwyczaj zaufany członek społeczności, o którym wiadomo, że zajmuje się przerzucaniem ludzi do Europy. Do jego grupy należą osoby zajmujące się przygotowywaniem ogłoszeń, doradcy pomagający migrantom w sprawach azylowych i eksperci organizujący noclegi po drodze.

Często przemytnik jest jedynym źródłem informacji w okolicy na temat migracji. Dowodzi to, że jednym ze sposobów walki z przemytem powinny być prowadzone przez UE kampanie informacyjne w krajach, z których pochodzą uchodźcy i migranci - mówi anonimowy urzędnik instytucji unijnej.

Przemycani do Europy 

- 96 proc. migrantów, którzy w 2016 r. przybyli do Europy szlakiem z Libii, twierdziło, że korzystało z usług przemytników - wynika z danych Frontexu.

W 2017 r. Libia nadal jest głównym krajem, z którego wyruszają migranci i uchodźcy zmierzający drogą morską do Europy. Według najnowszych danych Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) od stycznia do 5 lipca do UE tym szlakiem do Włoch dotarło ponad 85 tys. ludzi. W tym samym okresie rok temu były to 74 tys. ludzi. W tym roku tej przeprawy nie przeżyło co najmniej 2150 osób, podczas gdy rok temu - 2501. Do Włoch w czerwcu przybyli głównie obywatele Nigerii, Bangladeszu, Gwinei, Wybrzeża Kości Słoniowej i Gambii.

Jak informuje Hollevoet z Europolu, prawie 90 proc. łodzi wypływa z okolic libijskiego miasta Sabrata, na zachód od Trypolisu.

Działalność przemytników ułatwia paraliż władzy w Libii. Kraj jest pogrążony w chaosie od końca 2011 r., gdy obalona została dyktatura Muammara Kadafiego. Spore obszary Libii są kontrolowane przez uzbrojone milicje, lojalne wobec rywalizujących ze sobą frakcji rządzących.

Czytaj więcej