Relacja

Dziennikarze przed Sejmem

Protest dziennikarzy przeciwko nowym regulacjom obecności mediów w Sejmie i Senacie.

"Pod pozorem zapewnienia bardziej profesjonalnych i komfortowych warunków pracy, marszałek Sejmu ogranicza prawa dziennikarzy” - czytamy w liście skierowanym do marszałków Sejmu i Senatu.

W południe przed Sejmem odbyła się pikieta. Nie górników, nie lekarzy. Tym razem protestowali dziennikarze. Przeciwko czemu? Przeciwko nowym zasadom pracy przedstawicieli mediów w parlamencie. Zdaniem Kancelarii Sejmu - bardziej komfortowym i profesjonalnym. Zdaniem dziennikarzy - restrykcyjnym i niezgodnym z Konstytucją.

To jest smutny dzień, bo przez ponad ćwierć wieku rządziła u nas i lewica, i prawica, i ludowcy, i Unia Wolności, i liberałowie. Nikt na ten pomysł nie wpadł. Warto sobie zadać pytanie - dlaczego ta władza na ten pomysł wpadła? To nie mówi nic o dziennikarzach. To nie mówi nic o mediach. To mówi wszystko o tej władzy. Absolutnie wszystko
- komentuje Tomasz Lis.

Planowane zmiany obejmują stworzenie Centrum Medialnego w budynku F. To tam, a nie w głównym gmachu Sejmu miałoby dochodzić do spotkań polityków z dziennikarzami. Poza wyznaczonym centrum obowiązywałby zakaz nagrywania. Każda redakcja mogłaby wyznaczyć dwóch stałych korespondentów parlamentarnych.

Za PRLu był taki bardzo ekskluzywny klub sprawozdawców parlamentarnych. Aby do niego należeć, trzeba było mieć zezwolenie partii rządzącej. Czy to coś przypomina? - pyta Andrzej Morozowski

Dla Dominiki Wielowieyskiej budynek parlamentu nie jest przestrzenią prywatną. To miejsce pracy posłów i senatorów, do którego dostęp powinien mieć każdy. Za pośrednictwem mediów. 

Jednym z podstawowych obowiązków parlamentarzystów jest komunikowanie się z opinią publiczną za pośrednictwem mediów. Nie wtedy, kiedy oni mają na to ochotę. To nie jest ich prawo. To jest ich obowiązek - zauważa Dominika Wielowieyska.

 

Rządzący lubią być przedstawiani niemal jak święci. Żeby ci, którzy na nich głosują myśleli sobie: Jezu, jacy oni są wspaniali. Naszym zadaniem jest pokazywanie ich takimi, jakimi są. To jest próba zabrania nam tego - dodaje Andrzej Morozowski

Gliwicka posłanka, Marta Golbik jest przeciwna nowym rozwiązaniom. Przyznaje, że czasem reporterzy przekraczają granice, ale są to sporadyczne przypadki. Przejście do budynku F zajmuje 5 minut. Ten czas ma wystarczyć rządzącym na kontrolowanie informacji i posłów. Swoich posłów.

W PiS jest 230 posłów. Wielu z nich mogłoby powiedzieć coś, co dla partii rządzącej jest niewygodne. PiS nie będzie wysyłać niewygodnych posłów. Będą wciąż te same twarze, które dostają te same przekazy i będą mówiły to, co jest im na rękę.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.ciesla@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kultura