Czytasz: Polowania na czarownice trwają do dziś [WYWIAD]

Polowania na czarownice trwają do dziś [WYWIAD]

O feminizmie, czarownicach z polskiego Salem i o tym, dlaczego tak bardzo kręci nas śmierć rozmawiamy z Tomaszem Kowalskim, pisarzem z Katowic.

Silesion.pl: Jesteś feministą?

Tomasz Kowalski: Zdecydowanie tak. Wydźwięk mojej najnowszej książki „Nie pozwolisz żyć czarownicy” jest jednoznaczny. Opowiada ona o wydarzeniach, które miały odbyć się w XVIII wieku w Doruchowie, w Wielkopolsce. Pisząc tę książkę, czytałem o masowym niszczeniu kobiet z uwagi na oskarżenie ich o czarostwo. Temat feminizmu sam się nasunął. Chciałem pokazać, skąd się wzięły polowania na czarownice i jakie były korzenie tej niechęci do kobiet.

Człowiek, który obserwuje to, co się dzieje we współczesnym świecie znajdzie analogię między tym, co się wydarzyło dawniej z tym, co niestety się dzieje w XXI wieku.

Akcja książki zaczyna się w 1835 roku, potem się cofa do 1775 roku. Piszesz w niej też, że polowanie na czarownice trwa i trwać będzie. Ona w zamyśle miała się odwoływać do współczesności?

Tak. Ale najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na spytanie, skąd w ogóle wzięło się zjawisko czarownicy w naszej historii. Myślę o historii cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej, łacińskiej. Tutaj działy się procesy czarownic, ale to nie wzięło się znikąd. Czarownica nie została wymyślona, żeby straszyć nią dzieci. Procesy były, są na to dowody, to jest fakt historyczny. Dziesiątki tysięcy kobiet straciło życie w okrutny sposób. Pisząc książkę i czytając o tym zjawisku, zastanawiałem się, jak kobieta latająca na miotle pojawiła się w naszej kulturze.

Zacznę od religii. Musimy sobie zdawać sprawę, że ludzie żyjący od XIX wieku wstecz, wierzyli w to, że każdy element życia zależy od sił nadprzyrodzonych. Niewiele potrzebowali, żeby oskarżyć kogoś o kontakty z diabłem, przez co miałby spowodować śmierć dziecka, zwierzęcia, głód czy choroby. Poza tym, kobieta w kulturze zachodnioeuropejskiej na przestrzeni wieków zawsze zajmowała pozycję drugorzędną w stosunku do mężczyzny. Ojcowie Kościoła jak Tomasz czy Augustyn mówili wprost, że kobieta jest nieudanym tworem Boga i powinna mieć rolę służebną względem mężczyzny. Ta, która chciała się wyrwać z tego kręgu, nazywana była opętaną. Nie chcę nikogo obrażać, ale to byli ludzie ciemni.

Jak wpadłeś na temat artykułu z tygodnika „Przyjaciel Ludu” z 1835 roku? Tam został opublikowany tekst dotyczący właśnie skazania za czary czternastu kobiet z Doruchowa.

Wszyscy, którzy znają moją twórczość wiedzą, że obracam się w kręgu tematów związanych ze śmiercią. Różnie ją opisuję. W pierwszej książce pisałem o karze śmierci. Druga to był taki żart na temat życia mieszkańców cmentarza, historie opowiedziane przez pryzmat grabarzy. Nie piszę kryminałów, ani książek sci-fi. Szukałem kolejnego tematu i go znalazłem. Wrzuciłem w sieć hasło „procesy czarownic” i wyskoczył mi Doruchów. Myślałem, że to temat już przemielony. Okazuje się jednak, że artykuły które się pojawiają to „kopiuj-wklej” artykułów ludzi, którzy zajęli się tym tematem, ale pobieżnie i skrótowo. Było podane źródło, czyli właśnie tekst z 1835 roku. To był krótki artykuł o chłopaku, który widział, jak stracono 14 kobiet. Wiele wskazuje na to, że tekst był falsyfikatem, choć mieszkańcy Doruchowa wierzą w to, co rzekomo miało tam miejsce.

Pojechałeś do Doruchowa...

Dwukrotnie odwiedziłem Doruchów. Doszedłem do wniosku, że szkoda takiego tematu, bez względu na to, czy ta historia rzeczywiście się wydarzyła. Postanowiłem pokazać czytelnikom, że taka historia mogła mieć u nas miejsce. 

Zresztą, w Doruchowie jest krzyż poświęcony tym kobietom. Początkowo stał w miejscu, w którym rzekomo był stos. Na wszelki wypadek go postawiono, co pokazuje, że pewien zabobon nadal tam funkcjonuje. W Doruchowie jest też staw, gdzie pławiono kobiety i są piwniczki, gdzie je więziono. Historia jest ciekawa i warta tego, żeby ludzie w Polsce dowiedzieli się, że taka wioska istnieje.

A czy dzisiejsi mieszkańcy wierzą w to, co się wydarzyło w Doruchowie? 

Kiedy pojechałem tam po raz pierwszy, miałem takie wyobrażenie, że wieś będzie wyglądała jak skansen w Chorzowie. Chałupy, stary młyn na wzgórzu, pozostałości dworku. Nic takiego. Jest przystanek PKS, przychodnia, dwa sklepy, urząd gminy. Nie ma śladu po tamtych czasach.

Ale mieszkańcy, choć minęło 250 lat, obawiają się, żeby ich przypadkiem nie utożsamiać z ludźmi którzy dopuścili się kaźni. Mało tego, bojąc się ostracyzmu, nie chcą być łączeni z kobietami, które zostały spalone.

Jest 2018 rok i nadal takie rzeczy mają miejsce! Ja tego nie rozumiem. Znamy choćby historię czarownic z Salem w Stanach Zjednoczonych, opisaną w książce Arthura Millera. Powstał też spektakl i film z Winoną Ryder. Tam ludzie korzystają z tej historii pełnymi garściami, a u nas jest opór. A mając takie miejsce, od rana do wieczora powinny odbywać się tam imprezy tematyczne. Na straganach możnaby sprzedawać koszulki z Czarownicami z Doruchowa. Ale my widocznie nie mamy do tego smykałki.

Skąd u ciebie taka fascynacja tematem śmierci, turpizmem, czarnym humorem?

Próbowałem dowiedzieć się, dlaczego taką tematykę wybrałem na swoją twórczość. Nie przeżyłem traumatycznych wydarzeń w młodości, które spowodowały, że tyle o śmierci myślę. Tim Burton, który robi filmy o duchach i cmentarzach, mimo że wygląda dziwnie, jest normalnym człowiekiem.

A śmierć to wdzięczny temat, który też bardzo dobrze się sprzedaje. Lubimy się bać i straszyć. Boimy się śmierci, ale czytamy na ten temat i oglądamy filmy kryminalne, w których przecież ktoś musi kogoś zabić, żeby było ciekawie.

Co robisz kiedy nie piszesz?

Śpię (śmiech). Teraz mam gorący czas. Jesienią wychodzi moja kolejna książka, to zbiór krótkich opowiadań, które pisałem kilka lat i dotyczą różnych sfer życia. Nie jest typowa dla mojej twórczości, bo nie porusza wyłącznie tematu śmierci. 2019 rok będzie za to czasem odpoczynku, bo na razie kompletnie nie mam pomysłu na piątą książkę.

***

Tomasz Kowalski. Urodzony w 1970 roku w Katowicach. Z wykształcenia prawnik. Autor powieści „Mędrzec kaźni” i „Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć”. Niedawno ukazała się jego najnowsza książka „Nie pozwolisz żyć czarownicy”. Miłośnik makabry, czarnego humoru, turpizmu. Najczęstszym tematem, jaki podejmuje w swojej twórczości jest śmierć i jej różne oblicza.

Czytaj więcej