Czytasz: Protest kobiet czy partyjny wiec?

Protest kobiet czy partyjny wiec?

Kto i dlaczego wyprosił nauczycielkę z Zabrza? Prawdziwa burza przetoczyła się po katowickiej manifestacji.

Ewa Wnorowska za udział w pierwszym czarnym proteście musiała tłumaczyć się przed kolegium dyscyplinarnym Śląskiego Kuratorium Oświaty. Jest jedną z nauczycielek z Zabrza, które za wsparcie protestu kobiet musiały zmierzyć się z falą hejtu. Rozczarowanie i oburzenie wróciło w czasie środowego protestu w Katowicach.

- Poszłam na OSK w obronie praw kobiet, a trafiłam na wiec partyjny. Jak się jeszcze dowiedziałam, stają w obronie wolności słowa, że mogę iść do domu to poszłam. I niestety nie byłam jedyna... Widziałam inne osoby odchodzące z tłumu. Szkoda!!! Mamy łączyć, a nie dzielić - pisze rozżalona Ewa Wnorowska. 

Czarna środa

Na katowicki rynek pojechała tak jak setki kobiet, które oburzyło odrzucenie projektu, pod którym składały podpisy. Projekt Ratujmy Kobiety odrzucono w pierwszym czytaniu. Także głosami posłów opozycji. Za protestem w Katowicach stała partia Razem, Zieloni, Stowarzyszenie Tęczówka, ruch Nie składamy parasolek oraz Inicjatywa Feministyczna. Obecna na proteście Ewa Wnorowska nie kryła wrażenia, że oddolny ruch zamienił się w partyjny wiec.

- Pojechałam do Katowic na Rynek na 17.00 wezwana przez Ogólnopolski Strajk Kobiet, a okazało się, że organizatorem była Partia Razem, która dość mocno rozgrywała politycznie całe wydarzenie. Kiedy jeden pan przechodzący w tłumie i rozdający fioletowe ulotki kazał schować transparent, który obok mnie trzymało dwóch chłopaków, nie wytrzymałam w imię wolności słowa - relacjonuje nauczycielka z Zabrza.

"Sukces trolii" z Katowic

Stałym elementem protestów w Katowicach jest obecność przeciwników aborcji. Czasem wmieszają się w tłum z kontrowersyjnymi hasłami na transparentach. Organizują także kontrmanifestacje kilkanaście metrów od miejsc protestów kobiet. Podobnie było i tym razem. Obok transparentów „Mam parasolkę”, „Moje ciało - moja decyzja” wyrosły „Nawet Hitler dał nam aborcję” czy „Nie ma człowieka, nie ma problemu. Józef Stalin”.

- W pewnym momencie manifestacji między kobiety weszli młodzi ludzie z transparentami porównującymi nas do Stalina i Hitlera. Uczestniczki poprosiły służby porządkowe, żeby te osoby wyprosić - tłumaczy Arnika Kluska z Razem Śląskie.

- I się wtrąciłam. Zapytałam czemu mają opuścić transparent?
Bo my takich transparentów nie chcemy.
My tzn. kto?
Organizatorzy.
A kto jest organizatorem?
My.
My tzn. kto?
Ci co stoją na scenie.
To znaczy, że wy organizujecie to wydarzenie dla siebie?? I my tu na dole nie jesteśmy wam potrzebni?
Tak - może pani iść do domu.
To sobie poszłam - pisze Ewa Wnorowska. 

- Ewa w imię wolności słowa uznała, że będzie ich bronić. Ci, którzy nam pomagali, Ewy nie znają i najwyraźniej uznali, że skoro broni tych transparentów, to jest jedną z nich. Stąd ich reakcja. To smutne nieporozumienie - zapewnia Arnika Kluska.

Zbyt duże emocje 

Relacja nauczycielki z Zabrza wstrząsnęła środowiskiem kobiet. Przez sieć przetoczyły się zarzuty o zawłaszczenie oddolnego ruchu przez partię Razem. Żal i poczucie zawodu po postawie partii opozycyjnych w Sejmie, oburzenie oraz poczucie bezsilności wobec realnej wizji ograniczenia kolejnych praw zawartych w ustawie antyaborcyjnej sprawiają, że w kwestii praw kobiet emocje sięgają zenitu.

- Jest mi koszmarnie przykro - mówi Arnika Kluska z Razem Śląskie - Te zarzuty złamały mi serce. Wszyscy organizatorzy od początku stoją zawsze po stronie kobiet - zapewnia.

"Mamy łączyć, a nie dzielić"

Obie strony przyznają, że sytuacja nie służy obronie praw kobiet. Wystarczy, że opozycja parlamentarna zawiodła ich nadzieje. Zapewniają, że wspólnie będą bronić zapisów, pod którymi podpisały się wspólnie. 

Czytaj więcej